Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pogaństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pogaństwo. Pokaż wszystkie posty

17.02.2014

Drombeg Stone Circle (Cork)

Kamiennych kręgów w Irlandii nie brakuje, a zwłaszcza w południowym hrabstwie Cork. Kamienie ustawione w krąg zaczęły pojawiać się w czasach przedchrześcijańskich w różnych rejonach świata. Z jakichś powodów ludzie budowali kręgi z pionowo ustawionych kamieni.



Kamienny krąg Drombeg zbudowano w taki sposób, aby zachodzące słońce w najkrótszym dniu w roku oświetliło jedyny poziomo ułożony kamień - ołtarz przeznaczony dla boskiego Słońca. Słońcu oddawano w ten sposób cześć - słońce oświetlało cały świat, ogrzewało ludzi, rozganiało mrok najdłuższej nocy. Dla tamtych ludzi Słońce było najważniejszym bogiem.



Drombeg Stone Circle jest też nazywany Ołtarzem Druida. To bardzo popularny irlandzki kamienny krąg. Droga do kręgu jest słabo oznaczona, wąska, a parking jest niewielki. Mimo wczesnej pory i marnej pogody jest tu już sporo ludzi.



Krąg Drombeg zbudowano z lokalnego piaskowca, z oryginalnych 17 kamieni pozostało do dziś 13. Kształty kamieni są różne, niektórzy dopatrują się w nich symboli męskich i żeńskich. Archeolodzy dokopali się tu szczątków zarówno mężczyzn, kobiet jak i dzieci z epoki brązu.



Krążę wokół kamiennego kręgu i natykam się na prostokątny basen wypełniony deszczówką. Najwyraźniej znajduje się tu celowo, wyjaśnienia szukam na tablicy informacyjnej. Okazuje się, że była to starożytna kuchnia (po irlandzku: fulacht fiadh) - do basenu z wodą wrzucano rozgrzane kamienie, które doprowadzały wodę do wrzenia umożliwiając ludziom przyrządzenie mięsnego posiłku.



Prace i doświadczenia wykonane przez archeologów w 1957 roku wykazały, że wrzucenie rozgrzanych w ogniu kamieni do basenu z 320 litrami wody w 
fulacht fiadh potrafiły ją zagotować w zaledwie 18 minut! Woda pozostawała gorąca przez 3 godziny, co pozwalało przygotować posiłek. 



Spoglądam wokół na wzgórza hrabstwa Cork i widzę pastwiska, łąki i pojedyncze domy. W promieniu wzroku żadnego miasta, ani nawet wioski. A 3000 lat temu Drombeg był tu centralnym miejscem, gdzie celebrowano odwieczny cykl boskiego Słońca, grzebano najważniejszych członków lokalnej społeczności i gotowano dla wszystkich posiłki. A teraz to tylko kilka kamieni...



Więcej o fulacht fiadh w książce Tomasza Borkowskiego, polskiego archeologa w Irlandii, którą kiedyś Wam polecałem: Irlandia Jones poszukiwany

Więcej o magicznych wschodach słońca w prehistorycznej Irlandii: Trzy tysiące lat przed Wigilią. 

22.12.2013

Trzy tysiące lat przed Wigilią

Kilka minut temu we wschodniej Irlandii wzeszło słońce. Zaczął się dzień po najdłuższej nocy w roku. Czy ktoś zauważył, że coś ważnego właśnie się wydarzyło?

Dzisiejszy wpis związany jest z największą tajemnicą, którą kryje historia Irlandii. Przenoszę Was teraz w czasie o ponad 5000 lat wstecz. To 3200 lat przed Betlejem, tysiąc lat przed Abrahamem, sześćset lat przed egipskimi piramidami. Na wzgórzach doliny Boyne wokół grobowców korytarzowych gromadzą się ludzie czekając na wschód słońca. Jestem pośród nich z moim aparatem.



Na niebie jest trochę chmur ale w tym roku powinno się udać. Słońce powoli wynurza się zza horyzontu, wznosi się i zaczyna rozdawać światu swój blask. Skończyła się najdłuższa w roku noc, od teraz dni znowu zaczną się wydłużać.







