Pokazywanie postów oznaczonych etykietą megality. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą megality. Pokaż wszystkie posty

17.02.2014

Drombeg Stone Circle (Cork)

Kamiennych kręgów w Irlandii nie brakuje, a zwłaszcza w południowym hrabstwie Cork. Kamienie ustawione w krąg zaczęły pojawiać się w czasach przedchrześcijańskich w różnych rejonach świata. Z jakichś powodów ludzie budowali kręgi z pionowo ustawionych kamieni.



Kamienny krąg Drombeg zbudowano w taki sposób, aby zachodzące słońce w najkrótszym dniu w roku oświetliło jedyny poziomo ułożony kamień - ołtarz przeznaczony dla boskiego Słońca. Słońcu oddawano w ten sposób cześć - słońce oświetlało cały świat, ogrzewało ludzi, rozganiało mrok najdłuższej nocy. Dla tamtych ludzi Słońce było najważniejszym bogiem.



Drombeg Stone Circle jest też nazywany Ołtarzem Druida. To bardzo popularny irlandzki kamienny krąg. Droga do kręgu jest słabo oznaczona, wąska, a parking jest niewielki. Mimo wczesnej pory i marnej pogody jest tu już sporo ludzi.



Krąg Drombeg zbudowano z lokalnego piaskowca, z oryginalnych 17 kamieni pozostało do dziś 13. Kształty kamieni są różne, niektórzy dopatrują się w nich symboli męskich i żeńskich. Archeolodzy dokopali się tu szczątków zarówno mężczyzn, kobiet jak i dzieci z epoki brązu.



Krążę wokół kamiennego kręgu i natykam się na prostokątny basen wypełniony deszczówką. Najwyraźniej znajduje się tu celowo, wyjaśnienia szukam na tablicy informacyjnej. Okazuje się, że była to starożytna kuchnia (po irlandzku: fulacht fiadh) - do basenu z wodą wrzucano rozgrzane kamienie, które doprowadzały wodę do wrzenia umożliwiając ludziom przyrządzenie mięsnego posiłku.



Prace i doświadczenia wykonane przez archeologów w 1957 roku wykazały, że wrzucenie rozgrzanych w ogniu kamieni do basenu z 320 litrami wody w 
fulacht fiadh potrafiły ją zagotować w zaledwie 18 minut! Woda pozostawała gorąca przez 3 godziny, co pozwalało przygotować posiłek. 



Spoglądam wokół na wzgórza hrabstwa Cork i widzę pastwiska, łąki i pojedyncze domy. W promieniu wzroku żadnego miasta, ani nawet wioski. A 3000 lat temu Drombeg był tu centralnym miejscem, gdzie celebrowano odwieczny cykl boskiego Słońca, grzebano najważniejszych członków lokalnej społeczności i gotowano dla wszystkich posiłki. A teraz to tylko kilka kamieni...



Więcej o fulacht fiadh w książce Tomasza Borkowskiego, polskiego archeologa w Irlandii, którą kiedyś Wam polecałem: Irlandia Jones poszukiwany

Więcej o magicznych wschodach słońca w prehistorycznej Irlandii: Trzy tysiące lat przed Wigilią

25.11.2013

Menhiry w Punchestown

Na menhiry koło Punchestown (blisko Naas w hrabstwie Kildare) wybraliśmy się jesienią. Mieliśmy zamiar najpierw je znaleźć, dotknąć, sfotografować i na koniec założyć koło nich geoskrytki, żeby przyprowadzić tu innych poszukiwaczy irlandzkich skarbów. Pierwszy menhir zwany tu Punchestown Longstone jest niewidoczny z drogi, ale udało się wypatrzeć między liściami tabliczkę.



Strzałka wskazywała drugą stronę drogi i krzaczory, pośród których wiodła wąska i kłująca ścieżka. Prowadziła do drewnianego ogrodzenia, za którym czekali gotowi na wszystko miejscowi strażnicy. Tak więc pierwszy menhir został namierzony i sfotografowany, ale wobec przeważających sił umięśnionych bramkarzy dotykanie starożytnego kamienia tym razem postanowiliśmy sobie odpuścić.



