Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opactwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opactwa. Pokaż wszystkie posty

6.10.2013

W opactwie Kylemore



Opactwo Kylemore jest jednym z miejsc na Connemarze, gdzie każdy musi się zatrzymać. Położone jest w spokojnej dolinie pomiędzy wzgórzami nad jeziorem. Jest nazywane opactwem, ponieważ prawie od 100 lat mieszkają tam siostry benedyktynki. Do niedawna prowadziły szkołę dla dziewcząt z dobrych domów, ale ponieważ takich dziewcząt jest coraz mniej, to zmuszone były zamknąć szkołę w 2010 roku i zacząć zarabiać tylko na turystach (bilety kosztują €12,50).  



Pałac wybudował Anglik Mitchel Henry dla swojej żony, Margaret Vaughan. Przyjechali do Irlandii w czasie podróży poślubnej i ta okolica tak się spodobała pannie młodej, że jej mąż kazał tu wybudować pałac. Budowa trwała dość długo, kiedy młodzi się wprowadzili to mieli już ośmioro dzieci. Sielanka nie trwała długo, bo Margaret zmarła dwa lata później.  



Mitchel Henry pogrążony w smutku wybudował żonie mauzoleum, sprzedał posiadłość i wrócił do Anglii. Jakiś czas później wprowadził się tu młody hulaka z Manchesteru, którego rachunki płacił bogaty teść. Pan Zimmerman był naftowym baronem, ale i jemu się zmarło. Pałac znów był do sprzedania.



Ówczesnemu królowi Anglii Jerzemu VI bardzo spodobało się to miejsce, ale po chwili namysłu stwierdził, że nawet jak na króla to cena posiadłości jest zbyt wygórowana.




Potem wybuchła pierwsza wojna światowa i Niemcy użyli gazu musztardowego w okolicy Ypres w Belgii (gaz nazwano iperytem). Wszystkich z Ypres ewakuowano, w tym irlandzkie benedyktynki, które prowadziły tam szkołę z internatem dla katolickich dziewcząt (zwano je Damy z Ypres).  



Siostry jakiś czas się błąkały po świecie, aż wreszcie Irlandia odzyskała niepodległość i prowadzenie katolickich szkół stało się w Irlandii możliwe. Z pomocą młodego irlandzkiego państwa benedyktynki zakupiły Kylemore i otworzyły nową szkołę, którą 
po 90 latach zamknęły, o czym wspomniałem na wstępię. Benedyktynki proponują dziś wiele atrakcji w Kylemore: zwiedzanie pałacu/opactwa oraz odrestaurowanych ogrodów wiktoriańskich, owocowe dżemiki i inne przetwory, gorące dania w restauracji, kawiarnię i spory sklep z pamiątkami.        

20.07.2012

Jerpoint Abbey - opactwo pełne rzeźb



Opactwo cystersów Jerpoint Abbey jest jednym z cenniejszych zabytków irlandzkiego średniowiecza, głównie ze względu na rzeźby, które można w nim podziwiać. Obowiązują tu godziny otwarcia, bilety oraz przewodnik.



Zakon cystersów zamieszkał w Jerpoint Abbey w 1180 roku. Mury i budynki pochodzą z różnych okresów podobnie jak płaskorzeźby. Częściowo obiekt był odrestaurowany, mimo to nic nie psuje oryginalności tego miejsca.



Część eksponatów "luzem" zamknięto za kratami w specjalnych gablotach, jednak większość znajduje się w zasięgu aparatu i rąk. A ręce aż się wyrywają, żeby podotykać.



Chęć dotknięcia takich średniowiecznych cacek mogłem zaspokajać bezkarnie nawet pod okiem przewodniczki. Pod tym względem Jerpoint jest lepsze niż zwykłe muzeum.



Sylwetki biskupów, mnichów i rycerzy wyrzeźbione na filarach dziedzińca cloister przypominają kto w tamtych czasach najbardziej się liczył. Natomiast rzeźby smoków i kobiet mogą obrazować to, czego w klasztorze akurat brakowało.



Zgodnie ze swoją regułą cystersi z Jerpoint modlili się, obżerali i pili wino własnej roboty. Nie byli zakonem medytacyjnym więc mogli posiadać spore grunty. Zatrudniali okolicznych chłopów i wiodło im się całkiem nieźle aż do połowy XVI wieku, kiedy Henryk VIII zakończył działalność wszystkich katolickich zakonów na Wyspach.



