Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obrzędy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obrzędy. Pokaż wszystkie posty

23.12.2012

A tymczasem w Newgrange

Podczas gdy 21 grudnia niektórzy wypatrywali oznak końca świata, w Newgrange jak co roku oczekiwano wschodu słońca. Cykliczność w przyrodzie dała się zauważyć dawno temu, bo Newgrange zbudowano przed 5 tys lat, na dłuuugo przed powstaniem cywilizacji Majów. Tu w najkrótszym dniu roku promień wschodzącego słońca powinien wślizgnąć się przez otwór nad wejściem i przez 19 metrowy wąski korytarz oświetlić wnętrze grobowca na 17 minut. 

Aby to zobaczyć trzeba mieć dużo szczęścia - najpierw zostać wylosowanym spośród kilkudziesięciu tysięcy uczestników loterii a potem słońce musi wyjrzeć zza horyzontu bez udziału chmur i mgły bo wtedy cały misterny plan bierze w łeb.   

Przed wejściem do Newgrange spoczywa głaz z wyrzeźbionymi trzema spiralami - symbolami cykliczności. Za rok znowu będzie najkrótszy dzień. 

Video from the Irish Times. KLIK

13.04.2012

Dziurawy kamień leczący

Podczas powrotu z jednej wypraw w nieznane, zobaczyłem charakterystyczną brązową tabliczkę, na widok której zawsze zawracam. Tym razem wyjątkowo nam się poszczęściło, bo mogliśmy skorzystać z leczących mocy drzemiących w irlandzkiej ziemi. Tabliczka głosiła, że oto 50 metrów od asfaltu spoczywa sobie w polu od kilku tysięcy lat kamień z regularną dziurą pośrodku.



Kamień oznaczony w katalogach irlandzkiej spuścizny kulturowej nazwany został Clochaphoill, imię prawdopodobnie po jakimś dawnym olbrzymie, który nosił z takich kamieni naszyjnik zapewniający mu nieśmiertelność albo męstwo. Jeden z "paciorków" zaplątał się gdzieś w polu pomiędzy Carlow a Kilkenny.



Przez długie stulecia kamień ten (jeszcze stojący pionowo) służył do przeróżnych rytuałów - przez otwór w kamieniu zawierano związki, składano przysięgi, leczono kończyny. Jeszcze w XVIII wieku przez otwór w kamieniu przekładano noworodki i niemowlęta aby zapewnić im zdrowie (dziś nazwalibyśmy to szczepionką). Korzystając z okazji, że nie było kolejki przełożyliśmy przez otwór w kamieniu 
Clochaphoill wszystkie niemowlaki, które akurat mieliśmy pod ręką, potem powkładaliśmy tam wszystkie ręce i nogi, po czym cudownie uzdrowieni pojechaliśmy dalej.



Ostatnio pisałem o kryształach z miasta Waterford, ale ten kamień jest dla mnie dużo ciekawszym przykładem sztuki rzeźbiarskiej. Otwór został wyrzeźbiony około 4000-5000 lat temu, w epoce neolitu, kiedy najnowocześniejszym narzędziem był młoteczek z kamienia i patyka. Przebicie się tym przez półmetrowy granit wzbudza mój szacunek. I w dodatku otwór jest idealnie okrągły, jak słońce, na które spoglądał przez powiększające się okienko nieznany neolityczny rzeźbiarz. Takie Windows Neolit. 

Więcej o magicznych kamieniach z dziurą pisałem tutaj.

1.02.2012

Koniec zimy - Imbolc

W ostatni dzień stycznia na historyczne wzgórze Tara przybyła niewielka grupa neopogan. Stanęli w kręgu wokół legendarnego Kamienia Przeznaczenia (Stone of Destiny), chwycili się za ręce i zamknęli oczy. Tylko jedna osoba zwana treoir stała osobno wpatrując się w zachodni horyzont, gdzie po raz ostatni tej zimy miało zajść słońce. Ten stary celtycki obrządek to Imbolc - koniec irlandzkiej zimy.
  
