Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Irlandia Północna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Irlandia Północna. Pokaż wszystkie posty

27.09.2012

Ogłoszenia drobne z Irlandii - przemytnicy

Kolejne ogłoszenie z pewnego pubu położonego w Irlandii Północnej.



TEN STATEK 
WIDZIANY OSTATNIO W OKOLICY
jest zamieszany w nielegalny proceder
SZMUGLU 
KTOKOLWIEK WIDZIAŁ, KTOKOLWIEK WIE
I MOŻE POMÓC W SCHWYTANIU STATKU LUB JEGO ZAŁOGI
OTRZYMA NAGRODĘ W WYSOKOŚCI
500 FUNTÓW
KTÓRE Z PRZYJEMNOŚCIĄ WYPŁACI RZĄD JEGO KRÓLEWSKIEJ MOŚCI

OGŁOSZONO DNIA 19 PAŹDZIERNIKA 1782 ROKU

15.09.2012

Geocaching w United Queendom

Na trzeci maraton geocachingowy wybraliśmy się do Irlandii Północnej. Wybór padł na odcinek wybrzeża Morza Irlandzkiego, gdzie skrytki są rozmieszczone dość gęsto a w planie mieliśmy ich bardzo dużo.



Od razu wpadliśmy na trop słynnego "sztucznego kamienia". Właściwie to kamień był prawdziwy ale od spodu miał przymocowane osłony z pianki kryjące skrytkę właściwą. Z zewnątrz nie różnił się wcale od pozostałych kamieni, dzięki czemu bez przeszkód mogliśmy nawdychać się jodu przez cały czas szukania. Jak widać na zdjęciu - do wyjęcia logboooka przydała się wreszcie pęseta, którą każdy geocacher powinien przy sobie nosić.



Przy kolejnej skrytce spędziliśmy jeszcze więcej czasu. Ukryta była bardzo sprytnie  w drewnianym słupku, obok którego krążyliśmy macając wszystkie możliwe kamienie i grzebiąc w trawie.



Niektóre skrytki schowane były w parkach, których odwiedziliśmy chyba ze cztery. Brodziliśmy w strumieniu, używaliśmy latarki, znaleźliśmy szałas, w którym mieszkał jakiś hardkor. Bez zabawy w geocaching nie trafilibyśmy też na ten ciekawy wiadukt o długiej jak on sam historii. 



Kolejny przemyślny schowek zatrzymał nas na środku skrzyżowania. Dopiero piąte dokładne przeczytanie podpowiedzi otworzyło skrytkę.



Przez cały dzień znaleźliśmy we trzech 28 skrytek i to chyba był rekord ostatnich wakacji.



Nie znaleźliśmy kilku miejsc, jak zwykle przy takich okazjach. W tych skałach na zdjęciu poniżej trzeba było natrafić na właściwą muszlę i my jej nie odszukaliśmy. W muszli zamiast ślimaka miał być zwinięty mały logbook.



A poniżej przykład skrytki o rozmiarze nano. Dość popularny kontenerek w mieście lub w bardzo ruchliwych miejscach. Przyczepiany na magnes, w środku wąziutki rulonik, gdzie należy się wpisać przyniesionym ze sobą długopisem.



Ostatnie promienie słońca spędziliśmy na szukaniu skrytek w jednym z miejskich parków z pomnikami wojennymi. Poniżej armata z niemieckiego u-bota zatopionego u wybrzeży Irlandii Północnej przez Brytyjczyków.



Mieliśmy też okazję popatrzeć na dziwne sporty. Oto parkowe kręgle dla emerytów. Zakaz wstępu na trawę dla osób poniżej 60 roku życia.



A to miejscowe koło gospodyń w biegu z liną - ćwiczenie ujędrniające biusty.





Wcześniejsze moje notki o geocachingu w Irlandii można znaleźć w linkach poniżej.
Zachęcam do tej formy poznawania Irlandii.

Geocaching po słowiańsku
Geocaching po irlandzku
Magiczny kwadrat czyli skrzynka na cmentarzu
Irlandia - wyspa skarbów

6.09.2012

Zamieszki w Belfaście

Przez kilka ostatnich dni w Belfaście trwały zamieszki, rannych zostało ponad 60 osób, głównie policjantów. Na szczęście nie było mnie tam, ale pozwolę tu sobie na trochę własnych spostrzeżeń na temat Belfastu oraz atmosfery, która mi się z tym miastem kojarzy.



