Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty

8.09.2013

Idzie zima

Lato się skończyło, irlandzkie upały odeszły w annały. Wykorzystaliśmy do końca pogodne dni ale już zima się zbliża wielkimi krokami, a zima w Irlandii to mogą być tygodnie bez słońca, deszcz, ołowiane chmury od "świtu" do "zmroku". Najlepiej byłoby wyjechać do Hiszpanii albo i dalej. Znowu wzrośnie ilość depresji i samobójców. Aby do wiosny! Czego Wam i sobie życzę.















1.02.2012

Koniec zimy - Imbolc

W ostatni dzień stycznia na historyczne wzgórze Tara przybyła niewielka grupa neopogan. Stanęli w kręgu wokół legendarnego Kamienia Przeznaczenia (Stone of Destiny), chwycili się za ręce i zamknęli oczy. Tylko jedna osoba zwana treoir stała osobno wpatrując się w zachodni horyzont, gdzie po raz ostatni tej zimy miało zajść słońce. Ten stary celtycki obrządek to Imbolc - koniec irlandzkiej zimy.
  
Kalendarz celtycki związany był z kultem słońca, o czym nieraz już wspominałem. Imbolc wypada w połowie odległości pomiędzy najkrótszym dniem roku a wiosennym przesileniem. Niezmienny rytm wschodów i zachodów kształtował życie ludzi w Irlandii co najmniej od 5000 lat. Ciekawe, że wciąż są ludzie, którzy znajdują czas na starodawne ceremonie.
  
Święto Imbolc zostało w pewien sposób oswojone przez Kościół - ten ważny kiedyś dzień należy obecnie do jednego z trzech głównych patronów Irlandii - św. Brygidy. Zainteresowanych jej historią odsyłam do Słowianina

Dobrze, że już skończyła się ta celtycka zima, bo chociaż śniegu w tym roku nie było a mrozu też nie za bardzo to bywały tak ciemne dni, że kwiatki stojące w doniczkach u mnie na parapecie odwracały się w stronę mieszkania. A skoro dziś już wiosna to poszukałem jej w swojej okolicy. Oto co znalazłem.
           

26.12.2011

Góra Djouce - Wicklow

Zapraszam na grudniową wycieczkę na górę Djouce w górach Wicklow (725 m). Szlaków jest kilka, jeden z nich zaczyna się przy popularnym wodospadzie Powerscourt (parking w lasach Crone czynny jest tylko do 16).
 
  
Szlak Wicklow Way prowadzący przez góry ma długość ponad 130 kilometrów, czasem jest łatwiejszy, innym razem trudny a czasem przerwany, jak w przypadku zerwanego obecnie mostu na rzece Dargle - przejść można po kamieniach tylko przy niskim poziomie wody. Dargle to ta sama rzeka, która kawałek dalej spada w dół w postaci największego w Irlandii wodospadu.
      
Szlak wytyczony jest pośród grząskich i zamarzniętych torfowisk. Przy silnym wietrze, jaki ostatnio tam wieje, trudno się utrzymać na wąskich kładkach. To stare podkłady kolejowe spięte metalową siatką z klatek do hodowli kurczaków. Piesza trasa przez góry Wicklow była pierwszym publicznym szlakiem w Irlandii, oddano ją do użytku w latach 80 XX wieku.
    
Im wyżej, tym lepsze widoki ale też coraz zimniej. Kolejowe podkłady stają się śliskie, wściekły wiatr spycha w bok na podmarzające torfowiska. Wraz z wysokością pojawia się też śnieg.

   
W końcu góra Djouce zostaje zdobyta. Widać z niej kominy Poolbeg w Dublinie, dachy Dun Laoghaire, Bray i Greystones, szczyty Head of Bray i Great Sugar Loaf na wschodzie i niezliczone szczyty gór Wicklow na zachodzie. A przede wszystkim widać, że mimo śniegu - Irlandia ciągle zielona.
    
Na górze śnieg, lód i mróz, na dole plus 10 :). Film z gór Wicklow tutaj.) Wiało bardzo mocno, więc film i zdjęcia nieostre.