Wróciliśmy tu po godzinie, kiedy czworonogi gryzły trawę po drugiej stronie łąki. Szybki sprint w stronę kamienia zamienił się w jeszcze szybszy sprint z powrotem, kiedy bizony zobaczyły nas i zaczęły galopować w naszą stronę. Przynajmniej słońce wyszło :)



Drugi menhir stoi kilkaset metrów dalej i nie ma tam żadnej tabliczki, za to można go wypatrzeć z drogi, dobrze tylko wiedzieć w którą stronę i między którymi gałęziami trzeba patrzeć. 




Dotarcie do menhira Craddockstown było łatwe, wystarczyło przejść przez drewniane ogrodzenie i iść koleinami zostawionymi przez traktory. Dotknięcie starego kamienia postawionego jeszcze przed Celtami - to było to!



Nie wiadomo dlaczego słowo "menhir" jest nieużywane w Irlandii, gdzie tych menhirów jest całkiem sporo. Tu się raczej mówi "standing stone" co jest dość ogólnym pojęciem. O menhirach, Asterixie i Obeliksie pisałem wcześniej tutaj.

Namiary na powyższe menhiry zamieściliśmy na stronie geocaching.com Zapraszam do szukania skarbów na irlandzkich pastwiskach.


8.08.2013

Grobowiec Seefinn w Górach Wicklow

Aby dostać się na szczyt góry Seefinn najpierw trzeba się rozejrzeć, czy gdzieś nie wisi flaga informująca o ćwiczeniach wojskowych. Armia zrobiła sobie poligon akurat na tych wzgórzach, gdzie stoją megalityczne grobowce. Flagi nie było, więc wypuściliśmy psy, przeszliśmy przez drewniany płotek w miejscu do tego przeznaczonym i ruszyliśmy pod górę przez hektary torfowisk, kwitnących wrzosów, kwaśnych jagód i megapaproci.     



Seefinn Passage Tomb jest jednym z grobowców korytarzowych, których w Irlandii jest sporo. O tym grobowcu nie piszą w przewodnikach, bo żeby tam wejść na górę trzeba znaleźć kilka godzin wolnego czasu no i przejść przez poligon. Zbudowano go w czasach neolitu, przed piramidami. Najbardziej znanym grobowcem tego rodzaju jest Newgrange




Ludzie, którzy nie znali jeszcze koła musieli mieć jakiś ważny powód, aby wnieść ponad 600 ton kamieni na górę, na którą wchodziliśmy około godziny. Powstał zgrabny kopczyk z wąskim wejściem i korytarzem takim jak w Newgrange.  
 

 

Dach grobowca (corbelled roof) zawalił się kilkaset lat temu i dlatego wejść do środka można też od tyłu. W trzech komorach grzebalnych rośnie teraz na kamieniach przepiękny mech.



Przeciśnięcie się przez tę szparę jest możliwe, ale ludzie kiedyś musieli być mniejsi.



Grobowiec korytarzowy na szczycie góry to świetne miejsce, żeby się schować przed deszczem. W górach Wicklow w jednej chwili świeci słońce, a za chwilę leje.   



Jeśli ktoś się bawi w geocaching, to tam na górze właśnie zrobiliśmy skrytkę.

23.12.2012

A tymczasem w Newgrange

Podczas gdy 21 grudnia niektórzy wypatrywali oznak końca świata, w Newgrange jak co roku oczekiwano wschodu słońca. Cykliczność w przyrodzie dała się zauważyć dawno temu, bo Newgrange zbudowano przed 5 tys lat, na dłuuugo przed powstaniem cywilizacji Majów. Tu w najkrótszym dniu roku promień wschodzącego słońca powinien wślizgnąć się przez otwór nad wejściem i przez 19 metrowy wąski korytarz oświetlić wnętrze grobowca na 17 minut. 

Aby to zobaczyć trzeba mieć dużo szczęścia - najpierw zostać wylosowanym spośród kilkudziesięciu tysięcy uczestników loterii a potem słońce musi wyjrzeć zza horyzontu bez udziału chmur i mgły bo wtedy cały misterny plan bierze w łeb.   