Belfast jest dla mnie najmniej sympatycznym miastem na całej wyspie. Nie rozumiem ludzi, którym się tam podoba. Nie wyobrażam sobie, żebym miał tam mieszkać. W centrum jest trochę ciekawej architektury, jest rzeka, Titanic, centra handlowe, ogrody, turyści, jest spokojnie. Opancerzone samochody policyjne przypominają jednak, że w każdej chwili może coś się wydarzyć, tak jak ostatnio.



Źródłem konfliktów w Belfaście jest to samo co zawsze - religia. Ostatnio zaczęło się od marszu katolików (zwanych również republikanami), którzy po raz kolejny demonstrowali wolę połączenia obu Irlandii. Potem protestanci (zwani również lojalistami) zaczęli śpiewać pieśni, które obrażały katolików. W nocy zaczęło się palenie samochodów, butelki z benzyną, kamienie, cegły i szarpanina z policją. Gówniarze i chuligani w swoim żywiole.



Nie jest łatwo zrozumieć tych ludzi, wytłumaczyć dlaczego wciąż tam żyje nienawiść, którą od wieków darzą się obie irlandzkie społeczności mieszkające w osobnych dzielnicach. Wysoki na kilka metrów mur zwany Linią Pokoju oddziela katolików od protestantów, a bramy w murze zamykane są w każdy piątek wieczorem, po wypłacie. Na weekend zostaje otwarta tylko jedna brama, dla taksówek. Nikt inny poza turystami nie ma potrzeby przekraczać Linii Pokoju.


Po Belfaście miałem okazję pokręcić się wiele razy, rozmawiałem tam z różnymi ludźmi, widziałem robotnicze dzielnice, gdzie pośród ogrodów pamięci pielęgnuje się wspomnienia o zabitych po obu stronach. Belfast nie jest w stanie mnie urzec i przyciągnąć, zbyt gęstą, wrogą i obcą atmosferę tam czuję. Jednym z bardziej ponurych obrazów był dla mnie rząd katolickich domów tuż przy Linii Pokoju zwieńczonej drutem kolczastym na wysokości 6 metrów. Za domami na trawie bawiły się dzieci a nad nimi zamocowana była gęsta stalowa siatka.



Przy okazji lipcowych marszów zawsze w Belfaście są jakieś rozróby. Rozsądni ludzie biorą wtedy urlopy i wyjeżdżają na południe. Ja w ogóle nie robię wycieczek po Belfaście w lipcu, bo mam samochód z rejestracją Republiki, czyli w rozumieniu kretynów rzucających kamieniami jestem katolikiem i należy mi się za to przynajmniej rozbita szyba. Przez cały rok w dzielnicach protestanckich wiszą brytyjskie flagi a krawężniki i słupki parkingowe pomalowane są w królewskich kolorach. Tak protestanci demonstrują swoją lojalność wobec brytyjskiej korony. Zawsze jak jadę przez Sandy Row lub Shankill to mam ciarki na plecach.


Tak zwane "bezpieczne taksówki", którymi można bez przeszkód zwiedzić cały Belfast są dwojakiego rodzaju. Katolickie taksówki zwane black cab są czarne i wyjeżdżają z podziemnego garażu. Przy recepcji wisi tablica z nazwiskami 12 kierowców, którzy zostali zastrzeleni w czasie pracy. Protestanckie taksówki są dla odmiany kolorowe i stoją na postojach otwartych. W jednej i drugiej na początek wycieczki kierowca pyta klienta o wyznanie. Przećwiczyłem różne warianty i doszedłem do wniosku że najlepiej mówić, że się jest buddystą na wakacjach.



Jak tylko wyjedzie się z centrum, na każdym rogu widać ogrody pamięci, pomniki, nazwiska, tabliczki na budynkach, wszędzie dookoła coś się działo, ktoś zginął, ktoś walczył, ktoś bronił. Przemoc i walki religijne są wpisane w historię Belfastu. Echa tych historii odbijają się między murami do dziś. Zresztą zgodnie z napisami na muralach: "Lest we forget" czyli "nie zapomnimy" (kto nam to zrobił).



