19.07.2011

Ślady dinozaura w Irlandii

Na małej wyspie Valentia leżącej na Atlantyku, na zachód od Półwyspu Iveragh (Kerry, Irlandia) znajdują się ślady dinozaura sprzed 385 milionów lat. Są to najstarsze znane nauce ślady w Europie. Podobne są jeszcze w Brazylii i w Australii. Miejsce to zostało odkryte przez młodego adepta geologii w 1993 roku.
  
Za jakiś czas do śladów dinozaura mają prowadzić tabliczki i będzie tu centrum informacyjne dotyczące prehistorii, ale póki co trzeba sobie radzić po irlandzku, czyli pytać miejscowych o drogę do dinozaura. Gdyby ktoś się tam wybierał beze mnie ;) - jadąc od promu w Knighstown należy dojechać do tabliczki kierującej na klify i skręcić w wąską drogę prowadzącą na prawo, potem minąć skręt prowadzący do białej latarni morskiej na cyplu i dojechać do końca drogi. Tam już jest poniższy znak i mały parking. Potem tylko kilkadziesiąt metrów ścieżką w dół do oceanu.
  
Osobnik widoczny na powyższym obrazku zostawił swoje ślady w mokrym błocie które zaschło utrwalając odciski łap tego stwora na zawsze. Wygląda to trochę jakby przerośnięty jamnik przebiegł się po mokrym betonie. Irlandzki dinozaur był w rzeczywistości tetrapodem (tetra - cztery) czyli najwcześniejszą postacią gada, który wyposażony w cztery łapy wylazł z oceanu na suchy ląd. Dopiero dużo później pojawiły się diplodoki, tyranozaury i godzille. 
  
Na widocznej na zdjęciach skalnej platformie widać około 150 śladów na odcinku około 15 metrów. Jest to tuż nad powierzchnią wody, w czasie silniejszej fali ta skała jest zalewana wodą. Skrócona lekcja prehistorii i kilka rysunków prajaszczura dostępne są po angielsku i irlandzku na tablicy informacyjnej. 
   
Trudno wyobrazić sobie te 385 milionów lat wstecz. Dla porównania - Grobla Gigantów powstała 60 milionów lat temu, a klify Moher 320 milionów lat temu. Ślady tetrapoda najlepiej widoczne są rano i wieczorem, kiedy słońce jest nisko. Warto to wziąć pod uwagę podczas wycieczki na wyspę Valentia. 
  

14.07.2011

Ukryty diament - klasztor Kilcooly

Opactwo Kilcooly bardzo szybko znalazło się na szczycie mojej listy irlandzkich ruin wartych zobaczenia. Do tego miejsca nie prowadzi ŻADEN drogowskaz. Ruiny tego XII wiecznego klasztoru leżą na terenie rozległej prywatnej posiadłości rozpoczynającej się żelazną bramą zamykaną na gruby łańcuch. 

Za bramą zaczyna się prawie kilometrowa aleja przez zadbany park. Na jej końcu stoi mały protestancki kościół. Za kościółkiem na chwiejącej się tablicy ktoś napisał: 

ABBEY -> 

Po kolejnych kilkuset metrach zaczyna się pastwisko. Tam właśnie zobaczyłem opactwo Kilcooly zbudowane w 1182 roku dla zakonu cystersów.
   
Minąłem furtkę i rozejrzałem się w poszukiwaniu dzikich zwierząt. Mignął mi tylko jakiś królik, więc zbliżyłem się do ruin. Kłódka była otwarta, ale ciężka krata nie chciała się łatwo poddać. W końcu pod silnym naciskiem ustąpiła i ze skrzypiącą rezygnacją wpuściła mnie do środka. Pierwsza rzecz, która mnie zaskoczyła to dachy. Tu jest pełno dachów! 
  
Opactwo w 1445 roku zostało poważnie zniszczone a potem gruntownie odbudowane. Po roku 1540, kiedy to królewski dekret zamknął wszystkie irlandzkie klasztory, stało jakiś czas bezużyteczne, ale jeszcze w XIX wieku wewnątrz tych murów pewien lord urządził sobie całkiem wygodną rezydencję. To trochę tłumaczy dlaczego w opactwie zachowało się tyle dachów.   
  
Spacerowałem po ruinach jak po zupełnie pustym muzeum przyglądając się licznym detalom, rzeźbionym znakom i figurom. Najbardziej zaskoczyły mnie wizerunki delfina i syrenki z lustrem wyrzeźbione tuż obok sceny ukrzyżowania. Ucieszył mnie też widok 10 apostołów wyrzeźbionych tą sama ręką, którą znałem już z opactwa Jerpoint Abbey. 
  