20.01.2011

Zagadka irlandzkiej zimy

To pora roku, która w Irlandii wygląda zazwyczaj zupełnie inaczej niż w Polsce, jednak tegoroczna zima wygląda inaczej nawet niż zwyczajne irlandzkie zimy. Globalne ocieplenie przejawia się widocznie tym, że tam gdzie w grudniu bywało dość ciepło teraz po prostu pada śnieg. 
  
Dla nas taka zima to bułka z masłem, bo cóż strasznego może być w kilku centymetrach śniegu i kilku stopniach mrozu, to przecież i tak cieplej niż w Polsce (i wreszcie deszcz nie pada :). Nie takie zimy się przeżyło a pojechać samochodem możemy przecież w każdych warunkach. Można się dziwić, z czego oni robią taką sprawę, przecież w Polsce nawet przy minus 18 stopniach dzieciaki muszą biegać z tornistrami do szkoły. W Irlandii co tylko śnieg spadnie – to od razu ogłaszają ferie zimowe. O co w tym chodzi?
  
Niezapowiedziany tydzień przerwy w szkołach pozwala zrozumieć jak bardzo śnieg i mróz są niebezpieczne dla zdrowia i życia Irlandczyków. Irlandia nie jest do takich zim przygotowana, nie są na nią gotowe irlandzkie domy, samochody ani szkoły. Sami Irlandczycy powoli się przyzwyczajają, przed rokiem mieli próbę generalną, o czym wspominałem tu.

Przypuśćmy więc, że ktoś zawozi dziecko do szkoły mimo, że w nocy padał śnieg. Dziecko zostaje razem z innymi w szkole położonej za miastem, gdzie wszyscy przywożą swoje pociechy samochodami, a w tym czasie śnieg sobie powolutku pada dalej. Po południu zaczyna się dramat - nie ma kto odebrać dzieci, ponieważ śniegu jest jeszcze więcej, a droga do szkoły jest bielusieńka. W Polsce – nic takiego, z czym nie można by sobie spokojnie poradzić. Po prostu zima znowu zaskoczyła drogowców. Ale w Irlandii jest zupełnie inaczej.
  
Tu drogowców w ogóle nie ma, więc zima ich nie mogła zaskoczyć. Nie istnieją tu pługi śnieżne, solarki ani piaskarki. Nie ma łopat do śniegu. Jest natomiast śnieg, szufle do węgla i maszyny ściągnięte z pól i budów w miarę przystosowane do odgarniania śniegu z dróg.
  
Opony zimowe również nie istnieją. Każdy jeździ na zwykłych oponach nie przystosowanych do niskich temperatur, oponach które ślizgają się, twardnieją i mają przyczepność zbliżoną do plastikowej butelki z wodą mineralną. Jedynym ratunkiem jest spuszczenie połowy powietrza z opon, o ile ktoś zna ten patent. 

W dodatku połowa kierowców zamiast płynu do spryskiwaczy i do chłodnicy używa zwykłej wody. Normą staje się poranne polewanie zamarzniętych szyb wodą z czajnika. Skutków tej niefrasobliwości nie muszę chyba bliżej przedstawiać. Sąsiedzi mają hardkor, ale przynajmniej przy głównej ulicy łatwiej o miejsce do parkowania.
  
Powyższe czynniki składają się na paraliż kraju, o którym możecie usłyszeć w telewizji. Nieprzejezdne drogi, zamknięte szkoły, opóźnione pociągi i autobusy, odwołane loty, wyspa odcięta od reszty świata. Opóźnione dostawy do sklepów, odwołane mecze i zawody sportowe, niewywiezione śmieci, korki na autostradach i obwodnicach, na których drożny jest tylko jeden pas ruchu. I niezliczona ilość stłuczek. A wszystko to z powodu kilku centymetrów śniegu…
  
Od środka (Irlandii) nie wygląda to wcale najgorzej. Owszem, spadło nam trochę śniegu, więc jest nowy temat do rozmowy (w Irlandii ludzie wciąż lubią ze sobą rozmawiać). Kto nie musi jechać, zostawia auto pod domem, zakłada kalosze i idzie pieszo. Jeśli ma za daleko, to po prostu zostaje w domu. Nie ma potrzeby ryzykować życia. Lata wkładania do głów zasad bezpieczeństwa przynoszą teraz efekty. Dzięki temu nie trzeba się teraz obawiać, że ktoś wyleci z roboty z powodu surowej zimy. Jeżeli nie przyszedł do pracy – to znaczy że naprawdę nie mógł. My jakoś zniesiemy to, że w banku jest otwarte tylko jedno okienko a w Tesco tylko trzy kasy. Mimo długiej kolejki też można porozmawiać.