Klasztor popadł w ruinę bardzo szybko. Z budynków gospodarczych do dziś nic nie zostało. Główny budynek klasztorny i kościół ocalał, podobnie jak dziesiątki rzeźb. Czasem poważnie uszkodzonych przez wiatr, deszcz i spadające fragmenty dachów, których w większości już nie ma.



Ze wszystkich starych klasztorów ten wyjątkowo zasługuje na uznanie i wizytę, dlatego gorąco zachęcam do odwiedzenia Jerpoint Abbey w hrabstwie Kilkenny. Wystarczy zjechać z autostrady M9 na Thomastown.



Do końca września opactwo można zwiedzać od 9.00 do 17.30, bilety €3, studenci €1. Zdjęcia i dotykanie gratis ;)

30.12.2011

Dolina Glendalough

W dolinie Glendalough byłem wystarczająco dużo razy aby zaryzykować twierdzenie, że tam jest bardzo ładnie o każdej porze roku i przy każdej pogodzie. Nawet kiedy dni są najkrótsze, a słońce w dolinie pojawia się tylko na godzinę. 
  
Glendalough leży niecałą godzinę drogi od Dublina i jest bardzo popularnym celem wielu turystycznych wycieczek. Po pierwsze blisko, po drugie ładnie, po trzecie dziko, po czwarte - historycznie. To jedno z najsłynniejszych wczesnochrześcijańskich miejsc w Irlandii.
  
W tej dolinie pomiędzy dwoma jeziorami (po irlandzku: Gleann Dá Loch) zamieszkał niejaki Kevin, wywodzący się z bogatego irlandzkiego klanu Dál Messin Corb. Urodził się niedługo po śmierci św. Patryka i pobierał nauki u trzech pobożnych mężów, którzy później również zostali świętymi. W takich warunkach kim mógł został Kevin? Oczywiście również świętym. Legenda mówi, że Kevin zamieszkał w dziupli drzewa nad jeziorem.


  
Kevin zaczął w tajemniczy sposób przyciągać do siebie innych ludzi. Legenda wspomina, że lgnące do niego kobiety chłostał po twarzach pokrzywami, a idących w jego ślady mężczyzn rozmieszczał po okolicznych dziuplach. Jak było naprawdę - nie wie nikt, ale faktem jest, że sława pustelnika Kevina rosła i przyciągała kolejnych pobożnych ludzi aż około 570 roku w Glendalough powstał regularny klasztor a Kevin został jego opatem. Skromny budynek na poniższym zdjęciu jest najstarszym zabytkiem w Glendalough - zbudowano go w czasach św. Kevina, w VI wieku.
  
Kevin w tym czasie przeniósł się już ze swojej wysłużonej dziupli w lepsze miejsce. W przewodnikach określane jest ono jako Kevin's Bed - łóżko Kevina położone na półce skalnej, około 6 metrów nad taflą jeziora. Legenda mówi, że św. Kevin dożył 120 lat, nie wspomina nic natomiast o reumatyzmie.
  
Glendalough wyrosło na jeden z ważniejszych ośrodków religijnych w Irlandii. Przez 600 lat kwitło i przyciągało wiernych, możnych i pobożnych oraz kolejnych późniejszych świętych. Przez sto lat było nawet jedną z ważniejszych diecezji prowincji Leinster. Wielu mnichów czując zmierzch życia zmierzało do Glendalough aby tam dokonać żywota.
  
We wczesnym średniowieczu irlandzkie klasztory stanowiły odpowiednik miast w Europie kontynentalnej. To właśnie klasztory były celem łupieckich wypraw Wikingów i dlatego również w Glendalough stanęła jedna ze słynnych irlandzkich okrągłych wież. 30 metrowa wieża, którą dziś można oglądać pochodzi z X wieku. Kamienny dach zrekonstruowano w 1876 roku z oryginalnych kamieni, które wpadły do środka wieży i przeleżały tam kilkaset lat. Wejście do wieży znajduje się na wysokości 4 metrów.
         
Glendalough było plądrowane i palone kilka razy - najpierw Wikingowie, potem Normanowie, wreszcie Anglicy, którzy w roku 1398 położyli kres świetności klasztoru. Pielgrzymki jednak trwały przez kolejne stulecia nawet pomimo zamknięcia wszystkich klasztorów w Irlandii przez króla Henryka VIII.
  
