Pokazywanie postów oznaczonych etykietą epoka żelaza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą epoka żelaza. Pokaż wszystkie posty

16.12.2012

W kamiennym forcie Cahergal

Kamienne forty potrafią zaskoczyć kiedy widzi się je po raz pierwszy. Kawałek trawy otoczony wokół grubym na kilka metrów murem ułożonym z samych kamieni, bez żadnej zaprawy. Nie wiadomo po co, nie wiadomo gdzie, biletów nikt nie sprzedaje. 




Kamień jest powszechnym budulcem w Irlandii, dlatego wszystkie zabytki, które tu warto zobaczyć są zbudowane z kamieni. Forty tego typu jak Cahergal Stone Fort powstawały tu już od epoki żelaza, około 2500 lat temu. Podstawową ich funkcją było ochronić swoich ludzi przed innymi ludźmi. 

Wysoki kamienny mur stanowił wystarczającą barierę w tamtych czasach. Jedynego wejścia mogło w razie potrzeby bronić kilku uzbrojonych wojowników. 



Kamienne schody umożliwiały wejście na szczyt murów i obserwację terenu oraz zbliżającego się zagrożenia. 



W kamiennych fortach mieszkali ludzie związani więzami krwi. Takie wielopokoleniowe wioski. W obrębie murów stały chaty, niektóre drewniane a inne kamienne. Najczęściej kryte słomą czyli drugim po kamieniach powszechnie dostępnym krajowym materiałem.   




Po tych ludziach i ich losach nie pozostało wiele śladów. Skorupy naczyń, ozdoby, kości i zgliszcza. Po wizycie archeologów, którzy zabrali wszystko co nie było kamiennym murem - zostały same kamienne mury. 




Raz na jakiś czas wjedzie tu kosiarka (owcom wstęp wzbroniony). Raz na jakiś czas przywożę do kamiennych fortów turystów z różnych krajów. Każdy bez wyjątku włazi na kamienne mury. Każdy bez wyjątku dotyka, pyta, robi zdjęcia, rozgląda się wokół i nie może wyjść z zadziwienia.  










Z tego, co odkryli archeolodzy - Cahergal nie był fortem mieszkalnym. Prawdopodobnie odbywały się tu jakieś ważne ceremonie, dla okolicznych mieszkańców żyjących w podobnych kamiennych wioskach. W środku fortu w ziemię wbity był drewniany pal podtrzymujący dach. Słomiana kopuła kryła tajemnice, których dziś nie można rozwiązać. Można się tylko domyślać.   



Domyślam się, że ludzie budujący Cahergal Stone Fort umieli układać kamienie tak, żeby się szybko nie zawaliły. Domyślam się, że nauczyli się tej sztuki od swoich ojców, dziadów i pradziadów. Domyślam się, że byli prawdziwymi mistrzami w układaniu kamieni.   

Jeśli kiedyś będziecie w kamiennym irlandzkim forcie, to polecam wziąć do ręki jeden z kamieni, potrzymać go przez chwilę i odłożyć na miejsce. 







1.09.2011

Wyspy Aran - fort Dun Dubhchathair

Czwarty i ostatni kamienny fort na irlandzkiej wyspie Inishmore pochodzący z epoki żelaza położony jest na wysuniętym w ocean klifie. To wymarzone miejsce dla celtoświrów, ponieważ: 

1. nie da się tu normalnie trafić 
2. nie ma tu żadnego zasięgu 
3. czas stoi w miejscu
4. nikogo tu nie ma poza celtoświrami

  
Zbliżałem się do fortu Dun Dubhchathair (wym. duuhaher) po jakiejś godzinie przełażenia przez kamienne murki, raz mnie gonił biały kozioł, dwa razy czarny, a z pięć razy sam musiałem straszyć mewy, które mnie atakowały broniąc swoich gniazd, o których nie miałem zielonego pojęcia. 
  
Wejście do fortu było tylko jedno - po lewej stronie urwisko, po prawej mur. Mniej więcej metr do przejścia. Pozdrowiłem ludzi, którzy siedzieli na trawie obok, (chyba postanowili dalej nie ryzykować) i przedostałem się na teren fortu leżącego na końcu Europy.
  