Jestem wraz z kilkoma osobami we wnętrzu ciemnego grobowca i czekam aż promienie słońca oświetlą wejście do długiego korytarza i potem dojdą aż do jego końca, gdzie siedzę w kucki. Słońce wznosi się na nieboskłonie i powoli wpełza do wnętrza wzgórza. Jest trochę przed dziewiątą.



Korytarze w grobowcach korytarzowych są różnej długości. Ten w Newgrange jest bardzo wąski i ma 19 metrów. Knowth ma korytarz dość szeroki i długi na 40 metrów. W Loughcrew - tylko 6 metrów, też dość wąsko.



Słońce dochodzi do wnętrza grobowca i oświetla komorę, gdzie ponad pięć tysięcy lat temu pochowano kilka osób. Siedzę tam w środku i widzę oświetlone pomarańczowym blaskiem wschodzącego słońca twarze innych osób. Widzę łzy wzruszenia. Patrzę na ścianę z zagadkowymi symbolami wykutymi w epoce kamienia. Czuję neolityczne misterium.



Kto zbudował te grobowce? Po co? Jak? Ludzie w tamtych czasach nie znali ani koła, ani metalu, ale w jakiś sposób do Newgrange przyciągnięto tysiące ton kamieni i ułożono je w wielki kopiec z korytarzem. Ludzie mieszkający w szałasach okrywali się zwierzęcymi skórami, ale korytarz został wytyczony tak dokładnie, że wschodzące słońce jest w nim tylko przez 17 minut. A najkrótszy dzień w roku jest krótszy od sąsiedniego tylko o DWIE sekundy. SKĄD oni to wiedzieli? ILE LAT zajęło im obserwowanie praw natury, żeby zbudować coś takiego? Jak to możliwe?



Grobowce korytarzowe miały pewnie związek z przechodzeniem dusz do innego świata. Promienie słońca wschodzącego po najdłuższej nocy zabierały 
dusze na drugą stronę. Zapewne towarzyszyły temu jakieś ceremonie związane z oczekiwaniem na pojawienie się słońca. Ale to tylko domysły naukowców. 

Po 17 minutach słońce cofa swoje promienie z wnętrza i w grobowcu zapada mrok na kolejny rok. Pora wychodzić. Zaczął się dzień po najdłuższej nocy.



Po cywilizacji, która zbudowała grobowce korytarzowe nie zostały żadne inne ślady poza samymi grobowcami oraz tajemniczą małą głową wyrzeźbioną w krzemieniu (do zobaczenia w Muzeum Narodowym). Cała reszta to przypuszczenia i hipotezy. Może dusze, może czary, może kosmici. Symbolem Newgrange jest potrójna spirala wyrzeźbiona w ogromnym kamieniu przed wejściem do megalitycznego grobowca. Być może oznacza, że w tym miejscu łączy się przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Dopóki słońce będzie wschodzić.



Przypis: W grobowcu Newgrange nie wolno robić zdjęć, dlatego oprócz własnych zdjęć z jesiennego zrównania dnia i nocy w Loughcrew skorzystałem z fotografii ze stron mythicalireland.com, newgrange.com, knowth.com.


Więcej o Equinox w tym roku:

Irish Times
telewizja RTE
Winter Solstice Report
Przesilenie zimowe

25.11.2013

Menhiry w Punchestown

Na menhiry koło Punchestown (blisko Naas w hrabstwie Kildare) wybraliśmy się jesienią. Mieliśmy zamiar najpierw je znaleźć, dotknąć, sfotografować i na koniec założyć koło nich geoskrytki, żeby przyprowadzić tu innych poszukiwaczy irlandzkich skarbów. Pierwszy menhir zwany tu Punchestown Longstone jest niewidoczny z drogi, ale udało się wypatrzeć między liściami tabliczkę.



Strzałka wskazywała drugą stronę drogi i krzaczory, pośród których wiodła wąska i kłująca ścieżka. Prowadziła do drewnianego ogrodzenia, za którym czekali gotowi na wszystko miejscowi strażnicy. Tak więc pierwszy menhir został namierzony i sfotografowany, ale wobec przeważających sił umięśnionych bramkarzy dotykanie starożytnego kamienia tym razem postanowiliśmy sobie odpuścić.