Przed wejściem do Newgrange spoczywa głaz z wyrzeźbionymi trzema spiralami - symbolami cykliczności. Za rok znowu będzie najkrótszy dzień. 

Video from the Irish Times. KLIK

11.06.2012

Wyprawa do Kilternan - relacja

Zgodnie z obietnicą - dziś relacja z wyprawy, którą ogłosiłem tydzień temu. Celem było znalezienie dolmenu ukrytego w krzakach porastających wzgórza nieopodal Dublina. Dla przypomnienia - dolmen to ciężka konstrukcja z wielkich kamieni zbudowana około 4-5 tysięcy lat temu w niewiadomy sposób i w niewiadomym celu. 

Na ogłoszenie odpowiedziało kilka osób, jednak przegląd ich wyposażenia zrobiony tuż przed wymarszem na stacji benzynowej wykazał poważne braki. Ludzie w nieodpowiednim obuwiu musieli wrócić do domu. Zostało nas trzech - Mr Orzechowski, xpil i ja.     



Ostatni kilometr przejechaliśmy drogą na której dwa samochody nie mogą się wyminąć, bo jest za wąsko. Asfalt się skończył, współrzędne GPS wskazywały na pobliskie zbocze zakryte krzakami, żadnej ścieżki ani niczego co by ścieżkę przypominało. Prywatne
tereny, ogrodzenia, bramy i kłujące zarośla. Wszystko to dwa kilometry od obwodnicy Dublina. Oczywiście żadnego znaku ani brązowej tabliczki, która by wskazywała kierunek. (dlatego właśnie nazwałem to wyprawą) 

Przy pierwszym domu, gdzie postanowiliśmy zasięgnąć języka powiedziano nam, że dostać się do dolmenu jest bardzo trudno :) i że zdjęcie możemy przecież zrobić stąd. Rzeczywiście dolmen było widać, bo palec pani udzielającej nam rad wskazywał odległą szarą plamę w bezkresnej zieleni kolcolistów. Na zdjęciu poniżej (zrobionym już pod dolmenem) widać właśnie ten dom skąd pokazywał nam palec. Widać w ogóle ten dom?



Chcieliśmy jednak dolmena dotknąć osobiście i namacalnie. 
Kłopot polegał na tym, że nawet jak przejdziemy przez bramę tej pani, to zaraz będzie kolejna brama należąca do kogoś zupełnie innego. Pani poradziła nam, żebyśmy spróbowali w sąsiednim domu, odległym o pół mili, powinno być bliżej i mniej dodatkowych bram.



W drugim domu powiedziano nam, że dolmen jest tam z tyłu i że możemy oczywiście przejść przez ich bramę, ale zaraz dalej będzie druga brama należąca do kogoś innego. I chyba będzie ciężko przez nią przejść, bo jest wysoka, stalowa i ma kłódkę. Ale możemy też spróbować w kolejnym domu pół mili dalej...


W trzecim domu dziadek powiedział, że do dolmenu jest bardzo trudno się dostać. Może gdyby pójść tam w lewo i za żywopłotem skręcić w taką małą ... Popatrzyliśmy po sobie z rezygnacją. "Albo lepiej chodźcie za mną" - powiedział dziadek i zaprowadził nas na tył swojej posesji. Otworzył furtkę obok jakiejś szopy na narzędzia, minął coś na kształt kurnika albo innej banderozy i wskazał żywopłot. "Jeżeli uda wam się tamtędy przejść to będziecie już bardzo blisko dolmenu".  



Przeszliśmy po desce, minęliśmy zarośla, pokonaliśmy drut kolczasty. Potem było już z górki. Z górki wprost do strumienia, potem drugi drut kolczasty, kawałek tej drogi z bramami, elektryczny pastuch i kolczaste zarośla. I mała sesja zdjęciowa :)






W drodze powrotnej kolejność odwrotna. Kolcolist, pastuch, droga, drut kolczasty, strumień, drugi drut, deska. Przerwa na dziadka - pokazujemy mu zdjęcia i dziękujemy za pomoc. Potem jeszcze droga do samochodu - zapadający się mostek, jakiś tartak, psy i kolejny strumień. Wreszcie samochód zaparkowany na końcu drogi z napisem "droga prywatna". Koniec wyprawy, wracamy do stolicy, która zaczyna się trzy kilometry dalej.




