7.02.2011

Gary Moore

Wczoraj zmarł Gary Moore. Przeszedł do legendy jako wirtuoz gitary elektrycznej. Urodził się w Belfaście w 1952 roku, od 1969 roku grał w irlandzkim zespole Thin Lizzy a później solo. Nagrał ponad 30 płyt. Dla przypomnienia proponuję dwa jego utwory:
Whiskey in the jar - wykonanie z 1973 roku wraz z Thin Lizzy
Still got the blues  - wersja solo live, rok 2001


 

5.02.2011

Zagadka tęczy

Tęcza jest jednym z wdzięczniejszych zjawisk, które bardzo często zdarzają się w Irlandii. Są dni, kiedy widać ich kilka, zwłaszcza jak się jedzie gdzieś dalej. Obłoki płyną po niebie, deszcz pada i zaraz przestaje, słońce wychodzi zza chmur i potem się za nie chowa. Po kilku latach spędzonych na Zielonej Wyspie można z łatwością przewidzieć, kiedy pojawi się tęcza.
   
Nie zawsze udaje się ją sfotografować, to estetyczne przeżycie bardzo często zostaje tylko w pamięci. Najpiękniejsza tęcza, którą tu widziałem wyglądała niesamowicie – na zewnątrz wisiały gęste chmury, a pod nią był błękit. Aparatu ze sobą nie miałem. 
  
Załamanie promieni słonecznych tworzy kolory zawsze w tej samej kolejności. Kiedy po deszczu wychodzi słońce wystarczy odwrócić się do niego plecami by sobie te kolory przypomnieć.
  
Wiele razy miałem okazję być prawie w środku tęczy, była tak blisko i jednocześnie nieuchwytna. Każda próba podejścia bliżej – i tęcza znikała. 
  
Kiedyś wjechałem prosto w tęczę, słońce było dokładnie z tyłu, droga prowadziła wprost w chmury, patrzyłem na prawo i w lewo na niknące powoli na zielonych łąkach końce tęczy aż znikły na dobre a potem dogonił mnie deszcz. 
  
Żeby tęcza się pojawiła, słońce nie może być za wysoko, dlatego najładniejsze tęcze widać późnym południem albo rankiem. Ale również wtedy nie da się ich złapać na zdjęciu w całości, do tego potrzebny jest szerokokątny obiektyw. 
  
W pewnych warunkach pojawia się tęcza podwójna, potrójna a nawet poczwórna. Zagadki tęczy nie wyjaśnię tu dokładnie, bo swego czasu nie uważałem na fizyce. W ogóle to fizycznie tęcza nie istnieje, takie zjawisko optyczne przeznaczone jest tylko dla oczu. 
  
Tęczę widać również w fontannach. A słona woda ma inny współczynnik załamania światła, więc przy morskich i oceanicznych brzegach Irlandii tęcze widać jeszcze częściej. Poniżej tęcza znad klifów Atlantyku.
  
Pierwsze naukowe wyjaśnienie tego zjawiska podano w XIV wieku. Wcześniej tęcze pojawiały się w mitologiach i legendach. Tęcza była drogą pomiędzy niebem a grecką ziemią, szczeliną w chińskim niebie zamkniętą siedmioma kolorami, łukiem hinduskiego boga błyskawic, skandynawskim mostem łączącym świat bogów i ludzi, biblijnym przymierzem pomiędzy Bogiem a człowiekiem, w końcu - jedną z irlandzkich zagadek kryjącą na jednym z jej końców mityczny skarb. 
  
Irlandzkiego skarbu strzegł leprechaun – paskudny z wyglądu elf. Nie miał trudnego zajęcia, bo jak wspomniałem wyżej – nie da się dojść do końca tęczy, jednak leprechaun jest do dziś jednym z irlandzkich symboli, który pojawia się najczęściej 17 marca, w dniu święta narodowego Irlandii. Postaram się go do tego czasu przedstawić nieco bliżej. 
  
 

1.02.2011

Magiczne wyspy Aran

Wyspy Aran zaczęły mnie przyciągać od momentu, kiedy dowiedziałem się o ich istnieniu. Być może z niektórymi z Was stanie się za chwilę podobnie. 
  
Arany uważane są za najlepiej zachowany fragment dawnej Irlandii, gdzie czas się zatrzymał, krajobraz jest surowy, ludzie twardzi jak kamienie a życie codzienne wciąż przeplata się postaciami z bajek.
  
Zobaczyłem to na własne oczy ponad trzy lata temu i od tamtej pory wracam. W kilku najbliższych postach zamierzam pokazać Wam najciekawsze miejsca i chwile na Aranach. Na początek wyspa Inishmore, czyli największa wyspa. Ma długość około 15 kilometrów i jest na niej około SIEDEM tysięcy kilometrów kamiennych murków. 
   
Inishmore leży na Atlantyku, z Irlandii płynie się na nią dość szybkim promem prawie godzinę. Stając na klifach zdobiących zachodnią krawędź wyspy zobaczyć można tylko ogromny ocean, za nim już jest tylko Ameryka.
  
Widok słońca kąpiącego się w oceanie to marzenie wielu. Jednak większość zagranicznych wycieczek musi zdążyć na popołudniowy prom, bo trzeba pędzić dalej przez Irlandię.  
  
Dlatego większość turystów nie ma czasu odbić w bok, zaczekać do zachodu albo zejść z klifu piętro niżej, żeby zobaczyć coś absolutnie niezwykłego z bliska. 
  
Na Aranach znajduje się siedem kamiennych fortów zbudowanych metodą "dry stone" czyli bez żadnej zaprawy łączącej wapienne kamienie. Stoją tak od trzech tysiącleci mimo atlantyckich sztormów, porywistych wiatrów i deszczów. A tylko jeden z nich jest na trasie popularnych wycieczek. To nie jest ten na zdjęciu poniżej.
  
Thomas - rodowity przewodnik po Aranach opowiada mi, że na Inishmore dwa lata temu zbudowano najstarszy fort kamienny, taki co ma 4 tysiące lat. Taki żart tu się sprawdza, zapasowe kamienie do budowy kolejnych fortów leżą od niepamiętnych czasów aż po horyzont...
  
Z pewnych powodów w okresie wczesnego chrześcijaństwa wyspy Aran stały się całkiem bezpieczną oazą dla ówczesnych mnichów, którym odpowiadały te surowe warunki. Dlatego pozostało z tamtych czasów sporo kamiennych budowli. Jedną z nich jest najmniejszy kościół na świecie. 
  
Mieszkańcy są przyzwyczajeni do tego, że czasem ocean jest zbyt gwałtowny, żeby dostać się na ląd, lub coś z niego przywieźć. Sielskie obrazki jak ten poniżej powinno się oglądać porównując film "Man from Aran". 
  
Jak już wspomniałem - pokażę tu trochę Aranów w kilku krótkich odcinkach. A jeżeli ktoś zapragnie zobaczyć je na własne oczy to obaj z Thomasem chętnie pomożemy. 
  
Wyspy Aran również na Was czekają. Najwięcej wrażeń dostarcza samotna wędrówka przez te wyspy... Wtedy jest najwięcej magii Aranów...