Kalendarz celtycki związany był z kultem słońca, o czym nieraz już wspominałem. Imbolc wypada w połowie odległości pomiędzy najkrótszym dniem roku a wiosennym przesileniem. Niezmienny rytm wschodów i zachodów kształtował życie ludzi w Irlandii co najmniej od 5000 lat. Ciekawe, że wciąż są ludzie, którzy znajdują czas na starodawne ceremonie.
  
Święto Imbolc zostało w pewien sposób oswojone przez Kościół - ten ważny kiedyś dzień należy obecnie do jednego z trzech głównych patronów Irlandii - św. Brygidy. Zainteresowanych jej historią odsyłam do Słowianina

Dobrze, że już skończyła się ta celtycka zima, bo chociaż śniegu w tym roku nie było a mrozu też nie za bardzo to bywały tak ciemne dni, że kwiatki stojące w doniczkach u mnie na parapecie odwracały się w stronę mieszkania. A skoro dziś już wiosna to poszukałem jej w swojej okolicy. Oto co znalazłem.
           

4.09.2011

W krainie dolmenów - Carrowmore

Jedno z największych megalitycznych cmentarzysk w Europie znajduje się na małym półwyspie w zachodniej Irlandii. Dojechałem tu trochę przed północą z zamiarem doświadczenia niezapomnianych megalitycznych wrażeń, jednak było tak ciemno, że zmorzył mnie sen. Obudziło mnie bujanie, były to ocierające się o moje auto owce. Słońce miało wstać dopiero za godzinę.  
  Carrowmore przed świtem
Pochodziłem trochę wokół i dostrzegłem tabliczkę, że to miejsce oficjalnie zwiedzać można dopiero od godziny 10.00. Pięć godzin to w sam raz, żeby pojechać do pobliskiego Sligo, znaleźć jedyną otwartą o tej porze stację benzynową z nieczynnym automatem do kawy, zdrzemnąć się jeszcze raz, połazić po zalesionych wzgórzach i znaleźć kolejne dolmeny znane lokalnie jako Magheraghanrush Court Cairn. 
  
O 10.00 Carrowmore jest już oficjalnie otwarte. Czyli szlaban na ścieżce prowadzącej na pole jest podniesiony. W centrum informacyjnym rozdają zafoliowane mapki całego terenu, jest również wersja po polsku. Grobowce sprzed 5000 lat zajmują powierzchnię około kilometra kwadratowego. Niektóre z nich leżą na prywatnych gruntach, gdzie trawę zamiast państwowych kosiarek strzygą prywatne krowy.   
  
Z każdego miejsca Carrowmore widoczne jest najwyższe na półwyspie wzgórze, na którym stoi kamienny kopiec gigant. To grobowiec legendarnej królowej Meabh, chyba największy kamienny kurhan w Irlandii. Na górę wchodzi się prawie godzinę. Kiedyś ludzie zabierali stamtąd kamienie na pamiątkę, ale teraz kamieni przybywa, bo ktoś sprytny wymyślił legendę, że jak się dołoży swój kamień, to spełni się życzenie. 
  
Natomiast w samym centrum Carrowmore wznosi się inny kamienny kopiec, zwany Listoghil lub po prostu grobowiec nr 51. To największy grobowiec w Carrowmore.
  
Naukowcy osłupieli, kiedy dokładnie zbadali grobowiec nr 51. Bo warto wiedzieć, że pochodzenie, przeznaczenie i powstanie irlandzkich dolmenów wciąż nie jest dokładnie wyjaśnione.
  
W Irlandii jest bardzo wiele dolmenów - stoją samotnie na polach i łąkach, z daleka można ich nawet nie zauważyć. Zbudowane z lokalnych kamieni - największy leży płasko na pozostałych, pod nim szczątki ludzkie, naczynia, ozdoby. Dopiero zbadanie Carrowmore w 1996 roku rzuciło więcej światła na te tajemnicze grobowce.  
  