Wróciliśmy tu po godzinie, kiedy czworonogi gryzły trawę po drugiej stronie łąki. Szybki sprint w stronę kamienia zamienił się w jeszcze szybszy sprint z powrotem, kiedy bizony zobaczyły nas i zaczęły galopować w naszą stronę. Przynajmniej słońce wyszło :)



Drugi menhir stoi kilkaset metrów dalej i nie ma tam żadnej tabliczki, za to można go wypatrzeć z drogi, dobrze tylko wiedzieć w którą stronę i między którymi gałęziami trzeba patrzeć. 




Dotarcie do menhira Craddockstown było łatwe, wystarczyło przejść przez drewniane ogrodzenie i iść koleinami zostawionymi przez traktory. Dotknięcie starego kamienia postawionego jeszcze przed Celtami - to było to!



Nie wiadomo dlaczego słowo "menhir" jest nieużywane w Irlandii, gdzie tych menhirów jest całkiem sporo. Tu się raczej mówi "standing stone" co jest dość ogólnym pojęciem. O menhirach, Asterixie i Obeliksie pisałem wcześniej tutaj.

Namiary na powyższe menhiry zamieściliśmy na stronie geocaching.com Zapraszam do szukania skarbów na irlandzkich pastwiskach.


1.11.2013

Na skrzydłach śmierci

Halloween to święto obchodzone w ostatni dzień października w Irlandii, USA oraz innych krajach, gdzie wraz z Irlandczykami zwyczaj ten zawędrował. Emocje towarzyszące Dniu Wszystkich Świętych w Irlandii wiążą się głównie z tym, jak najstraszniej ozdobić dom i jak najpaskudniej i odrażająco wyglądać w wieczór 31 października. Nic dziwnego, że kiedy w Polsce próbuje się zaszczepić Halloween to w niektórych parafiach głosy potępienia padają z niedzielnej ambony. Nie tak nauczono nas czcić pamięć o zmarłych. W wieczór Wszystkich Świętych widać wyraźnie jak bardzo tradycje celtyckie różnią się od tradycji polskich.





Halloween to obecnie bardzo skomercjalizowana wersja jednego z ważniejszych celtyckich świąt zwanego Samhain. Ponad 2000 lat temu ta noc była uważana za granicę pomiędzy jasną i ciepłą a ciemną i zimną połową roku. Według celtyckiego kalendarza 31 października kończyły się żniwa i cały rok a 1 listopada zaczynała się zima i nowy rok. Celtycki sylwester, granica pomiędzy latem a zimą była bardzo cienka, ciemna i długa, więc umożliwiała duchom przechodzenie z jednego świata do drugiego. Wierzono wtedy, że dusze które nie dostały się jeszcze do nieba szukają żywych ludzi i ich ciepłych domów, gdzie mogłyby się zatrzymać na następny rok i strasząc mieszkańców odczekać kolejny rok swojego czyśćca. Ludzie nie chcieli takich dzikich lokatorów, więc 31 października gasili wszelkie światła w domach i siedzieli w nich po ciemku, ubierali się w najgorsze ubrania, żeby uchodzić za żebraków i żeby żaden duch im nie pozazdrościł i nie zamieszkał z nimi.





Tak wyglądało stare celtyckie Samhain - Halloween w pierwszym wieku naszej ery i tak było jeszcze do niedawna bo do połowy XIX wieku. Irlandczycy spędzali ten wieczór tak jak nakazywała im ich tradycja. Potem sprzątali swoje domy i resztki jedzenia wykładali przed próg aby nakarmić głodne i zmarznięte duchy. Niekiedy zanosili jedzenie nawet na groby, żeby duchy nie musiały się do nich w ogóle fatygować.





Sprawy z Halloween skomplikowały się w czasach Wielkiego Głodu, w drugiej połowie XIX wieku. W wyniku zarazy ziemniaczanej w Irlandii zabrakło jedzenia nawet dla żyjących. W ciągu pięciu lat ponad milion Irlandczyków zmarło z głodu, drugie tyle z Irlandii wyemigrowało, głównie do Stanów. Irlandczycy, którzy wylądowali w USA zaczęli nowe życie i po złapaniu drugiego oddechu zaczęli wskrzeszać stare zwyczaje swoich ojców i dziadów nieco w innej formie. W tym czasie Mickiewicz (wtedy również na emigracji) pisał swoje „Dziady”. Dramat oparty był również na pogańskim obrzędzie zjednywania sobie duchów w zimną i ciemną noc. W jakiś sposób emigracja wzmacnia myśli o przodkach, duchach i śmierci.