Takie miejsca jak dolmen Kilternan, które leżą na prywatnych terenach, są pod ochroną państwa - to dziedzictwo kulturowe Irlandii i poświadcza to stosowna tabliczka w dwóch językach. Problem w tym, że dostać się do nich można jedynie z powietrza. Alternatywą jest droga, którą dziś przeszliśmy. A prawdziwą przeszkodą nie są wcale te bramy, elektryczne pastuchy, kamienne murki, druty kolczaste i strumienie, nie są nimi również dzikie bestie typu konie, byki, krowy, owce i lamy. Prawdziwą przeszkodą są gęste i kłujące zarośla, które w większości przypadków oddzielają prywatne tereny. Przejść przez te zarośla się nie da i pozostaje wędrówka szlakiem drutów kolczastych, elektrycznych pastuchów i kolcolistów. Powodzenia!

30.05.2012

Kolejna garść kamieni (znowu dolmeny!)

Mam kilka nowych dolmenów do mojej kolekcji. Z tego co zauważyłem, to mało jest ludzi, którzy tak jak ja są zainteresowani tymi kamiennymi pomnikami postawionymi w tajemniczy sposób tysiące lat temu. W sieci można znaleźć jednak całkiem spore grono pasjonatów a nawet znawców, dzięki którym samotne irlandzkie dolmeny można namierzyć i obejrzeć z bliska. 




Bo na dolmen nie można trafić ot, tak przypadkiem. Trzeba wiedzieć na jakim polu czy pastwisku stoi, przynajmniej w przybliżeniu. Ja zawsze mam dość dokładne namiary od moich znajomych dolmenowych poszukiwaczy, bez tego byłoby to jak szukanie igły w stogu siana.  



Dolmen rzadko kiedy stoi przy samej drodze, rzadko też jest przy nim parking. Czasem jest tabliczka wskazująca kierunek. Najczęściej znajduję ostatecznie swój cel pytając miejscowych. Kiedy czuję, że jestem już blisko, w
łącza się mój pierwotny instynkt łowcy z epoki kamienia łupanego. Rozglądam się wtedy bacznie wkoło i swoim sokolim wzrokiem wyłuskuję chłopa rozrzucającego gnój na polu, podbiegam do niego żwawym krokiem i pytam: "Najmocniej pana przepraszam, czy wie pan może gdzie tu jest dolmen?". Chłop (czasem jest to kobieta biegnąca z psem albo wieszająca pranie w swoim obejściu) wskazuje palcem kierunek i dwukrotnie powtarza jak tam dojść. 



Miejscowi zawsze wiedzą najlepiej. Znaków żadnych nie ma, pole odziedziczone po przodkach, a sam kamień starszy niż najstarsza religia świata, więc muszą wiedzieć. A świry takie jak ja przychodzą tu co kilka dni. I każdy się pyta jak dojść... Na szczęście wszystkie irlandzkie dolmeny są pod opieką OPW i każdy z nas ma prawo dolmen zobaczyć z bliska, nawet jak leży on na prywatnym polu. To dziedzictwo kulturowe Irlandii.



Kiedy do dolmenu nie prowadzi żadna ścieżka, należy otworzyć sobie bramę (czasem są schodki), potem ją zamknąć i przejść przez pastwisko lub pole. Jest dobrze, jak w okolicy pasą się same owce - wystarczy uważać na kupy. Krowy i konie mogą być bardziej ciekawskie, nie wspominając o bykach. N
a wsi toczy się przecież zwyczajne życie.  


Czasem w pobliżu dolmenów znaleźć można zarośnięte wieczną zielenią zapomniane groby z XVIII wieku, a czasem tylko dziki czosnek. Niektóre dolmeny są jednak dobrze oznaczone, jak np. Poulnabrone, który zobaczyć może (musi!) każdy odwiedzający klify Moher (parking dla autokarów!). Inny znany dolmen to Proleek, który stoi na skraju pola golfowego, a ścieżka do niego wiedzie pośród śmigających w powietrzu piłeczek golfowych.