Okazało się, że pod ogromnym kamiennym kopcem w grobowcu nr 51 znajduje się ogromny dolmen. Pojawiła się teoria, że kiedyś każdy dolmen był sercem grobowca z kamieni, tylko że z czasem kamienie zniknęły stając się budulcem dla kolejnych pokoleń. Pozostały tylko kamienie, których nie sposób ruszyć.  
  
Niesamowity grobowiec nr 51 został udostępniony do zwiedzania. Dzięki metalowym siatkom podtrzymującym kamienne ściany można teraz wejść do środka i zobaczyć dolmen główny, który przez tysiąclecia był schowany pod górą kamieni, aby zapewnić zmarłemu na wieki spokojny kamienny sen.  
  
Na przestrzeni wieków wiele kamieni zniknęło. Irlandzkie Towarzystwo Kartograficzne ma w swoich dokumentach z XIX wieku około 30 kamiennych grobowców, po których dziś nie został nawet ślad. Kiedy szedłem przez pole usiane dolmenami minął mnie farmer w swojej terenówce. Pomachaliśmy sobie przyjaźnie, ale pomyślałem też, że to może jego pradziad zabrał te antyczne kamienie do budowy nowego domu albo stajni. W końcu to jego pole, z dziada pradziada.  
  
W Carrowmore odkryto ludzkie ślady nawet sprzed 5400 lat p.n.e. Oznacza to, że codziennie od godziny 10.00 można tu obcować z prehistorią. Legalnie do godziny 18.00, potem już tylko na własną rękę. 
  
Carrowmore to jedno z czterech irlandzkich megalitycznych cmentarzysk. Pozostałe opisałem tu:
Carrowkeel

17.05.2011

Dolmeny w Dublinie

Co jakiś czas pokazuję na tym blogu irlandzkie dolmeny. Skoro postawiono je kilka tysięcy lat temu, to teraz warto chociaż wiedzieć jak taki dolmen w ogóle wygląda. Dziś dolmeny, które można znaleźć w granicach miasta stołecznego Dublin, do których można dojechać miejskim autobusem albo tramwajem LUAS. Miasto Dublin założyli Wikingowie około 841 roku w miejscu, gdzie tysiące lat temu inni ludzie mieli swoje miasta i wioski. I swoje kamienne dolmeny.

O pierwszym z nich dowiedziałem się od Jarka (Jarek - dzięki!). Dolmen Ballybrack stoi na zwykłym osiedlu, na samym środku trawnika. Widać go nawet z przejeżdżającego obok autobusu. Jest to najbardziej niesamowita i absurdalna lokalizacja dolmenu z jaką miałem do czynienia. 
  
Jak każdy porządny dolmen liczy przynajmniej 4500 lat. Jest nieduży, ma około 2 metrów wysokości. Poziomy kamień wsparty na granitowym trójnogu waży najwyżej 5 ton. Przez te 4,5 tysiącleci wokół tego megalitu nie działo się pewnie zbyt wiele. Ślady graffiti, potłuczonych butelek i ognisk palonych pod dolmenem świadczą o tym, że teraz po zachodzie dzieje się tu na Cromlech Fields dość sporo. 
  
Drugi dzisiejszy megalit znalazłem już w typowych irlandzkich okolicznościach. Dolmen Brennastown stoi w krzaczkach za rzeczką, pomiędzy laskiem a łączką. Prowadzi do niego ścieżka biegnąca częściowo przez prywatny teren więc pytać trzeba o pozwolenie właściciela białej bramy na szóstym zakręcie od świateł. Ostatnio był na RTE 1 reportaż o tym dolmenie więc można natknąć się na szkolną wycieczkę. Ścieżka od białej bramy jest już nieźle wydeptana.
  