Kościół Katolicki w Polsce zachował Zaduszki na pamiątkę pogańskich obrzędów Dziadów ale główny akcent położył na pamięci o grobach w dniu 1 listopada, natomiast Irlandczycy w Ameryce zaczęli rozwijać właśnie tradycje pogańskie. Pojawiły się więc wymyślne przebrania, które miały odstraszać inne duchy. Wraz z nowym trendem owe sztuczne wampiry, potwory i kościotrupy zawędrowały z powrotem do Irlandii, tym razem z większym rozmachem. Wielki Głód w Irlandii w międzyczasie się skończył, a w dodatku kraj był wciąż pod wpływem rządów brytyjskich, więc katolickie obrzędy 1 listopada nie były specjalnie popularne. Neopogańskie wesołe przebrania z USA nie mogły trafić na lepszy grunt. Irlandczycy zaczęli świętować Halloween strasznie, na wesoło.





Nazwa Halloween to skrócona wersja nazwy All Hallows Evening (wieczór wszystkich świętych), czyli nocy przed All Hallows Day (dniem wszystkich świętych). W Irlandii to wciąż bardzo ważny okres roku - dość wspomnieć, że w każdej szkole dzieci mają tydzień wolnego (aby dobrze przygotować się na halloweenowy bal przebierańców). Dorośli życzą sobie Happy Halloween, co niektórzy mogliby przetłumaczyć jako „Szczęśliwego Dnia Zmarłych”. Niektórzy się również przebierają w straszne stroje.





W dzisiejszych czasach rolę duchów nacierających na nasze domy przejęły dzieci. Chcąc żyć w zgodzie z nimi zaopatrujemy się zawczasu w słodycze aby nimi nakarmić wszystkie dzieciaki z sąsiedztwa wrzeszczące „trick or treat” co oznacza w skrócie: „albo dasz mi cukierka albo ja ci kiedyś wrzucę coś śmierdzącego przez szparę na listy”. Dzieciaki przebrane za czarowników, nietoperze, anioły śmierci, czarne koty i zakrwawione wilkołaki chodzą po swoich osiedlach i w domach odświętnie przystrojonych czyli odpowiednio przygotowanych w fanty dla duchów otrzymują słodycze, owoce i orzechy.





Nieodłącznym elementem Halloween jest ognisko, czyli symbol ciepła tak ważnego w tę noc, kiedy zaczyna się zima. Setki lat temu ludzie w Irlandii znosili na środek wioski drewno i kości zwierząt aby rozpalić nimi wielkie ognisko rozpoczynające zimę. Im większe było ognisko, tym cieplejsza miała być zima. Do dziś ta tradycja jest żywa i w wielu miejscach ludzie schodzą się w środku osiedla przynosząc drewno czy resztki mebli, aby „bonfire” było jak największe a zima jak najłagodniejsza. Najlepsze ogniska są w Ballymun i w Inchicore, bo są z drewnianych palet, które mają wiele zalet. Czasem po prostu pali się skradzione samochody.



Bonfire w Inchicore - Halloween 2006 by Janek Kloss
Wracając do ambony przywołanej na początku – ksiądz przestrzega przed nadejściem obcych nam zwyczajów i pewnie ma trochę racji. "Dziady" jako lektura obowiązkowa w II klasie średniej szkoły to za mało, żeby uznać, że przedchrześcijańskie obrzędy są nam obecnie bliskie. Przyzwyczailiśmy się raczej do poważnej atmosfery, refleksji, pamięci o zmarłych i odwiedzania grobów (patrz: grobbing). W Irlandii odpowiednikiem tego zwyczaju jest Cemetery Sunday - jeden dzień w roku, ustalany inaczej dla każdej parafii, kiedy modli się za zmarłych i wspomina ich na cmentarzach. Halloween to zupełnie inne święto i warto o tym wiedzieć kiedy chce się porównywać polskie i irlandzkie zwyczaje.