Fort Dun Dubhchathair zwany jest również Czarnym Fortem. Zastanawiałem się przez cały czas nad tą nazwą, myślałem o tym również dużo później. Teraz już chyba wiem skąd wzięła się ta nazwa. 
  
Ze szczytu klifu Czarnego Fortu nie widać kompletnie nic :) 
  
Natomiast w środku kamiennego wału o szerokości kilku metrów widnieje tajemnicze przejście. Postawiłem tam swoją butelkę z wodą dla pokazania skali, człowiek tam się nie zmieści, więc tego korytarza nie zbadałem.
  
Na terenie Dun Dubhchathair znajdują się fundamenty prawdziwych chałup w których mieszkali ludzie przed 2500 lat... Dobrze, że tu jest tak trudno trafić, przez to Czarny Fort jest miejscem magicznym, gdzie czas stoi w miejscu.

30.08.2011

Wyspy Aran - fort Dun Eoghanachta

Fort Dun Eoghanachta (wym. oonahta) położony jest daleko na północ od centrum wyspy więc mało kto tu zagląda. I bardzo dobrze. 
  
Nieco większy od Dun Eochla ten kamienny fort został dokładnie zbadany przez archeologów dopiero 25 lat temu. Znaleźli tu przedmioty pozostawione w epoce żelaza.
  
Okazało się, że w tym oderwanym miejscu mam pełen zasięg w telefonie więc zadzwoniłem do kilku osób. Przekonałem się, że nie mogę tego miejsca właściwie im opisać, tu trzeba po prostu się znaleźć.
  
Ciekawostką okazała się pobliska chatka z kamieni zwana clochan (kamienny ul). Widziałem już wiele z nich ale ta chyba była najmniejsza. Myślę, że ma najwyżej 25 lat. Wtedy byli tu ci archeologowie :)  Myślę, że ustawili ten domek dla hecy...
 

20.08.2011

Wyspy Aran - fort Dun Eochla

W czasach kiedy powstawały kamienne forty na Aranach nie było tylko tych białych domów w tle. Poza tym wszystko tu wygląda jak 2500 lat temu.
Fort Dun Eochla (wym. oohala) jest pięknie zachowanym fortem pierścieniowym. Otaczał kilka chałup zbudowanych z kamieni, był odpowiednikiem małej wioski. 
  
Kamienne mury zbudowane z luźnych wapiennych kamieni stoją jak stały przed wiekami. 
  
Fort Dun Eochla znajduje się niedaleko latarni morskiej, którą zamknięto około 100 lat temu, ponieważ zbudowana została na samym środku wyspy. Przez ten drobny szczegół nie można było dobrze oszacować odległości i mnóstwo statków rozbiło się o klify.  
  
Fort łatwo znaleźć, bo jest tuż obok latarni widocznej z prawie całej wyspy.
  
Trawa w forcie nie jest koszona, bo nie ma tu żadnej regularnej ścieżki, którą można by wprowadzić jakąkolwiek maszynę. Daje to dodatkowy posmak autentyczności.
  
Siedząc na krawędzi muru kamiennego fortu obok nieczynnej latarni można obserwować jak kolejne promy przywożą kolejnych turystów na Inishmore.

1.08.2011

Wyspy Aran - fort Dun Aengus

Zbudowany nad urwiskiem klifu wyspy Inishmore fort Dún Aonghasa przedstawiam najpierw przy pomocy widokówki z Aranów, którą sobie stamtąd przywiozłem.
  
Forteca zbudowana w tym miejscu miała pewnie znaczenie obronne. Nie ustalono tylko przed czym albo kim Celtowie mogli się tu bronić. Widoki za to mieli świetne. 
  
Dużo wskazuje na rytualne przeznaczenie Dún Aonghasa. Znalezione tu przedmioty świadczą też o tym, że fort był zamieszkany aż do X wieku. 
  