Ten dolmen jest już przyzwoitym granitowym gigantem, dobrze schowanym przed miejscowymi i zagranicznymi wandalami. Można wprawdzie dojechać w jego pobliże tramwajem, ale bez dobrych butów tą drogą nie radzę się zapuszczać. Poza tym część tej trasy trzeba pokonać po torach Luasa a to może już być niebezpieczne a nawet karalne. Może nawet bardziej karalne niż niebezpieczne, ale po co ryzykować.
  
Trzecia droga jest najkrótsza ale też najbardziej stroma. To zjazd na tyłku pomiędzy posesjami Druid Glen i Dolmen House. Samo nazewnictwo tych domów jest obiecujące, a jeszcze pozostaje stromy i śliski powrót. Alternatywą może być albo biała brama na szóstym zakręcie albo tory LUASa, co kto lubi. Ja lubię to, co trudniej zdobyć. 
 

Przeczytaj również: sezon na dolmeny

21.03.2011

W kamiennym kregu

Kamienny krąg (stone circle) to megalityczna struktura, która od dawna porusza wyobraźnię i wzbudza ciekawość swoją tajemniczością i przeznaczeniem. Pierwsze zagadkowe kręgi utworzone z głazów powstały ponad 6 tysięcy lat temu. Chociaż ich prawdziwych funkcji jeszcze nie poznaliśmy i być może nigdy nie poznamy, to z całą pewnością kręgi te związane były z kultem Słońca, które wtedy było najważniejszym z bogów. 
  
Wiele kamiennych kręgów już znikło, kamienie posłużyły jako budulec. Szacuje się że w Europie pozostało jeszcze ponad 1000 kręgów, głównie na Wyspach Brytyjskich, w Irlandii i Francji. Spośród wielu domniemanych funkcji kręgów najciekawsza jest teoria wiążąca je z astronomią. Twórcy kamiennych kręgów żyli w okresie epoki kamienia i brązu, dopiero uczyli się tworzyć narzędzia i ich używać, ubierali się w skóry zwierząt i jedli rękami, jednak dzisiejsi naukowcy nie są w stanie wytłumaczyć jakim cudem ci ludzie zbudowali tak precyzyjne konstrukcje. Wschodzące słońce w najdłuższym dniu przechodzi co roku dokładnie pomiędzy dwoma największymi kamieniami i oświetla kamień stojący w centrum kręgu niczym ołtarz. Taki spektakl wyreżyserowany przez ludzi neolitu wzbudza szacunek. 
  
Najbardziej znanym kamiennym kręgiem na świecie jest Stonehenge w Anglii. Co roku w dniu letniego przesilenia gromadzą się tam tysiące ludzi. Siła przyciągania Stonehenge wynika z przekonania, że kamienie gromadzą pozytywne wibracje i dobrą energię, mają właściwości magiczne i lecznicze oraz potrafią chronić przed szkodliwym działaniem otoczenia.
  
Irlandia pełna jest kamiennych kręgów, podobnie jak cała Szkocja, Walia i Anglia. Niektóre z nich wymieniane są w przewodnikach, prowadzą do nich znaki a w pobliżu można wygodnie zaparkować. Wtedy zazwyczaj turysta może podziwiać ładny widok na góry lub morze, a o kręgach może poczytać na tabliczce informacyjnej. 
  
Inne kręgi z kamienia znaleźć można w pobliżu zamieszkanych domów, w pobliżu wiosek. Zawsze pytam, czy mogę popatrzeć z bliska i nigdy nie spotkałem się z odmową. Czasem farmer sam proponuje mi zrobienie pamiątkowej fotki ze mną w kamiennym kręgu. Takie miejsca są zazwyczaj zadbane. Na prywatnym terenie stoi kawał irlandzkiej historii, więc trawa musi być skoszona.
  