Dzisiejsze Glendalough to tylko znikoma część historii tego miejsca. Przestrzeń zajęta przez setki grobów z kilku stuleci, jedną okrągłą wieżę i ruiny siedmiu kościołów była kiedyś tętniącym życiem średniowiecznym miastem, gdzie obok świętych ludzi mieszkała cała rzesza świeckich. Pomiędzy zabudowaniami klasztornymi stało skryptorium, gdzie kopiowano księgi, były domy dla pielgrzymów, szpital, budynki gospodarcze, zagrody dla zwierząt, chaty wieśniaków i rzemieślnicy wszelkiego rodzaju.
  
Mimo tłumów turystów, którzy w sezonie odwiedzają Glendalough, to miejsce pozostało cichym i uroczym zakątkiem ukrytym pomiędzy dwoma jeziorami i kilkoma górami.
  
Glendalough znajduje się w obrębie Parku Narodowego Gór Wicklow. W pobliżu jezior wytyczono około dziesięciu pieszych szlaków, wszystkie są krótkie i dość łatwe, w sam raz żeby urozmaicić piknik nad jeziorem.  

28.12.2011

Muzeum pod gołym niebem - An Rath Mhór

Kościół w Rathmore zbudował w XV wieku Sir Thomas Plunkett, właściciel dużej części hrabstwa Meath. Ruin tej budowli na próżno szukać w przewodnikach. A czy warto poświęcić czas na obejrzenie jej z bliska - oceńcie sami.  
  
Zardzewiały znak stoi tuż przy N51 między Athboy a Navan. To jedyna informacja w okolicy o tym ciekawym muzeum. Kilkaset metrów od drogi pośrodku pastwiska leżą ruiny średniowiecznego kościoła. Należy tam się udać. 
  
Metalowa zardzewiała brama wejściowa zabezpieczona jest jedynie łańcuchem bez żadnej kłódki - oznacza to, że można swobodnie wejść do wewnątrz. Ten rodzaj zamknięcia ma powstrzymać tylko zwierzęta. 
  
Kilka słów wyrzeźbionych na kamiennej tablicy wmurowanej w ścianę przy wejściu. Trudno jest to przeczytać, bo czcionka zabytkowa a język też stary. 

"Witamy w muzeum An Rath Mhór. Czynne całą dobę. Wstęp wolny. Niczego tu nie zostawiaj, a zabierz tylko wspomnienia. Uważaj na głowę".
  
Wewnątrz ruin kościoła znajdują się eksponaty pochodzące z XV wieku i późniejsze. Są dobrze przymocowane do ścian lub podłogi jak ten na przykład bardzo rzadki przykład labiryntu wyrzeźbionego w kamieniu.  
  
Dwa nagrobki z XVIII wieku splecione w pożegnalnym uścisku - ta instalacja powstała dzięki korzeniom drzewa, które wyrosło pomiędzy grobami.  
  
W dolnej części jednej z wież stoi grobowiec fundatora - Sir Thomasa Plunketta i jego żony Marion Cruise. Pod stopami szlachcica leży kamienny pies symbolizujący wierność a obok niego małżonka złożona kamiennym snem. Z tej rzeźby została właściwie tylko suknia. 
  
Po przeciwnej stronie stoi świetnie zachowana wieża dzwonnicy z bardzo nietypowym dachem. Ułożony jest z płaskich kamieni w sposób zabezpieczający przed przeciekaniem. Tą samą metodą zbudowane są neolityczne grobowce korytarzowe oraz Oratorium Galarusa, które przedstawiłem niedawno. 
  
Pośród innych ciekawych eksponatów jest kamienna rzeźbiona misa, służąca do mycia rąk i naczyń liturgicznych (piscina), ołtarz z kilkoma ocalałymi rzeźbieniami, oraz kamienne siedzenia (sedeliadla trzech księży. Są też pozostałości po wysokiej drewnianej galerii, która była przeznaczona dla rodziny Plunkettów i ich gości. Są jeszcze dwie wieże i trzy wstęgi kamiennych schodów prowadzących na górne poziomy. Najciekawszy natomiast obiekt znajduje się na ziemi, pośrodku ruin.
  
To niesłychanie rzadka ośmioboczna, bogato rzeźbiona podstawa z jednego kawałka granitu, w której umieszczony był drewniany krzyż. Na każdej ścianie widnieją sylwetki ludzi. Kogo przedstawiają - tego można się jedynie domyślać, ponieważ dodatkowych informacji na ten temat brak. 
  