- Dojechałeś jakoś do pracy w ten zimowy dzień.
- Taaak, musiałem odgarniać śnieg z przedniej szyby okładką mojej płyty kompaktowej i bardzo powoli jechać. Boże, jechałem chyba z godzinę!
- A daleko mieszkasz? 
- Trzy mile stąd.

Ciekawe, czy odgarnie śnieg również z reflektorów jak będzie wieczorem wracał do domu. 
   
Jednak najgorsze dopiero przed nami. Kiedy jest zima, to musi być zimno, jak powiedział pewien poeta pracujący w kotłowni. Kiedy mróz spadnie do minus 10 stopni to większość mieszkańców Irlandii zostanie pozbawiona wody, która zwyczajnie zamarznie z rurach doprowadzających ją do domów. Zakopano je za płytko nie przewidując globalnego ocieplenia. Warto więc rozejrzeć się zawczasu za znajomymi, którzy mieszkają w nowoczesnych apartamentach. Tam woda w rurach nie zamarznie i będziemy mogli do nich biegać z bańkami na wodę. Inaczej zostanie nam grzanie się przy kominku tradycyjnie opalanym torfem i topienie w nim śniegu na herbatę, rąbanie starych palet i dokarmianie braci mniejszych zeschniętym chlebem tostowym.  
  
I teraz wyobraźmy sobie, że w tej szkole, gdzie w powodu śniegu zostały rano uwięzione nasze dzieci i nie możemy ich odebrać - pękły w dodatku rury z wodą. Prawda, że lepiej, że szkoła jest zamknięta do odwołania, że dzieci znowu mają ferie zimowe, są bezpieczne i lepią bałwana koło domu? To właśnie nazywa się dmuchać na zimne.
 

P.S. Widziałem jedną piaskarkę w okolicach Dublina. Sypała kamieniami głównie po szybach.

20.02.2010

Zagadka zielonej wyspy

W środku lutego zrobiłem kilka zdjęć ukazujących fragmenty Zielonej Wyspy. Mam nadzieję, że tym, którzy tu nie byli wyjaśnią one, dlaczego Irlandia jest tak nazywana, mimo, że bardzo mało tu lasów.

Przeciętny irlandzki zimowy lasek w lutym nie różni się za bardzo od polskiego lasku, tyle, że nie ma w nim śniegu.



Ale wystarczy z niego się wydostać pokonując drut kolczasty, żeby zobaczyć zielone pastwiska. 

Na drzewach pojawiają sie pąki. 



Zawsze zielone iglaste drzewa, które są w ogrodach, przy ulicach, na cmentarzach. I zawsze zielona trawa.

Bluszcz otaczający drzewa i kamienne murki. Mchy i porosty obecne na kamieniach i zwalonych drzewach.








Nie mógłbym zapomnieć o palmach. Naprawdę tu są przed wieloma domami.



Kolor zielony jest tu wszechobecny. I wszystkie odcienie zieleni możecie tu spotkać o każdej porze roku. Wiem, co mówię, bo wiosnę, lato, jesień i zimę już tu spędziłem. I dlatego zielony kolor z TEGO bloga nie zniknie.

Tu więcej zielonych zdjęć zrobionych wczoraj.
Aha, tych zdjęć nie robiłem już telefonem :)

20.01.2010

Mój pierwszy śnieg

I co niedowiarki zobaczyły dzisiaj w małej dziurze w hrabstwie Meath? Najprawdziwszy śnieg padający kilka godzin prosto z nieba!