Z obserwacji murali, których w Belfaście jest całe mnóstwo, można wysnuć wniosek, że katolicy będą pamiętać o tych, którzy oddali życie w sprawie zjednoczenia Irlandii, a protestanci będą pamiętać o tym, że katolików trzeba trzymać na muszce. Nie chcę tu stawać po żadnej stronie (jako buddysta) ale wydaje mi się, że protestanci wpoili swoim dzieciom więcej nienawiści. I że zamieszki w Belfaście będą już zawsze.



A cała historia konfliktu w Belfaście zaczęła się w 1613 roku, kiedy w ramach kolonizacji Irlandii z dekretu króla Jakuba I Stuarta Belfast został zaludniony anglikanami z Anglii i prezbiterianami ze Szkocji. Dla kolonizatorów Irlandczycy byli narodem podbitym i gorszym, tak samo jak ich katolicka religia. Wraz z upływem pokoleń i stuleci potomkowie Anglików i Szkotów stali się również Irlandczykami, tyle że pozostali wierni anglikanizmowi i prezbiterianizmowi. I kto tu teraz jest u siebie? Kto ma większe prawa? Kto jest winien? Kto ma już dość?

3.09.2012

Giant's Causeway



Grobla Gigantów - największa naturalna atrakcja Irlandii Północnej wzbogaciła się o nowoczesne Centrum Obsługi Turystów. Podobnie jak na Klifach Moher Visitor Centre jest przykryte trawą co ma tworzyć złudzenie, że jest częścią natury.  



Bazaltowe filary mają się kojarzyć z bazaltowymi słupami Grobli Gigantów. W obszernych wnętrzach pod wspólnym dachem kryje się sklep z pamiątkami, stała ekspozycja związana z geologią, ptactwem i roślinnością, multimedia, ekran pokazujący animowaną legendę o gigantach, restauracja, toalety, etc.



Całość, jak mówi przewodnik, jest bardzo ekologiczna, np. deszczówka spływająca z pochyłego dachu łączy się z wodą z kranów, po czym jest zawracana i używana w toalecie. Ogrzewanie geotermalne, klimatyzacja wymuszona przez kształt hali i tak dalej.



Dotychczas naturalna atrakcja była naturalnie za darmo. Teraz bilet do Visitor Centre kosztuje 8,50 funta. W cenie biletu jest audioprzewodnik z możliwością wyboru języka (również po polsku). Wystarczy powiesić sobie na szyi i wciskać kolejne guziczki. Narrator opowie wszystkie ciekawostki związane z Groblą i Gigantami. 


Jak na tego rodzaju cud przyrody przystało - jest tam bardzo dużo ludzi. W Centrum panuje hałas, bo dźwięki ze wszystkich stron łączą się pod wspólnym dachem w wielojęzyczną kakofonię. Przyznaję, że to zmęczyło mnie dość szybko. Od centrum do środka Grobli jeździ jak dawniej autobus, którego nie pokrywa już bilet (dodatkowy funt w jedną stronę).   


Przed wybudowaniem Visitor Centre stał tam jedynie hotel widoczny poniżej, sklepik z pamiątkami i prowizoryczne toalety. Płatny był tylko parking (6 funtów od samochodu). Teraz płacić musi każdy i dokładnie to sprawdzają przy każdych drzwiach.



Jeżeli ktoś nie potrzebuje Visitor Centre to może zaparkować na bezpłatnym parkingu 200 metrów dalej i Groblę zwiedzać samodzielnie. W hotelu natomiast można się odświeżyć, coś przekąsić a zamiast pamiątek zabrać tylko wspomnienia i zdjęcia.

27.08.2012

Obiadek u Fiony z Ryczącej Zatoki

Na końcu krętej drogi prowadzącej do małego rybackiego portu w Ballintoy znajduje się mały kamienny budynek, gdzie dają dobrze i tanio jeść. 








Nie jest to ani restauracja, ani pub, ani tawerna. Nazwa Roark's Kitchen dobrze oddaje naturę tego miejsca. To kuchnia Fiony O'Rourke z Ryczącej Zatoki.



To świetne miejsce, gdzie można się posilić, odpocząć, popatrzeć na foki i zajrzeć do jaskiń. Porobić kilka zdjęć...



...albo wykąpać się w krystalicznie czystej wodzie. Naturalną architekturę tej zatoki ukształtował wulkan, potem lodowiec a dopiero na koniec ocean.