Na krótką wirtualną wycieczkę po muzeum An Rath Mhór zapraszam tutaj
 
Zobacz również:

5.10.2011

Zagadka średniowiecznej syrenki

Ruiny średniowiecznych budowli kryją w sobie wiele tajemnic. Za jedną z nich uważam wizerunki syren wyrzeźbione na ścianach męskich klasztorów i katolickich katedr w Irlandii. Syreny - pochodzące z mitycznego świata pół-kobiety, pół-ryby - swoim błyszczącym, wygłaskanym przez setki lat i tysiące dłoni kamiennym biustem przestrzegają przed pokusami rzeczywistego świata.  
  syrena w katedrze Św. Brendana, Clonfert 
Półnaga syrenka stała się symbolem pokus czyhających na irlandzkich wieśniaków i rybaków. Jej dodatkowe atrybuty - zwierciadło i grzebień przypominały z kolei żonom wieśniaków i rybaków aby nie popadły w próżność. Dlaczego akurat syrena? Czyżby mitologiczne syreny uwodzące swoim śpiewem marynarzy rzeczywiście odwiedzały Irlandię otoczoną samymi morzami?  
  syrena w opactwie Kilcooly
Jedna z legend mówi, że czasem syrena porzucała swój ogon i przybierała kobiecą postać by zamieszkać z mężczyzną. Na tej legendzie opiera się irlandzki film ONDINE, gdzie Alicja Bachleda-Curuś udając syrenę chroni się pod mężnym ramieniem rybaka Colina Farrella przed ścigającym ją kochankiem. Czyżby zagrożenie ze strony syren było w Irlandii tak realne, że średniowieczny kościół musiał przed nimi przestrzegać umieszczając ich wizerunki tuż obok ołtarza lub głównego wejścia do kościoła? 
  syrena w klasztorze Św. Marii, Clontuskert
Niektóre rzeźby irlandzkich syren zachowały się w dość dobrym stanie ponieważ są chronione dachem. Jednak większość ruin w Irlandii jest pozbawiona dachu, tam wiatr i deszcz powoli zmywa wszystkie średniowieczne rzeźby. Po kilkuset latach wszystkie efekty pracy rzeźbiarzy z XV wieku znikają. 

Dowiedziałem się, że jest syrenka, która w ten właśnie sposób znika, więc postanowiłem ją odnaleźć i ocalić od zapomnienia. W tym celu pojechałem na zamek Kilkea, który jest zamknięty dla pospólstwa, prywatny i strzeżony przez kamery CCTV. Objechałem dwa razy cały teren zamku w poszukiwaniu jakiejś otwartej bramy, po czym wybrałem ustronne miejsce, przelazłem przez kamienny mur i przedarłem się w pobliże surowego zamczyska. 
  
Pierwszą osobą, na którą się natknąłem był pan siedzący okrakiem na kosiarce. Na mój widok wyłączył silnik. Wymieniliśmy uprzejmości pogodowe po czym przedstawiłem mu się jako poszukiwacz średniowiecznych syrenek. On przedstawił się jako właściciel zamku Kilkea. Przeprosiłem za nielegalne wtargnięcie na teren jego posesji ale on najwyraźniej uznał mnie za niegroźnego intruza, bo machnął na to ręką i wskazał na krzaki, w które miałem się zagłębić aby znaleźć swoją syrenkę. Na odchodne zawołał, że gdyby mnie złapali ochroniarze, to mam się powołać na niego. Odgarnąłem chaszcze i wszedłem na teren bardzo starego cmentarza.  
  
Pośród wysokich traw i oplatających wszystko bluszczy miałem odnaleźć kamienną syrenkę. Z ruin dawnego kościoła zostały resztki dwóch ścian, obszukałem je dokładnie ale oprócz kamiennego psa z ludzką głową nie znalazłem niczego godnego uwagi. Te ruiny były całkowicie zdominowane przez roślinność.  
  Kamień z rzeźbą syreny w ruinach kościoła na terenie zamku Kilkea
Kamień z syrenką minąłem już wcześniej i nawet zrobiłem mu zdjęcie, ale dopiero później pod innym kątem zobaczyłem nagie włosy i długi biust. Odgarnąłem liście i zobaczyłem całą resztę irlandzkiej syrenki czyli zwierciadło i grzebień. 
  syrena w ruinach kościoła na terenie zamku Kilkea
Szkoda, że nie można zabrać takiej syrenki ze sobą. Kolejne dzieło anonimowego średniowiecznego rzeźbiarza zniknie za jakiś czas. Kolejna irlandzka syrenka odpłynie w siną dal.    

Zobacz również: Sheela-na-Gig - naga wiedźma na kościelnym murze.

