Na początek dwie podstawowe wady książki:
1. jest za krótka
2. coś nie tak jest z tytułem
Co do pierwszego punktu, to myślę, że po przeczytaniu zgodzicie się ze mną - książkę bardzo dobrze się czyta, jest inteligentny dowcip, celne obserwacje, dużo ciekawostek, trochę historii oraz historyjek wziętych z życia. Autor znalazł się w Irlandii z ogłoszenia - przyjechał w 2006 roku aby wraz z innymi szybko zrobić wykopaliska na terenach pod obecne autostrady. Od tamtej pory był głównie archeologiem, ale też rozwoził pizzę, budował schronisko dla zwierząt, pracował na farmie, był bezrobotnym, tłumaczem i baby-sitterem. Przewędrował całą wyspę, mieszkał w różnych miejscach, czasem był bardzo samotny, a czasem szczęśliwy, czasem kochał ten kraj a czasem go nienawidził. Książka (która jest stanowczo za krótka) to luźny zbiór przeróżnych epizodów z pracy na wykopaliskach i związanych z tym sytuacji opisanych z dużym humorem i swobodą. Sporo jest trafnych spostrzeżeń na temat codziennego życia, refleksji związanych ze spotkaniem rożnych ludzi, kultur i języków oraz tego, co bardzo cenię - ciekawych informacji, które trudno zdobyć gdzie indziej. Legendy i historie opowiadane przez archeologa mają dodatkowy walor, bo są tak jakby... samodzielnie wykopane.
Natomiast jeśli chodzi o tytuł - coś mi w nim nie pasuje i to chyba przez niego o tej książce zapomniałem. Ale nie będę się czepiał, tylko gorąco zachęcam do przeczytania tej (za krótkiej) książki.
Tomasz Borkowski "Irlandia Jones poszukiwany" - 2010, Wydawnictwo Gajt.