Fiona O'Rourke otworzyła swój interes prawie 100 lat temu. Od tamtej pory trochę się tu zmieniło, rybaków zastąpili turyści odwiedzający pobliskie atrakcje hrabstwa Antrim. Fionę zastąpiła jej wnuczka, która podtrzymuje rodzinną tradycję wraz ze swoimi wnuczkami.


Z nabrzeża portu Ballintoy widać Wyspę Owiec, Wyspę Rathlin, Groblę Gigantów a czasem nawet Szkocję. 

Miałem okazję posilać się w Ballintoy Harbour przy słoneczniej pogodzie i bezwietrznym oceanie. Gdyby jednak ocean pokazał swoją moc, szybko zrozumiałbym dlaczego to miejsce to Rycząca Zatoka. Dlatego wokół na dnie leży mnóstwo wraków. 

23.08.2012

Ogłoszenia drobne z Irlandii - niewolnicy

Tłumaczenie ogłoszenia jest poniżej ogłoszenia.

znalezione w jednym z pubów Jej Królewskiej Mości w Irlandii Północnej

PUBLICZNA AUKCJA 
SPRZEDAŻ I WYNAJEM NIEWOLNIKÓW
DATA: 15 LIPCA 1820, GODZ. 11.00 
MIEJSCE AUKCJI: POD DRZEWAMI

DO SPRZEDANIA
PIĘCIU NIEWOLNIKÓW
TOBIAS - ok. 28 lat, dobry służący
HANNIBAL - ok. 20 lat, robotnik
JOSHUA - ok. 40 lat, doskonały rybak
ABRAHAM - ok. 25 lat, silny i zdrowy
ELIZA - młoda kobieta, pomoc domowa i niańka

DO WYNAJĘCIA
(na ogólnych zasadach: wikt, opierunek i opieka medyczna)
LUTHER - ok. 30 lat, robotnik
WILLIAM - ok. 37 lat, doskonały służący
HARRY - ok. 24 lat, silny i zręczny
FANNY - doskonała praczka
LUCY - ok. 14 lat, służąca
SARAH - dobra służąca i niańka
NANCY - ok. 16 lat, służąca
CLARA - ok. 20 lat, dobra kucharka
_________________________________________________
W SPRZEDAŻY RÓWNIEŻ JEDWAB I INNE DOBRA

13.06.2012

Zamek w Belfaście

Zamek w Belfaście jest przykładem zamku wędrownego. Zbudowali go w XII wieku Normanowie w miejscu, gdzie dziś jest centrum miasta. Po kilkuset latach zamek zburzyli Irlandczycy. Belfast w tym czasie zrobił się tłoczny i nie było w nim już tej średniowiecznej atmosfery, więc Anglicy zamiast zamek odbudować - postawili go od nowa w zupełnie innym miejscu. 



Obecny zamek w Belfaście wzniesiono w szkockim stylu w XVIII wieku na wzgórzu Cave Hill. Rozpościera się stamtąd szeroki widok na cały Belfast, kawałek Irlandii Północnej i Szkocji oraz na zatokę rzeki Lagan.



Prawowici właściciele przekazali zamek miastu w 1934 roku. Po solidnym remoncie otwarto Belfast Castle dla zwiedzających w 1988 roku.



Zamek z taką historią i ładnym widokiem stał się popularnym miejscem na śluby i spotkania biznesowe. Ogrody, zamkowa restauracja i klimatyczny sklepik z "antykami" dopełniają obrazu.



Z zamkiem wiąże się legenda białego kota. Jego pojawienie się w zamkowym ogrodzie miało gwarantować mieszkańcom życie w dostatku. Z braku żywych kotów (za murem zamku jest Belfast ZOO) na terenie zamku i w ogrodzie umieszczono 9 różnych kocich sylwetek. Nie znalazłem wszystkich i nie jestem pewien czy dobra wróżba mi się spełni, ale w recepcji możecie dostać mapkę z lokalizacją wszystkich kotów. Zamek można zwiedzać za darmo, o ile nie ma akurat jakiegoś wesela.

12.05.2012

Wyspa Rathlin

Wyspa Rathlin leży na północ od Irlandii i na zachód od Szkocji. Widać ją z Grobli Gigantów i z mostu wiszącego Carrick-a-Rede. To najbardziej północna wyspa Irlandii Północnej i jedyna zamieszkana. 




Stawiłem się na przystani w Ballycastle pół godziny przed promem, który zabukowałem przez internet. Miałem dosyć czasu na zaparkowanie, przebranie się w wyspowe rzeczy i odszukanie w telefonie opcji robienia zdjęć, jako że tym razem niestety byłem bez aparatu.