Powyższy grobowiec pochodzi z roku 1526. Pod nogami kamiennego rycerza z rodu Butler spoczywa na wieki jego wierny kamienny pies. Obok kolejne rzeźby i tablice ze starymi napisami. W głębi wejście do zakrystii - chyba najlepiej zachowanego fragmentu całego klasztoru. Bardzo tam było ciemno, zdjęcia mi nie wyszły (nie używam flesza w muzeach).
  
Strome schody prowadzą na górę do dormitorium, gdzie mnisi udawali się na spoczynek. Po jego wielkości można się zorientować, że klasztor zamieszkany był przez około 30 mnichów. Poza tym zachował się refektarz i kuchnia. Część pomieszczeń jest zamknięta kratą przez OPW. 
  
Jedno z pomieszczeń to parlatorium. Spotkałem się z nim po raz pierwszy. Mnisi, których obowiązywało milczenie mogli w nim po przyzwoleniu opata rozmawiać z osobami przybywającymi do opactwa (parler - mówić). Najwyraźniej to opactwo pełniło ważną społecznie rolę w okolicy.  
  
Z tyłu za klasztorem stoi jeszcze jeden budynek. Dolne piętro wykorzystywano jako stajnie i pokoje gościnne dla odwiedzających. Górne piętro to był szpital. Natomiast dziwny budynek w kształcie ula (zdjęcie powyżej) był wykorzystywany jako gołębnik dostarczający mięsa dla chorych w szpitalu. Z kolei piramida na zdjęciu poniżej mogłaby być rodzajem grobowca ale nie udało mi się znaleźć nawet śladów dawnego wejścia. Jest to pewnie dużo późniejsza struktura, może nawet zbudowana z kamieni pochodzących z ruin. 
  
W tym interesującym i nieźle zachowanym opactwie znalazłem jeszcze jedną ciekawostkę - drzewo rosnące na samym środku cloister. Nigdzie indziej takiego dziwa nie widziałem. Cloister to był rodzaj dziedzińca przeznaczonego do medytacji. Pośrodku rosła trawa a otaczały ją krużganki, gdzie pod arkadami dreptali w kółko zakonnicy.     
  
Podczas badań archeologicznych w Kilcooly odnaleziono dwa oryginalne bardzo stare dzwony, które obecnie wiszą w niedalekim Hollycross Abbey. Być może tu wrócą, kiedy przy wejściu do Kilcooly Abbey zacznie się sprzedawać bilety jak do Jerpoint Abbey. A jeśli tak się nie stanie - to miejsce pozostanie uroczym średniowiecznym diamentem ukrytym w trawie niedaleko Urlingfordu.  
  masoński znak na jednym z filarów Kilcooly Abbey

10.07.2011

Filmy irlandzkie - misjonarze i zakonnicy

Dla zrównoważenia poprzedniego wpisu o niedobrym kościele dziś przedstawiam trzy irlandzkie filmy o tym dobrym. 
  
St. Patrick: The Irish Legend, 2000 (Święty Patryk). Patryk porwany przez irlandzkich piratów ucieka z niewoli aby potem zostać zakonnikiem, wrócić do Irlandii i stać się jej głównym patronem. Najważniejsza z irlandzkich legend w wydaniu filmowym. Magia druidów, cuda św. Patryka i efekty specjalne tworzą w przybliżeniu obraz Irlandii w V wieku. Smaku filmowi dodaje akcent aktorów (Dublin miał powstać dopiero jakieś 400 lat później), a smaczkiem dla filmożerców będzie butcher boy w roli ucznia św. Patryka.      

The Secret of Kells, 2009 (Sekret księgi z Kells). Akcja filmu dzieje się 1200 lat temu, w czasach Wikingów i mnichów tworzących najważniejszą księgę irlandzkiego średniowiecza - Księgę z Kells. Księga jest bogato ilustrowana więc film też jest rysunkowy. Piękna animowana baśń, która otarła się o Oscara, opowiada o najdawniejszych początkach chrześcijaństwa, okrągłych wieżach i piśmie druidów w taki sposób, że może zainteresować zarówno miłośników Irlandii, jak i studentów historii i plastyki, o dzieciach nie wspominając. Warto zwrócić uwagę również na niesamowitą muzykę. 

The Conflict aka Catholics, 1973 (Katolicy). 1200 lat po czasach zakonników rysujących Księgę z Kells, na małą wyspę u zachodnich wybrzeży Irlandii przybywa z Rzymu wysłannik papieża (Martin Sheen). "Inkwizytor" ma za zadanie przywołać mnichów do porządku - jest już wiek XX więc mszę należy odprawiać po angielsku (lub irlandzku) i twarzą do wiernych. Oni natomiast - jak 1200 lat wcześniej - trzymają się starych reguł zostawionych przez św. Patryka i opartych na wierze a nie posłuszeństwu. Pojawia się poważny konflikt. Zachodnie wybrzeże Irlandii w całej krasie.