13.09.2011

Zagadka starego opactwa

W Irlandii znajdują się pozostałości ponad 1200 średniowiecznych klasztorów. Skąd taka ogromna liczba na tej małej i raczej słabo zaludnionej wyspie? Czym się różni klasztor od opactwa, a czym abbey od priory a czym od friary? Dlaczego prawie wszystkie klasztory są w ruinie? Takie pytania dziś stawiam, by na nie zaraz odpowiedzieć. Zagadka może się przerodzić w krótką historię chrześcijaństwa w Irlandii, więc z góry ostrzegam :) 
  Sligo Dominican Friary
Irlandia została ochrzczona tak dawno temu, że wtedy nie istniał tu jeszcze żaden język, w którym można by te czasy opisać. Nawet z czasów św. Patryka nie zachowały się żadne irlandzkie historyczne pisma. Zachowały się natomiast ustne przekazy, inskrypcje w języku ogham i ruiny klasztorów. Wkrótce po okresie działalności św. Patryka, w V wieku, świeżo ochrzczeni Celtowie zaczęli skupiać się wokół nowo tworzonych małych klasztorów chrześcijańskich, które wyrastały w całej Irlandii. W międzyczasie na sąsiednią wyspę - Brytanię najechała rzesza zatwardziałych pogan - Anglów, Sasów i Jutów. Chrześcijaństwo w Brytanii zostało przez nich zepchnięte na północ, do Walli i dalej do Szkocji, krainy Piktów. Tym samym Irlandia została całkowicie odcięta od kontynentu, od Rzymu i papieża. W tych odizolowanych warunkach przez ponad 200 lat funkcjonował całkowicie odrębny chrześcijański kościół - kościół iryjski. 
  Mellifont Cistercian Abbey
Kościół iryjski (albo iroszkocki) istniał zupełnie samodzielnie, bez żadnych kontaktów z papieżem i jego kolejnymi dekretami. W Irlandii powstały opactwa typowe tylko dla tego kraju na krańcu Europy, obowiązywały tu zupełnie inne reguły zakonne, a irlandzki opat miał większą władzę niż europejski biskup. Dwa wieki później, po ponownym nawiązaniu kontaktów z Rzymem, okazało się, że różnica w dacie najważniejszego chrześcijańskiego święta - Wielkanocy - to prawie miesiąc (miesiąc)
  Kells Augustinian Priory
Kościołem iryjskim starali się z całą mocą zarządzać kolejni następcy św. Patryka (comharba Phadraig) jednak przez te dwa wieki nie udało im się ponownie nawiązać stałych relacji z centralą w Rzymie. W tych nietypowych okolicznościach wytworzyła się całkiem nowa liturgia zawierająca więcej elementów ludycznych zrozumiałych dla prostych ludzi, powstały niespotykane nigdzie indziej celtyckie krzyże ilustrujące sceny z Pisma świętego, powstały inne od kontynentalnych klasztory, w których obok siebie mieszkali pobożni mnisi i pobożne mniszki.    
  Holycross Cistercian Abbey
W Irlandii nie było wtedy żadnych większych ośrodków miejskich, dopiero klasztory i opactwa stały się zaczątkiem większych skupisk ludzkich. Ludzie woleli się osiedlać wokół klasztorów, bo tak było wygodniej. W klasztorach mieszkali ludzie umiejący czytać i pisać, byli mądrzy i potrafili rozstrzygać spory. Byli szanowanymi sługami bożymi i najwięcej wiedzieli o nowej religii. Wczesnośredniowieczne miasta zbudowane wokół jednego kamiennego kościoła istnieją do dziś i mają się dobrze. Dobrym przykładem jest Kells, skąd pochodzi słynna księga.       
  Castledermot Franciscan Priory
Średniowieczne klasztory w Irlandii były bardzo ważnymi ośrodkami edukacyjnymi. Tu mieszkali ludzie znający łacinę, czyli język nowej religii chrześcijańskiej. Umieli w tym języku zapisywać więcej niż tylko inskrypcje nagrobne w języku ogham znane celtyckim druidom. Mnisi w klasztorach przejęli rolę druidów. Do założenia kolejnego klasztoru potrzeba było tylko 12 mnichów, więc liczba iryjskich klasztorów wciąż rosła.  
  Jerpoint Cistercian Abbey
W tych klasztorach przez kolejne stulecia kopiowane były pracowicie kolejne księgi, tu dojrzewała sztuka ilustrowania ksiąg czterema kolorami, tu kształcili się misjonarze, którzy wyruszali z Irlandii, aby ewangelizować pozostałe ludy Europy nękanej wciąż najazdami germańskich barbarzyńców. Do Polski mnisi z Irlandii dotarli na długo przed świętym Wojciechem.
  Jerpoint Cistercian Abbey
W IX wieku w Irlandii pojawili się waleczni Wikingowie. Ich celem początkowo był rabunek, więc zaczęli odwiedzać przede wszystkim klasztory, gdzie skarbów było najwięcej. Irlandzcy mnisi zbudowali wtedy wysokie okrągłe wieże, żeby przed Wikingami móc się zawczasu w nich schować. Wikingowie zbudowali potem kilka miast, w tym Dublin i w końcu postanowili w Irlandii zostać na stałe. Pamiątką po tym okresie są słynne okrągłe wieże rozsiane po całym kraju oraz skarby w muzeach - te ocalałe w Dublinie i te skradzione - w Oslo. 
  Bective Cistercian Abbey
W XII wieku najwięcej klasztorów w Irlandii posiadał zakon Cystersów. Były to najważniejsze wówczas w kraju ośrodki nauki, sztuki, kultury, medycyny, rzemiosła i rolnictwa. W wieku XIII powstały prawie jednocześnie powstały trzy nowe zakony: Franciszkanów, Dominikanów i Augustianów, był to też szczytowy wiek rozkwitu klasztorów w Irlandii. 
  