To najpopularniejsze miejsce na całych Aranach. Dlatego warto tu zajrzeć po południu, kiedy odpłyną już ostatnie promy. Latem to miejsce zamykane jest o 19.00. 
  
Ściany w najwyższym miejscu osiągają wysokość 6 metrów. Zbudowane są metodą "dry stone" czyli bez żadnej zaprawy. Wzmocnienia dodane współcześnie łatwo odróżnić - właśnie po obecności zaprawy.     
  
Ładna szeroka ścieżka prowadzi z miejsca, gdzie się zostawia rowery albo wysiada z busa. Jest taka szeroka, aby mogły się spokojnie minąć grupy turystów z Japonii, Kanady i Australii. To najpopularniejszy kamienny fort na Aranach. Do pozostałych sześciu dostać się jest nieco trudniej ale za to są za darmo.  
 

3.04.2011

Wyjątkowo ładny głaz - Castlegrange Stone

Kiedy zobaczyłem kamień w Castlegrange mogłem powtórzyć za Osłem ze Shreka: „Podoba mi się ten głaz. To naprawdę bardzo ładny głaz”.
  
Ten nieduży kamień został pięknie ozdobiony przez Celtów około 200 lat przed naszą erą. Nie wiadomo w jakim celu ozdobiono ten głaz. Mógł być wykorzystywany w celach rytualnych, albo był po prostu dziełem ówczesnej sztuki - sztuki rzeźbienia w kamieniu.
  
Ten styl dekorowania kamieni ma swoją nazwę - to styl lateński, od miejscowości La Tene w obecnej Szwajcarii, gdzie już 500 lat p.n.e. mieszkali Celtowie. W Irlandii pozostało pięć podobnych kamieni, z których za najpiękniejszy uchodzi ponoć kamień w Turoe. Nie mogłem w pełni docenić jego urody, ponieważ obecnie został zamknięty w szopie i dostęp do niego jest ograniczony. 

23.05.2010

Wyspa Achill

Wyspa Achill (wym. akil) w hrabstwie Mayo leży za zachodnim wybrzeżu Irlandii na Oceanie Atlantyckim. Do odkrycia tego, co kryje ten „najlepiej strzeżony sekret zachodniej Irlandii” potrzeba co najmniej dwóch dni jako, że to największa irlandzka wyspa. Jeszcze jeden dodatkowy dzień może się przydać ze względu na zmienną pogodę. W deszczu można oglądać ruiny, łowić ryby, spać lub siedzieć w jednym z wiejskich pubów i ładować baterie (do aparatu), a przy lepszej pogodzie – jeździć konno, korzystać z pięciu wielkich czystych piaskowych plaż atlantyckich, robić zdjęcia lub wspinać się na jedne z największych w Europie klify.
  
Turystycznie Achill to swoisty holidaymaker, bo przy małej w sumie powierzchni (22 km długości) wysepka proponuje bardzo wiele. Z jednej strony lazurowe plaże, a kilkaset metrów dalej wspinaczka na wysokie klify. Wycieczki rowerowe, konne, piesze, wędkowanie, jaskinie, surfing i latanie na desce ze spadochronem. Bardzo łatwo jest tu o zakwaterowanie, w zależności od preferencji i zasobności portfela można wybrać jeden z bardzo wielu pensjonatów B&B (25-35 e za osobę), jedno z dwóch pól namiotowych tuż przy plażach (16 e za duży namiot lub przyczepę), lub któryś z trzech hosteli (15 e za osobę w kilkuosobowym pokoju). My wybraliśmy dziki biwak, chmury nad nami były straszne więc tak było weselej.
  