Jeszcze inne kamienne kręgi stoją w lasach i nie są oznakowane ani wymienione w żadnych przewodnikach. Dotrzeć do nich można tylko dzięki wskazówkom tych, którzy już tam kiedyś byli, miejscowi też pokażą drogę. W takich miejscach można w kamiennym kręgu stanąć sam na sam z legendami, energiami, wibracjami i tajemniczymi symbolami wyrytymi w kamieniach. Czasem też sam na sam z własnym lękiem...  
  
Wśród głównych zastosowań kamiennych kręgów wymienia się dziś: obserwatoria astronomiczne, miejsca obrzędowe szamanów i druidów, czakramy energetyczne, portale kosmiczne, bramy czasu, lądowiska. Hipotezy mieszają się z legendami, a mity ze współczesnością. Nie ma reguły co do wielkości kręgu ani ilości kamieni. Zazwyczaj średnica kręgu to około 20-30 metrów.  
  
Szukając kamiennych kręgów natknąć się można na ciekawych ludzi i na ciekawe obrzędy. Załapałem się kiedyś na obrzęd powitania wschodzącego słońca w towarzystwie kapłanki druidów odprawiającej swoje modły przy akompaniamencie celtyckich instrumentów i pieśni. Ten kielich zawierał czerwony sok żurawinowy. Był też drożdżowy placek do podziału. Tym razem wschód słońca odbył się niestety pośród chmur i mgieł.  
  
Kamienne kręgi w Irlandii są też świetnym przykładem gładkiego przejścia z pogańskiej wiary w Boga Słońce na wiarę chrześcijańską, którą w V wieku wprowadził w Irlandii św. Patryk. Wysocy Królowie rządzący Irlandią przez ponad dwa tysiąclecia po spotkaniu z Patrykiem po prostu dali się ochrzcić i zezwolili na to swoim poddanym. Dotychczasowe pogańskie ołtarze w kamiennych kręgach otrzymały dodatkowo wyryty symbol krzyża i już. 
  
Fenomen kręgów w kamieniu jest na tyle silny, że kamienne kręgi powstają również współcześnie. W oparciu o dostępną wiedzę i materiały tworzy w Polsce kamienne kręgi polski megalitomaniak, p. Andrzej Lamparski. Jeden z jego kręgów w Myślęcinku koło Bydgoszczy widoczny jest nawet z satelity.  

  
Kamienny krąg o mały włos nie został zlikwidowany, ponieważ w miejscowym katolickim społeczeństwie pojawiły się silne głosy potępienia. Toż to pogaństwo i szatan, to symbol ciemnoty i kołtuństwa! Andrzej został napiętnowany za propagowanie niebezpiecznych treści, dopiero po usunięciu tabliczek kamienny krąg przetrwał. Podobny krąg stoi w Skarbienicach. 
  
Jedną z ciekawych cech kamiennych kręgów jest ich położenie w stosunku do mórz i oceanów. W głębi lądu nie występują, największa odległość od morza to 200 km. Dlatego Irlandia i Wyspy Brytyjskie są pełne kamiennych kręgów. To również tłumaczy położenie polskich kamiennych kręgów głównie na Pomorzu.  

  
Jakie jest prawdziwe działanie kamiennego kręgu można sprawdzić osobiście. Wystarczy w nocy wejść na szczyt zamglonego wzgórza, odnaleźć jakiś kamienny krąg i poczekać na wschód słońca.

26.02.2011

Całkiem nowy dolmen w Cadamstown

Wspomniałem ostatnio o pewnym rzeźbiarzu z gór, który w swoim ogrodzie trzyma kamiennego maszkarona w kształcie kobiety prezentującej swe atrybuty. Patrick pokazał mi w ogrodzie jeszcze kilka innych swoich rzeźb. Przyznam szczerze, że w przypadku niektórych miałem wątpliwości, czy aby na pewno to on jest ich autorem. Niektóre z nich wyglądały jak żywcem wyjęte ze średniowiecznych murów. Być może Patrick wcale nie jest rzeźbiarzem tylko kleptomanem plądrującym celtyckie ruiny porzucone gdzieś na bezdrożach gór Slieve Bloom…
  
Co do największego z dzieł Patricka nie miałem wątpliwości – nie ma go w żadnym katalogu dolmenów ani w przewodnikach, więc jest to niezwykła rzeźba, nie oryginał. Dolmen z Cadamstown stoi na wzgórzu za starym młynem i jest widoczny również z drogi. 
   