Najważniejsze klasztory nosiły miano abbey. Opactwem zarządzał opat a jego władza była absolutna. Opactwu abbey podlegały klasztory priory - podrzędne rangą, zależne od opata chociaż czasem nie mniej okazałe. Zarówno abbey jak i priory miały grunty, zwierzęta, uprawy, czasem olbrzymie tereny. Wieśniacy, którzy mieszkali na okolicznych terenach byli zarówno parafianami jak i pracownikami na klasztornych farmach i polach.   
  Ross Errilly Franciscan Friary
Natomiast klasztory zwane friary były miejscami, gdzie mieszkali mnisi z zakonów medytacyjnych. Franciszkanie, Augustianie, Dominikanie ślubując ubóstwo nie mogli posiadać żadnych ziem, zwierząt ani bogactw. Żyli z tego co sami dostali, poświęcając czas na modlitwę i medytację. W murach tych klasztorów mieszkali nie zakonnicy, tylko bracia (friars). Z dzisiejszego punktu widzenia ruiny klasztorów typu abbey, priory i friary nie różnią się wiele między sobą. 
  Kilcooly Cistercian Abbey
W połowie XVI wieku król Henryk VIII, władca Anglii i Irlandii poróżnił się z papieżem i sam siebie ogłosił głową kościoła. Jednocześnie wydał edykt rozwiązujący wszystkie istniejące klasztory w Anglii, Walii i Irlandii (Dissolution of the Monasteries). Klasztory angielskie i walijskie przestały istnieć z dnia na dzień, w Irlandii wyglądało to nieco inaczej. Zakonnicy z zamykanych klasztorów irlandzkich przenosili się dalej na zachód, gdzie faktyczna władza króla był mniejsza a klasztory wciąż funkcjonowały z powodzeniem aż do połowy XVII wieku. Najazd wojsk Olivera Cromwella brutalnie zakończył działalność ostatnich klasztorów w Irlandii.  
  Sligo Dominican Friary
Wiele klasztorów zostało wtedy zajętych jako koszary dla wojska. Cromwell lubił powiadać, że dopóki religia katolicka będzie istniała, dopóty nie będzie w Irlandii pokoju. Te słowa starał się wprowadzać w czyn. Od jego czasów irlandzkie klasztory i opactwa zaczęły popadać w ruinę.  
  Mural z Belfastu
Z czasem pozbawione dachów kościoły i klasztory zaczęły zamieniać się w cmentarze. Pod dawną posadzką grzebano ludzi związanych z danym miejscem - opatów, fundatorów, dobroczyńców, zakonników, przyszłych świętych.  
  Fore Benedictian Abbey 
Dziś większość opactw sprzed kilkuset lat leży gdzieś pośród łąk i pastwisk, z dala od głównych dróg i miast. Czasem porasta je bluszcz, czasem widać świeże kwiaty. Przyciągają swoim ogromem, surowością i kamienną ciszą. Każde ma swoją niepowtarzalną historię. Każde jest zagadkowe. Tajemnicze.