Największy w Europie dolmen waży 150 ton i też jest dobrze oznaczony, a nawet pojawia się na wielu miejskich tabliczkach pobliskiego Carlow. Dookoła niego rozciąga się wielkie pole rzepaku i z daleka wygląda to naprawdę malowniczo.



Zachęcam do poszukania dolmenów w Waszej okolicy. Zobaczcie sami te przedziwne kamienne pomniki postawione 5000 lat temu. Niech do Was też przemówią :) 
A jak ktoś ma daleko, to przypominam mój sezon na dolmeny

13.04.2012

Dziurawy kamień leczący

Podczas powrotu z jednej wypraw w nieznane, zobaczyłem charakterystyczną brązową tabliczkę, na widok której zawsze zawracam. Tym razem wyjątkowo nam się poszczęściło, bo mogliśmy skorzystać z leczących mocy drzemiących w irlandzkiej ziemi. Tabliczka głosiła, że oto 50 metrów od asfaltu spoczywa sobie w polu od kilku tysięcy lat kamień z regularną dziurą pośrodku.



Kamień oznaczony w katalogach irlandzkiej spuścizny kulturowej nazwany został Clochaphoill, imię prawdopodobnie po jakimś dawnym olbrzymie, który nosił z takich kamieni naszyjnik zapewniający mu nieśmiertelność albo męstwo. Jeden z "paciorków" zaplątał się gdzieś w polu pomiędzy Carlow a Kilkenny.



Przez długie stulecia kamień ten (jeszcze stojący pionowo) służył do przeróżnych rytuałów - przez otwór w kamieniu zawierano związki, składano przysięgi, leczono kończyny. Jeszcze w XVIII wieku przez otwór w kamieniu przekładano noworodki i niemowlęta aby zapewnić im zdrowie (dziś nazwalibyśmy to szczepionką). Korzystając z okazji, że nie było kolejki przełożyliśmy przez otwór w kamieniu 
Clochaphoill wszystkie niemowlaki, które akurat mieliśmy pod ręką, potem powkładaliśmy tam wszystkie ręce i nogi, po czym cudownie uzdrowieni pojechaliśmy dalej.



Ostatnio pisałem o kryształach z miasta Waterford, ale ten kamień jest dla mnie dużo ciekawszym przykładem sztuki rzeźbiarskiej. Otwór został wyrzeźbiony około 4000-5000 lat temu, w epoce neolitu, kiedy najnowocześniejszym narzędziem był młoteczek z kamienia i patyka. Przebicie się tym przez półmetrowy granit wzbudza mój szacunek. I w dodatku otwór jest idealnie okrągły, jak słońce, na które spoglądał przez powiększające się okienko nieznany neolityczny rzeźbiarz. Takie Windows Neolit. 

Więcej o magicznych kamieniach z dziurą pisałem tutaj.

29.10.2011

Dolmen Agnacliff i dolmenowa ankieta

Dolmen Agnacliff znalazłem na obrzeżach pewnej wioski, w której jest tylko jeden mały sklepik. Skromny, ale ma wszystko co na wsi potrzeba. Zamiast zwyczajnego automatu do kawy - zwyczajny czajnik elektryczny. Obok słoik z kawą, mleko prosto z lodówki i cukier z torebki. Kubeczki na szczęście są jednorazowe. Przyglądam się przez chwilę srebrnej łyżeczce, którą mieszam te dziwną kawę, bo tylko ona jedna jakoś tu nie pasuje.

Chwilę później z gorącą kawą w kubku wkraczam na pastwisko za sklepem. Ścieżka do dolmenu jest oznaczona, wszakże to dziedzictwo narodowe Irlandii.
    
Po przejściu prawie 300 jardów i sforsowaniu drucianego ogrodzenia bez napięcia dotarłem do furtki, za którą stoi dolmen Agnacliff. Jak zapewne moi Czytelnicy pamiętają - te kamienie ustawiano w ten sposób ok. 5000 lat temu. A my dziś wciąż nie wiemy jak i po co.     
  