Patrick wspomina jak kilkanaście lat temu ustawiał swój dolmen, przy pomocy sąsiadów z wioski oraz dźwigu. Kamień leżący na tych trzech stojących waży 36 ton. Na moje pytanie po co ustawił na wzgórzu replikę dolmenu odpowiedział, że lubi dolmeny za ich tajemniczość. Spodobało mi się to, że facet zrobił coś takiego z czystej pasji, nie na zamówienie urzędu gminy czy w ramach jakiejś akcji. Ustawił kilka wielkich głazów na swojej górce jako swój prywatny pomnik kamiennych dolmenów sprzed 5000 lat.

 
O dolmenach sporo już napisałem wcześniej, zainteresowanych szczegółami zapraszam na przykład tutaj. A może ktoś ma ciekawą teorię jak stawiano prawdziwe wielotonowe dolmeny w czasach megalitycznych, kiedy to dźwigów jeszcze nie było? 
 

13.02.2011

Skąd się wzięły Walentynki?

Patron zakochanych żył w III wieku w Rzymie. Panujący wówczas cesarz Klaudiusz II Gocki kazał go ściąć, ponieważ ksiądz Walenty miał zupełnie odmienne podejście do spraw miłości. Miał w tym pewne doświadczenie, jako że celibat jeszcze wówczas nie obowiązywał. Jak się zapewne moi stali Czytelnicy domyślają - cała sprawa musi mieć jakiś związek z Irlandią, bo inaczej bym o tym nie pisał. Rzeczywiście, wczoraj zapaliłem świeczkę na grobie św. Walentego w Dublinie.
  W tej skrzyni spoczywają doczesne szczątki patrona zakochanych
Egzekucję wykonano 14 lutego 269 roku w Rzymie. Walenty poważnie naraził się cesarzowi za osłabianie sił rzymskich legionów, więc musiał umrzeć. Otóż cesarz Klaudiusz był przekonany, że kawalerowie są o wiele lepszymi legionistami niż żonaci więc zabraniał swoim poborowym żeniaczki. Z kolei Święty Walenty był zdania, że jeśli rzymski legionista chce przed pójściem na wojnę spędzić noc z ukochaną, to musi to być legalnie i z sakramentem. Dlatego w tajemnicy przed cesarzem udzielał zakochanym ślubów, na czym w końcu został przyłapany. W więzieniu czekając na topór kata sam się zakochał w córce strażnika, która przynosiła mu jadło. Na ślub nie starczyło już czasu.
  
Pozbawione głowy ciało męczennika złożono na cmentarzu św. Hipolita. W okolicach rzymskiego grobu św. Walentego powstawały przez kolejne wieki nowe budynki, domy i kościoły i w końcu trzeba było szczątki Walentego gdzieś przenieść. W tym właśnie czasie do Rzymu zawitał z wizytą pewien irlandzki karmelita, brat John Spratt. Sława jego porywających kazań sprawiła, że przyszli go wysłuchać najważniejsi ludzie w Rzymie. Brat Spratt stanął na wysokości zadania, a zachwyceni słuchacze zaczęli go obdarowywać cennymi upominkami, jak to wtedy było w rzymskim zwyczaju. Ówczesny papież Grzegorz XVI akurat zastanawiał się co zrobić ze świeżo odkopanymi prochami św. Walentego, relikwie męczennika jako prezent wydawały się w tej sytuacji całkiem dobrym rozwiązaniem.
  