Ostatni weekend spędziłem na Achill ze wspaniałymi ludźmi poznanymi właśnie przez tego bloga. Mam nadzieję, że będziemy wkrótce zwiedzać kolejne miejsca, może królewskie hrabstwo Meath? W chwili gdy piszę te słowa oni jeszcze śpią a ja siedzę z laptopem na plaży w Keem na zachodnim końcu Achill, gdzie droga się kończy pomiędzy dwoma zachmurzonymi wzgórzami i patrzę na Ocean Atlantycki. Sam wstałem wcześniej obudzony przez stado owiec. Poderwałem się, bo samochodem gwałtownie zatrzęsło i już myślałem, że znowu ktoś zakłada mi blokadę na koła. Potem nie mogłem już zasnąć, bo było zbyt jasno. Oto nasza poranna Keem Bay, dalej na zachód można tylko pieszo i bardzo pod górę. Po drugiej stronie wznoszą się Croaghaun - najwyższe w Irlandii klify (668 m).
  
Wyspa Achill połączona jest z lądem krótkim, 200 metrowym mostem. Kiedyś to był most zwodzony, co można zobaczyć na starych fotografiach w pubie Masterson's na północnym skraju wyspy.
  
Za mostem widać zamgloną wyspę Achill. W pierwszym i jedynym tu supermarkecie można uzupełnić zapasy, również polskie produkty są tu dostępne. Pierwsza wioska na wyspie - Achill Sound - jest typowa, bardzo podobnych jest tu jeszcze kilka. B&B, puby, stacja benzynowa, sklep. Żeby zobaczyć coś więcej trzeba w tych wioskach tylko uzupełniać kawę, baterie i wysyłać kartki. Poza tym brać rowery, peleryny od deszczu i dobre buty. Wybraliśmy kilka galonów benzyny, buty i jabłka.
  
Za Achill Sound w lewo zaczyna się Atlantic Drive – wąska szosa prowadząca południowym brzegiem wyspy. Stara wieża legendarnej Królowej Piratów (pewnie tyle miała wspólnego z piratami, co piraci z kupowaniem płyt), nudne widoki na owcze pastwiska po prawej oraz urwiska po lewej, gdzie sztormy zdziesiątkowały Hiszpańską Armadę szykującą się do ataku na Anglię pod koniec XVI wieku. Tu właśnie zatrzymała się hiszpańska inwazja, rozpędzona po odkryciu Ameryki. Czy Anglia mnie słyszy?
  
Trasa Atlantic Drive wznosi się jeszcze wyżej na klify i wcięte zatoki, na których stromych zboczach pasą się jak zwykle owce. Czasem nie wiadomo, jak się znalazły tam na dole, beczą tak bezradnie, ale nie ratujemy ich, z głodu nie zdechną a woda sama się znajdzie... Droga jeszcze bardziej wznosi się...


  

... a potem stromo opada dochodząc do przeczystej plaży.
  
Wszystkie pięć plaż na Achill ma symbol Blue Flag czyli są czyste, przyjazne dla środowiska, wyposażone w toalety i przez dwa miesiące w roku jest na nich ratownik.
  
Nad bezpieczeństwem kąpiących się na niebieskich plażach w pozostałych dziesięciu miesiącach bez ratowników czuwają płaszczki, ośmiornice, rekiny i jadowite meduzy.
  
Kamienne wybrzeża to królestwa glonów...

..oraz ślimaków, które pożerając wapienne skały Achill tworzą w nich miniaturowe kratery i tym samym uzupełniają magazyny swoich skorupek, zabieranych potem przez turystów do domu na pamiątkę.
 

Od Keel do Keem prowadzi droga Keem Way wspinająca się jeszcze wyżej do 200 m. n.p.o. i opadająca ostrymi zakrętami do najdalej wysuniętego na zachód fragmentu wyspy. Tu właśnie należy jechać prawą stroną abo chociaż środkiem drogi.
  
Architektura wyspy jest jednolita. Niskie domki pomalowane na biało, często z jedną ścianą wyłożoną kamieniem. W niektórych można napić się porannej kawy i zjeść śniadanko.
  
Najwyższa góra na wyspie - Slievemore - wznosi się prawie na 670 m. n.p.o. To są własnie te słynne klify, ponad trzykrotnie wyższe niż Mohery i podobno najwyższe w Europie. Nikomu z nas nie udało się zobaczyć ich nawet z daleka, a podchodziliśmy kilka razy z różnych stron. Szczyt Slievemore nieustannie zakrywały chmury. Swoją drogą - sprawdziłem pocztówki w sklepie. Same stare zdjęcia i to z czystym niebieskim niebem. I żadnych klifów na tych pocztówkach. Tak jakby te najwyższe klify w ogóle nie dawały się sfotografować. Albo tam na tej górze pokrytej chmurami padają wszystkie baterie...
  