Polacy w Irlandii potrafią się przyzwyczaić do Halloween. Jak wspomniałem - to jest zupełnie inny dzień, inne święto, inny kontekst. Natomiast jeśli ktoś chce wziąć udział w staroceltyckich obrzędach z udziałem druidów oraz procesji z ogniem niesionym na wzgórze to w najbliższą niedzielę o 7pm z Fair Green w Athboy, Co. Meath ogień zostanie poniesiony na Hill of Ward czyli Tlachtga. To miejsce, gdzie ponad 2000 lat temu odbyły się pierwsze obrzędy oryginalnego święta Celtów - Samhain nazwanego później Halloween. Zainteresowani powinni przynieść ze sobą coś do spalenia. Reszta może siedzieć w domach i rzeźbić sobie dynię.



No i warto wiedzieć, że z Halloween związane są spore wydatki (dla jednych) i zarobki (dla drugich). Jeżeli komuś chce się wprowadzać irlandzkie zwyczaje w kraju, do którego Irlandczycy nigdy nie emigrowali (np. POLSKA), to z pewnością ma w tym jakiś interes.

______________________________________________________________

W materiale wykorzystałem m.in. zdjęcia użytkowników serwisu fotograficznego FOTOIRLANDIA, za zgodą Autorów.

22.08.2013

Wikingowie - nowy serial

Serial "Vikings" produkcji irlandzko-kanadyjskiej sprawił, że spojrzałem na Wikingów z innej strony. Do tej pory, z irlandzkiej strony morza, widziałem ich jako najeźdźców, grabieżców, podpalaczy klasztorów ze świętymi księgami z Kells. Dzięki temu serialowi poznałem Wikingów od ich strony. I polubiłem ich.





Najpierw poruszali się po znanych sobie wodach, grabili słowiańskie kraje, lali się między sobą ale nie wypuszczali się na ocean. Nie mieli ani odpowiednich łodzi, ani nie wiedzieli jak orientować się na pełnym oceanie. Musieli więc sami dokonać kilku odkryć i wynalazków, aby wyruszyć w nieznane, na zachód. Spodobała mi się scena, kiedy idący wschodnim brzegiem Anglii mnich widzi wynurzający się z mgieł dziób łodzi Wikingów i laska wypada mu z ręki. Dla mnicha był to koniec jego pustelniczego życia (i życia w ogóle), a dla Wikingów było to odkrycie nowych lądów.    



Wikingowie zaczynają mordować, grabić i bezcześcić. Serial jest dobrze zrobiony i wciągający. Zacząłem lubić tych Wikingów (bo na razie atakują Anglię :). Inna niezła scena to sfingowany chrzest w rzece i Wiking, który z obawą odsuwa się od palca biskupa.  



Wiele scen kręcono w Irlandii, w Górach Wicklow i na jeziorze Lough Tay znanym też jako "Jezioro Guinnessa". Dowiedziałem się o tym od Piotra Janasza z jego bloga. Z jego strony pochodzi również poniższe zdjęcie z planu filmu "Vikings". 


26.12.2012

Święte źródła

Święte źródełka zdają się być naturalną częścią krajobrazu Irlandii. Co w nich świętego? Najbardziej to, że dostarczają czystej wody. Dlatego to w pobliżu źródeł wody powstawały ponad 1500 lat temu pierwsze monastery i klasztory kościoła iroszkockiego. W wielu przypadkach nie ma już nawet ruin po tych wczesnochrześcijańskich obiektach, ale wciąż są cudowne źródełka. Noszą czasem imię po którymś z irlandzkich świętych. Czasem też związana z nimi jest jakaś legenda lub wiara w cudowne ozdrowienia. 

Źródełka tego typu widziałem w bardzo wielu różnych miejscach - na równinach, na wzgórzach, pośród bagien, w lasach i na mniejszych wyspach. Najczęściej obudowane kamieniami, czasem z jakimś kubkiem przyczepionym na łańcuchu. Od najdawniejszych czasów ludzie chodzili do źródeł po prostu po czystą wodę do picia, teraz chodzą w nadziei na cud. Jedno z takich źródeł - Tobar Éinne miałem okazję odwiedzić na zachodnim końcu wyspy Inisheer.

Miejscowi twierdzą, że źródełko nigdy nie wysycha i przybywają tu w nadziei na zobaczenie nieuchwytnego węgorza. Misja polega na tym, aby przez trzy niedziele z rzędu wykonywać tu pewną ceremonię - z siedmioma małymi kamieniami w ręku należy siedem razy okrążyć źródełko za każdym razem upuszczając po jednym kamyku. Do tego należy cały czas odmawiać różaniec. Jeżeli w tym czasie uda się zobaczyć węgorza, to zapewni on leczącą moc naszemu językowi - dosłownie będzie można "wylizać" nim każdą ranę. Jeżeli węgorz się nie pojawi, to można przynajmniej boso przejść przez środek wody zapewniając sobie zdrowe stopy. 