Urna z prochami św. Walentego trafiła w ten sposób do Dublina, do jednego z ołtarzy wielkiego kościoła karmelitów na Whitefriar Street. Pięć lat później Irlandię zdziesiątkował Wielki Głód i ponad milion ludzi wyjechało z Irlandii. Tysiące osób zabierały wtedy ze sobą poświęcone przez braci karmelitów tradycyjne pierścienie Claddagh, pomagające pamiętać o miłości pozostawionej na Zielonej Wyspie. Św. Walenty wraz z Irlandczykami zaczął pojawiać się w różnych zakątkach świata. Jakieś sto lat potem zaczęły się w supermarketach pojawiać kartki z czerwonymi sercami, które stanowią jeden z atrybutów dzisiejszych Walentynek.
  Wejście do kościoła karmelitów na Whitefriar Street, Dublin
Nie wyjaśnię jakim sposobem odciętą w 269 roku toporem kata głowę św. Walentego Krzyżacy przywieźli do Chełmna nad Wisłą. Nie wiem też skąd wzięły się palce Walentego i kawałki jego kości w innych polskich kościołach (Kraków, Toruń, Lublin, Rudy Raciborskie). Z rozmieszczenia relikwii św. Walentego wynikałoby, że najwięcej zakochanych powinno być w Irlandii i w Polsce.

All you need is love!

11.11.2010

Dotyk średniowiecza i cela głodowa mnicha - St. Dolough's Church


Kilka mil na północ od centrum Dublina znajduje się mały kościół. Z zewnątrz wygląda jak jeden z wielu kamiennych kościołów zbudowanych w starym stylu, jakich po drodze mija się w Irlandii sporo. Podobnie jak i tamte – ten również jest zamknięty. Jednak jest to miejsce niezwykłe, o czym przekonam się już za chwilę. Victor, z którym się tu umówiłem przyjeżdża wkrótce po mnie. Wyciąga z kieszeni pęk kluczy. Jest strażnikiem tego historycznego miejsca.
  
Victor jest pastorem, który co niedzielę o 10 rano odprawia tu nabożeństwa. W tygodniu trzeba się z nim specjalnie umówić - wtedy Victor jako przewodnik - odkryje wszystkie sekrety tego miejsca. Pierwszy klucz otwiera furtkę. Pastor wskazuje na okna za kratami. Zabezpieczają to, co tu jest najcenniejsze – kamienie w posadzce, po których chodził w V wieku św. Patryk. Wchodzę do jedynej w Irlandii tak starej budowli krytej oryginalnym kamiennym dachem. Przypomnę, że używanej do dziś, w każdą niedzielę o 10 rano.
  
Zanim Victor zamknie za mną drzwi i przekręci wielki klucz w zamku, słyszę w górze kolejny samolot podchodzący do lądowania w Dublinie. To typowe irlandzkie połączenie – nowoczesność i średniowiecze w tak bliskim sąsiedztwie. Drzwi się zamykają, zapada mrok.
  
Światło wpada przez okna o różnych kształtach, nie ma dwóch takich samych. Jesteśmy w wieży, która była przez ostatnie 1500 lat coraz bardziej rozbudowywana, głównie wzwyż. Na samej górze wisi dzwon, przeniesiony tu jakieś 150 lat temu. Od razu widać, że nowy.
  
Kręte schody, którymi Victor prowadzi mnie raz w górę a raz w dół są tak wąskie, że nie da się zapytać o przyczynę tej wąskości. Nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się iść tak klaustrofobicznymi schodami. Nie tak długo.
  