Na południowym zboczu Slievemore leży dziwna wioska, Deserted Village, w której nikt już nie mieszka. Ostatni mieszkańcy tej opuszczonej wsi wyprowadzili się ponad 150 lat temu, w 1845 roku w okresie Wielkiego Głodu. We wspomnianym wcześniej pubie Masterson's można na fotkach w sepii zobaczyć te smutne kamienne chaty ze słomianymi dachami w epoce szalejącego Wielkiego Głodu wraz z ich biednymi mieszkańcami w regionalnych strojach z owczych skór. Zaraza ziemniaczana zmusiła tych ludzi do opuszczenia swoich chałup i powędrowania dalej.
  
Tu właśnie przydają się dobre buty, bo wioska ciągnie się przez ok. 3 km. Widzieliśmy turystów, którzy po przeczytaniu tablicy informacyjnej (bardzo szczegółowej - jak rzadko w IRE) wracali od razu do swoich samochodów. Smutny widok nie zachęca do dalszego zwiedzania rzędu 120 takich samych kamiennych domów podzielonych na dwie lub trzy izby, bez kominka i toalety. Domy zbudowane ze zwykłych polnych kamieni, położonych jeden na drugim bez żadnej zaprawy, ocieplenia, wychodka, wody, gazu, prądu, internetu, masakra...
  
Smagani deszczem i słuchając owczego śpiewu na 200 głosów (i każdy był inny) doszliśmy w końcu do ostatniego stanowiska Deserted Village, gdzie archeolodzy odkopują właśnie w torfu roundhouse z epoki brązu. Nie porozmawialiśmy z nimi, oni akurat mieli lunch, my nie mieliśmy parasoli ani peleryn a trochę padało, więc wróciliśmy do swoich samochodów zjeść jabłka, które tu i tak nigdy by nie urosły.
  
Za to zobaczyliśmy po drugiej stronie wyspy to, co pewnie widzieli ludzie pasający swoje owce i mieszkający w tych dwóch odkopywanych obecnie roundhouses mniej więcej w epoce brązu.
  
W innym miejscu wciąż zachmurzonej góry Slievemore znaleźliśmy ślady obrzędowego kręgu druidów sprzed kilku tysięcy lat oraz bardzo wiele śladów owiec. Jednym z tych śladów był pełny szkielet owcy wraz z wełną. Nie została rozszarpana, po prostu co robale dały radę zjeść, to znikło. Nikt tej owcy nie znalazł, nie zakopał, leżała tam sobie i wyglądała jakby po prostu zeszło z niej powietrze. Nie ma grobu - nie ma fotki, he he.
  
Na zakończenie zwiedzania Achill Island warto wjechać samochodem na sam szczyt góry Minaun, znajdującej się mniej więcej pośrodku wyspy. Dookoła masztu telewizyjnego na wysokości 450 metrów n.p.o. rozciąga się widok na wszystkie strony wyspy Achill, zarówno na te, gdzie akurat pada deszcz, jak i te, gdzie świeci słońce.
  
Plaża w Kell ciągnie się przez 4 kilometry, można po niej jeździć wynajętym koniem, albo zejść do jaskini na jej wschodnim krańcu.

 
Mimo, że z mojego opisu i zdjęć może wynikać, że na Achill są tylko chmury i deszcz, to wierzę, że są dni, kiedy może tam być po prostu cudownie. I na pewno tam warto wrócić.
 

_________________________________________
dodano po głębszym namyśle
Najwyższe klify w Europie znajdują się również w hrabstwie Donegal w Irlandii, w Hiszpanii (Vixía Herbeira), w Norwegii (Preikestolen) oraz na Wyspach Owczych (
Cape Enniberg). Zależy gdzie sprawdzać.