Prom przypłynął spóźniony o 20 min., po czym stał kolejne 20 min. aby uzupełnić paliwo i pogadać z innymi promami w porcie. Właściwie to mój prom okazał się prawie motorówką i później prując przez fale wspominałem jak kilka dni wcześniej pytałem przez telefon o możliwość przewiezienia samochodu. Po kilkunastu minutach byłem na wyspie Rathlin. Szybko dowiedziałem się, że na Rathlin nie ma zbyt wielu dróg, a jedyna utwardzona prowadzi na wschód.



Odległości w milach na początku były trochę mylące, ale przyzwyczaiłem się po pierwszej latarni. Wyspa jest mała i ma kształt litery L, gdzie się nie pójdzie, to i tak trzeba wrócić do portu i do portowej kawiarni (zamkniętej). Najwyraźniej sezon na Rathlin Island jeszcze się nie zaczął.



Wyspa leży pomiędzy Irlandią a Szkocją, w miejscu znanym ze starożytnych legend o Gigantach, którzy sobie tędy przez morze legendarnie chadzali. Kto był na Giant's Causeway z łatwością zauważy, że z identycznych kamieni tu na Rathlin zbudowane są domy i murki. Wulkaniczne sześciokąty są tu wszechobecne. Tak naprawdę Rathlin leży na Grobli Gigantów, bo bazaltowe kolumny ciągną się po dnie morza aż do Szkocji.



Jedna wioska, trzy latarnie, setki fok i tysiące ptaków. Dowiedziałem się, że mieszka tu 127 mieszkańców ale widziałem tylko kilka osób. Ktoś przypłynął ze mną, ktoś wieszał pranie, ktoś prowadził kilka krów. Spotkałem też rodzinkę, która zazwyczaj po obiedzie przychodzi na piknik do wschodniej latarni aby popatrzeć na Szkocję, bo stamtąd przybył na Rathlin ich dziadek.



Wyspa nie sprawia wrażenia, żeby jej specjalnie zależało na turystach. Na nabrzeżu żadnej dorożki, żadnego sklepu, jeden pensjonat, ktoś podobno ma rowery do wypożyczenia. Ot, takie spokojne miejsce z dala od lądu, ludzi i hałasu.



Na zachodnim krańcu wyspy obserwuje się puffiny, które tysiącami tam gniazdują. To również idealne miejsce, żeby na cały głos zawołać "Dlaczego zapomniałem wziąć baterii do aparatu!".



Pogoda zmieniła się bardzo szybko. Błękit gdzieś znikł, słońce też. Wysuszyłem się w pubie Mc Cuaigs, jedynym zresztą na całej wyspie. Zauważyłem, że do wyposażenia barmana należy lornetka. Obserwuje przez nią zbliżające się do wyspy łodzie. Daje to pewien komfort czekania na rejs powrotny - barman da znać kiedy wyjść z pubu tak, aby jak najmniej zmoknąć.



Nad barem pośród butelek wiszą banknoty z różnych krajów. Barman chyba lubi pytać ludzi skąd są, aby potem pokazać im znajomą walutę. Na zdjęciu powyżej Mikołaj Kopernik na starym 1000 zł.



Barman spojrzał znowu przez lornetkę i dał mi znak, że zbliża się mój transport powrotny, więc w strugach deszczu wróciłem na nabrzeże. Tym razem zamiast motorówki przypłynął mały prom z traktorem na pokładzie. Droga powrotna była dużo dłuższa - około godziny. W tym czasie z ulotki, którą dostałem w pubie dowiedziałem się, że z Rathlin wiąże się również inna irlandzka legenda - o dzieciach Lira.



Lir był jednym z celtyckich królów. Jego żona Aoibh młodo zmarła i Lir pozostał sam z trzema synami i córką. Po jakimś czasie ożenił się z siostrą swojej żony - Aoife, która niestety okazała się zazdrosną wredną jędzą i zamieniła dzieci Lira w łabędzie. W tej postaci miały spędzić kolejne 900 lat. Zgodnie z legendą tu na Rathlin dzieci Lira spędziły 300 lat. Klątwę zdjął dopiero św. Patryk. Pomnik związany z tą legendą znajduje się tuż przy porcie w Ballycastle.