W odpowiedzi Victor zatrzymuje się w jakimś ciemnym pomieszczeniu na 4 albo 5 piętrze wieży, czyli w XII albo XIV wieku i mówi, że jesteśmy właśnie w dawnym dormitorium, gdzie na podłodze spali mnisi i pyta mnie ilu ich moim zdaniem tu mieszkało. Odpowiadam, że pięciu, może sześciu. Victor patrzy na mnie z tryumfem. Ma właśnie przed sobą kolejnego baranka, którego może oświecić. Otóż w tym miejscu kładło się do snu 12 zakonników naraz. I nie na jakieś zmiany. Po prostu wszyscy szli pokotem spać na tych kamieniach porośniętych dziś mchem. W tamtych czasach to się ludziom udawało, bo nie rośli tak jak my dzisiaj do metr siedemdziesiąt sześć albo dwa szesnaście. A do szczęścia też wystarczało im dużo mniej.
  
12 zakonników leżących na kamiennej posadzce na skromnych 9 metrach kwadratowych... To wydaje się dziś nieprawdopodobne, kiedy się tu tak stoi i patrzy na te ówczesne wygody... Jeszcze bardziej niemożliwe jest to, co Victor pokazuje mi kilka pięter niżej, czyli na poziomie wieku VII.
  
Jestem właśnie w celi pustelnika, który w VII wieku postanowił tu zamknąć się do końca swojego życia. Na samym dnie wieży po której Victor prowadził mnie przez ostatnie pół godziny byłoby kompletnie ciemno, gdyby nie ta jedna żarówka. Malutkie pomieszczenie z jedynym tylko okienkiem o szerokości ramienia. Okienko służyło do podawania pustelnikowi pożywienia przez dobrych ludzi. Można sobie wyobrażać, ile w tamtych czasach dobrych ludzi tu mieszkało w pobliżu i ile mu jedzenia codziennie znosili i jak pustelnik miał dobrze. Jednak w okolicy nie mieszkał zupełnie nikt... Pustelnia... Zakonnicy o niskim wzroście wprowadzili się na wyższe piętra dopiero kilkaset lat później, po tym jak je sami zbudowali. Victor wskazuje palcem pod moje buty. Stoję właśnie w miejscu, gdzie znaleziono szczątki świętego pustelnika. Victor proponuje wracać. 
   
Drugie spojrzenie na wieżę z zewnątrz - i widzę ją już zupełnie inaczej. Pustelnik, który postanowił tu dokonać żywota, ponieważ 200 lat wcześniej był tu św. Patryk...  Średniowiecze zaklęte w kamiennych schodkach, dormitoriach i głodowych celach a nad głową kolejne lądujące samoloty z ludźmi myślącymi jak by tu zarobić na życie... Victor nie skończył ze mną jeszcze - teraz prowadzi mnie do świętych źródeł kilkadziesiąt metrów dalej.
  
Święta woda wypływa z ziemi wewnątrz przedziwnej budowli i płynie dalej, do baptysterium. Służyło ono do ceremonii chrztu pod gołym niebem. Oczywiście w tamtych czasach chrzciło się tylko dorosłych, którzy sami mogli zejść po trzech schodkach do chrzcielnicy.
  
Wymiary baptysterium potwierdzają, że w tamtych czasach dorośli byli rzeczywiście niewielkiego wzrostu. Podczas ceremonii chrztu należało zejść o trzy stopnie w dół (na pamiątkę trzech dni przed zmartwychwstaniem) a potem zanurzyć się w ożywczej wodzie i odrodzić się na nowo. To jedyne zachowane baptysterium tego typu w Irlandii.

Victor ma jeszcze na koniec ciekawostkę. Ze środka muru otaczającego święte źródła wyrasta drzewo. Mam po drugiej stronie znaleźć resztę tego drzewa. Po drugiej stronie nie ma żadnego pnia, żadnych korzeni, tylko mur. 
  
Victor śmieje się i mówi, że to drzewo zasadził święty Patryk w 480 roku. Nie wiem, czy w to wierzyć, czy nie, ale uznaję ten dzień za bardzo udany. To była ciekawa podróż w czasy średniowiecznej Irlandii.