Miłośnicy dolmenów powinni się ze mną zgodzić, że ten dolmen jest dość ciekawy, bo na wierzchu leżą dwa kamienie zamiast jednego. Szkoda, że nie wiemy jak to wtedy wyglądało podczas układania kamieni. W tamtych czasach transport kilkutonowych głazów z odległości kilkudziesięciu kilometrów musiał być bardzo interesujący, bo koło wynaleziono dopiero tysiąc lat później, a Irlandię porastał w owych czasach gęsty las.     
 
A teraz ankieta.

Pytanie 1: co sądzisz o irlandzkich dolmenach?
1. są bardzo interesujące, pisz o nich dalej (ekhe ekhe)
2. nie, no fajne są
3. o dżizas

Pytanie 2: kiedy ostatnio dotykałaś/eś irlandzkiego dolmenu?
1. wczoraj
2. a co to jest dolmen?
3. brzydzę się dolmenami

Pytanie 3: gdybyś był/była dolmenem i stał/stała na jakimś pastwisku przez 5000 lat, to jaki film byłby najlepszy na przerwę w pracy w kinie dla zmotoryzowanych?
1. Bear Grylls w Egipcie
2. Pamiętnik znaleziony w Saragossie
3. Sekrety Pameli Anderson
  

30.07.2011

Labbacallee - wiedźma na marach

Chyba każdy, kto zagląda na moja stronę wie już czym są irlandzkie dolmeny. Teraz pora na kolejne tutejsze megality zwane „wedge tombs” czyli grobowce galeriowe (klinowe). Są równie stare, pochodzą co najmniej sprzed 4000 lat. Różnią się od dolmenów rodzajem użytego kamienia – zbudowane są z płaskich ciężkich kamieni. Ich kształt jest bardziej regularny, zbliżony do prostokąta. Z moich doświadczeń wynika, że w grobowcu klinowym może się schronić przed deszczem więcej ludzi niż pod dolmenem. Takich megalitów jest w Irlandii ponad 500 a największy z nich ma ponad 10 metrów długości i znajduje się w hrabstwie Cork. 
  
Labbacallee wedge tomb jest naprawdę olbrzymi. To długi kamienny grobowiec przykryty trzema ogromnymi płytami, z których największa waży około 10 ton. Wiek grobowca porównywalny jest z piramidami, więc należałoby sądzić, że tu pochowano kogoś równie ważnego. Może nawet ważniejszego niż faraon. 
  
Przyjechałem do Labbacallee na chwilę przed zmrokiem, światło powoli uciekało. Okazało się, że największy "wedge tomb" w Irlandii stoi tuż przy drodze, więc można go obejrzeć nawet z samochodu. W dodatku tuż obok stoi zwyczajny dom z prawdziwymi i żywymi ludźmi w środku. Nie tego się spodziewałem po tym złowieszczym miejscu! Żeby to sobie jakoś zrekompensować postanowiłem dostać się do środka grobowca. 
  
Mocno wciągając brzuch dostałem się do wnętrza kamiennej komory zbudowanej przed 40 stuleciami, którą zbadano dopiero w 1934 roku. Archeolodzy znaleźli tam szczątki bezgłowej kobiety. Jej czaszka leżała zakopana w ziemi kilka metrów poza grobowcem. Jak tu nie wierzyć w celtyckie legendy? Ja znalazłem tylko kilka zdechłych myszek w gnieździe. Pewnie ich matkę zeżarł kot tych sąsiadów, którzy tu obok postanowili zamieszkać. Naukowcy z różnych krajów nie są pewni kim była ta niewiasta bez głowy, jednak Irlandczycy dobrze wiedzą, czyj to jest grób. Tu właśnie leży stara legendarna irlandzka WIEDŹMA.
  
Wiedźma o imieniu Cailleach była boginią zimy w Irlandii. Jest odpowiedzialna za wszystkie porośnięte porostami skalne urwiska, za wzgórza nazwane na jej cześć, za przedziwne kamienie, które również noszą jej imię. Tradycja przechowuje pamięć o Wiedźmie zarówno w Irlandii jak i w Szkocji. Kto był na Moherach pewnie pamięta, że lewy koniec klifów nosi nazwę Hag's Head - Głowa Wiedźmy. A kto wdrapał się na Loughcrew na pewno usiadł na Hag's Chair - krześle spełniającym życzenia.
  Młody Pendragonik prosi wiedźmę o Playstation :)