Widoczny po prawej stronie kamień z wgłębieniem to bullaun stone - inna ciekawostka z pogranicza pogaństwa i chrześcijaństwa. Ręcznie wyżłobiony kamień miał za zadanie zbierać cudowną deszczówkę wykorzystywaną później do leczenia.    

Jakkolwiek dziwnie by brzmiała instrukcje korzystania ze świętych źródełek, to wciąż są ludzie wierzący w nadprzyrodzoną moc uzdrawiania wodą. Koło świętych źródełek znaleźć można święte drzewa obwieszone kolorowymi skrawkami materiału. To element obrzędu leczenia - szmatką zmoczoną w źródełku należało przemyć chorą część ciała a potem powiesić ją na najbliższym drzewie. Opisałem to tutaj.

Do źródełka Tobar Éinne na końcu wyspy Inisheer prowadzi wąska ścieżka, samo źródełko jest ukryte pośród kilometrów takich samych murków i widać stąd tylko sąsiednią wyspę i miliony kamieni. A cud? Czyż nie jest nim samo pojawienie się słodkiej wody pośrodku tego pustkowia? 

16.12.2012

W kamiennym forcie Cahergal

Kamienne forty potrafią zaskoczyć kiedy widzi się je po raz pierwszy. Kawałek trawy otoczony wokół grubym na kilka metrów murem ułożonym z samych kamieni, bez żadnej zaprawy. Nie wiadomo po co, nie wiadomo gdzie, biletów nikt nie sprzedaje. 




Kamień jest powszechnym budulcem w Irlandii, dlatego wszystkie zabytki, które tu warto zobaczyć są zbudowane z kamieni. Forty tego typu jak Cahergal Stone Fort powstawały tu już od epoki żelaza, około 2500 lat temu. Podstawową ich funkcją było ochronić swoich ludzi przed innymi ludźmi. 

Wysoki kamienny mur stanowił wystarczającą barierę w tamtych czasach. Jedynego wejścia mogło w razie potrzeby bronić kilku uzbrojonych wojowników. 



Kamienne schody umożliwiały wejście na szczyt murów i obserwację terenu oraz zbliżającego się zagrożenia. 



W kamiennych fortach mieszkali ludzie związani więzami krwi. Takie wielopokoleniowe wioski. W obrębie murów stały chaty, niektóre drewniane a inne kamienne. Najczęściej kryte słomą czyli drugim po kamieniach powszechnie dostępnym krajowym materiałem.   




Po tych ludziach i ich losach nie pozostało wiele śladów. Skorupy naczyń, ozdoby, kości i zgliszcza. Po wizycie archeologów, którzy zabrali wszystko co nie było kamiennym murem - zostały same kamienne mury. 




Raz na jakiś czas wjedzie tu kosiarka (owcom wstęp wzbroniony). Raz na jakiś czas przywożę do kamiennych fortów turystów z różnych krajów. Każdy bez wyjątku włazi na kamienne mury. Każdy bez wyjątku dotyka, pyta, robi zdjęcia, rozgląda się wokół i nie może wyjść z zadziwienia.  










Z tego, co odkryli archeolodzy - Cahergal nie był fortem mieszkalnym. Prawdopodobnie odbywały się tu jakieś ważne ceremonie, dla okolicznych mieszkańców żyjących w podobnych kamiennych wioskach. W środku fortu w ziemię wbity był drewniany pal podtrzymujący dach. Słomiana kopuła kryła tajemnice, których dziś nie można rozwiązać. Można się tylko domyślać.   



Domyślam się, że ludzie budujący Cahergal Stone Fort umieli układać kamienie tak, żeby się szybko nie zawaliły. Domyślam się, że nauczyli się tej sztuki od swoich ojców, dziadów i pradziadów. Domyślam się, że byli prawdziwymi mistrzami w układaniu kamieni.   

Jeśli kiedyś będziecie w kamiennym irlandzkim forcie, to polecam wziąć do ręki jeden z kamieni, potrzymać go przez chwilę i odłożyć na miejsce.