Rano przeczytałem prognozę dla Anglii -
na czwartkowe popołudnie przewiduje się silne wiatry i silne opady śniegu. Pomyślałem, jak to dobrze, że u nas nie pada, chociaż to przecież niedaleko. Przecież w Irlandii nie pada śnieg. Tak mówili. Angielscy kierowcy zostali pouczeni, żeby odpowiednio się przygotować na taką pogodę i zabrać ze sobą jedzenie, wodę, ciepłe ubranie, łopaty i latarki, które mogą się przydać jeśli utkną w śniegu. Życzliwi dodawali ironicznie jeszcze do tej listy psy dingo, rakiety śnieżne i race.

Wyszedłem z domu i zostałem zaatakowany przez wściekły wiatr, który natychmiast zerwał mi czapkę. Idąc pod pewnym nachyleniem doszedłem do pracy, gdzie dołączyłem do kulących się z zimna zakapturzonych postaci, czekających od godziny na Tego Który Ma Klucz. Niestety nie byłem to ja, więc pozostało nam czekanie, bo klucz otworzył bramę fabryki za jakiś czas. Okazało się, że ten co miał otworzyć sklep o 6.00 dojechał dopiero na 7.15. Problem z samochodem, a raczej z mroźnym porywistym wiatrem, który zamienił 20 mil do pracy w 20 mil na godzinę po oblodzonej nawierzchni. Nam ten wiatr przewiał wszystkie nitki w ubraniach.

A wieczorem zaczął padać gęsty, soczysty śnieg. Na ulicach pojawiły się dzieci lepiące śnieżki oraz ludzie z aparatami fotograficznymi, aby umieścić fotki na swoich blogach ;)

W końcu to niecodzienne zjawisko w tym hrabstwie, mimo, że jest styczeń.

 

15.01.2010

Zima trzyma

Siarczyste mrozy dochodzące czasami nawet do minus 2 stopni i śniegi pokrywające grubą dwucentymetrową warstwą wszystkie drogi dojazdowe do pobliskich wsi sparaliżowały również na dwa dni lotnisko w Dublinie. Jedyny pług śnieżny nie nadążał odgarniać 2 kilometrowego pasa startowego, a chłopcy z łopatami wrócili już do kraju, bo tydzień wcześniej powiedziano im, że roboty w Irlandii już ni ma. McGywer nic nie wymyślił, a John McClane nie doleciał na czas. W tej sytuacji założyłem rakiety śnieżne, wziąłem psy dingo i kilka rac i poszedłem na pobliskie wzgórze Tara w hrabstwie Meath.

 
Byłem przygotowany na najgorsze, ale żeby tak świeżo wyklute owieczki musiały bezradnie dreptać po śniegu... to nieludzkie... takie nie-irlandzkie...

   
Jak kiedyś wspominałem, wzgórze Tara, historyczna stolica Irlandii to miejsce, skąd widać całą wyspę. Rzut oka w stronę wschodnią - łąki i pastwiska zasypane śniegiem aż po horyzont do Morza Irlandzkiego.


 

Strona zachodnia ma się już nieco lepiej - śniegi nie trzymają się już kurczowo trawy, to pewnie wpływ Atlantyku.


 
 
Biedne owieczki mogą już znaleźć trochę trawy. Młoda prowadzi tatę i mamę. Nie jest tak źle.


  

Święty Patryk nic nie mówi, ale na pewno to sobie zapamięta. Za jego czasów...


 

 

W Irlandii Północnej niedaleko Newry też widać śnieg w górach. Trzeba by się tam kiedyś przejechać.


  

Pędząc (już bez rakiet śnieżnych) swoim srebrnym szerszeniem do pracy w całkiem inną stronę widziałem pięknie zaśnieżone Góry Wicklow za Dublinem. Niestety było pod słońce, a pasterskie niby-piaskarki sypiące solą w oczy, po szybach, po dachu i po wszystkim nie ułatwiały zrobienia zdjęcia, więc uwierzcie na słowo - tam to dopiero były piękne widoki!

Może nie wszyscy wiedzą, ale z powodu szalejącej zimy w Anglii i Irlandii i mizernych zapasów soli drogi na Wyspach posypywane są dziś solą z Polski. Może by im starczyło, gdyby wszystkiego tak nie solili. A może octem by spróbować?