Oczywiście grobowiec ten jest dużo starszy niż najstarsze celtyckie legendy. Zbudowano go w czasach, kiedy bogiem i królem było Słońce. Tak jak Newgrange jest ustawione wejściem na wschód - tak otwór do grobowca Labbacallee wychodzi na zachód. I właśnie 21 września, kiedy dzień i noc są równe - zachodzące słońce oświetli wnętrze tego megalitu na jakieś 15 minut. Jak zwykle będą przy tym neopoganie i różni inni ludzie z aparatami fotograficznymi. Kto chce niech też się wybierze. 
 

29.06.2011

Jeszcze dolmeny - Leac an Scail, Browne's Hill i Brehons

Trzy dolmeny, które dziś przedstawiam są w Irlandii wyjątkowe. Pierwszy jest najwyższy, drugi jest najcięższy, a trzeci najbardziej strzeżony. Gdyby ktoś chciał sobie przypomnieć: co to takiego jest dolmen.


Najwyższy w kraju dolmen znalazłem pośród zielonych pastwisk i mlecznych farm na granicy hrabstwa Kilkenny i Waterford. Na tutejszych wąskich drogach oprócz przypadkowych samochodów można spotkać głównie stada bydła poganiane przez farmerów w terenowych autach oraz wielkie cysterny zbierające wieczorne mleko. Dolmen "Kamień Wojownika" - czyli Leac an Scail stoi pośród zarośli i drzew w pobliżu rzeki Suir. 


Dla pokazania wielkości całej konstrukcji potrzebowałem sobie zrobić kilka zdjęć z dolmenem. Ponieważ byłem akurat sam - niezbędne było wykonanie kilku ewolucji poczynając od ustawienia aparatu i samowyzwalacza na 10 sekund a kończąc na przetoczeniu się pod elektrycznym pastuchem. 

 
Dolmen Leac an Scail (inna nazwa to Kilmogue Portal Tomb) ma ponad 4 metry wysokości, a wejście do niego - prawie 3 metry. Wojownik, dla którego wybudowano tysiące lat temu ten grobowiec musiał być naprawdę wielki... 

  
Drugim dzisiejszym olbrzymem jest dolmen Browne's Hill (albo Brownshill) stojący w okolicy miasta Carlow, najcięższy tego typu pomnik w Europie. Kamień szczytowy (capstone) waży około 150 ton. 
  
Ogromny granitowy blok przykrywa konstrukcję, której prawdziwe znaczenie i przeznaczenie tak naprawdę wciąż pozostają w sferze domysłów. Wiadomo tylko, że dolmeny były w epoce neolitu grobowcami. Wejście do dolmenu kierowano w stronę wschodu słońca, aby wschodzące promienie ożywiały na nowo duszę...
  
Browne's Hill stoi pośród łąk i pól, żadne drzewa ani krzaki nie zakrywają widoku. W pobliżu jest nawet kilka ławeczek, więc można sobie odpocząć przed dalszą podróżą.  
  
Okolice tego dolmenu nigdy nie zostały poddane badaniom archeologicznym. Podobnie było w przypadku dolmenu Leac an Scail. Jeżeli pod tymi głazami grzebano kiedyś ludzi, to szczątki wciąż tam spoczywają. Straszne co?

W przypadku ostatniego na dziś kamienia było zupełnie inaczej. Dolmen Brehons Chair był bardzo dobrze zbadany, ponieważ stoi dziś pośrodku strzeżonego osiedla w Dublinie. To co pod nim znaleziono przeniesiono do Muzeum Archeologii, kamienie natomiast zdobią przystrzyżony trawnik tuż koło boiska piłkarskiego na osiedlu z bramą na kod.  
  
Brehon's Chair jest dolmenem niekompletnym, bo jak widać na zdjęciach - zginął mu najważniejszy - poziomy kamień. Mimo to stanowi ciekawy dodatek do tego osiedla, a w nocy jest chyba ciekawie oświetlony, bo wokół niego ukryte w ziemi są lampy. Jak kiedyś znowu będę tamtędy przejeżdżał to sprawdzę.    
 

Przeczytaj też: