1.08.2011

Wyspy Aran - fort Dun Aengus

Zbudowany nad urwiskiem klifu wyspy Inishmore fort Dún Aonghasa przedstawiam najpierw przy pomocy widokówki z Aranów, którą sobie stamtąd przywiozłem.
  
Forteca zbudowana w tym miejscu miała pewnie znaczenie obronne. Nie ustalono tylko przed czym albo kim Celtowie mogli się tu bronić. Widoki za to mieli świetne. 
  
Dużo wskazuje na rytualne przeznaczenie Dún Aonghasa. Znalezione tu przedmioty świadczą też o tym, że fort był zamieszkany aż do X wieku. 
  
To najpopularniejsze miejsce na całych Aranach. Dlatego warto tu zajrzeć po południu, kiedy odpłyną już ostatnie promy. Latem to miejsce zamykane jest o 19.00. 
  
Ściany w najwyższym miejscu osiągają wysokość 6 metrów. Zbudowane są metodą "dry stone" czyli bez żadnej zaprawy. Wzmocnienia dodane współcześnie łatwo odróżnić - właśnie po obecności zaprawy.     
  
Ładna szeroka ścieżka prowadzi z miejsca, gdzie się zostawia rowery albo wysiada z busa. Jest taka szeroka, aby mogły się spokojnie minąć grupy turystów z Japonii, Kanady i Australii. To najpopularniejszy kamienny fort na Aranach. Do pozostałych sześciu dostać się jest nieco trudniej ale za to są za darmo.  
 

30.07.2011

Labbacallee - wiedźma na marach

Chyba każdy, kto zagląda na moja stronę wie już czym są irlandzkie dolmeny. Teraz pora na kolejne tutejsze megality zwane „wedge tombs” czyli grobowce galeriowe (klinowe). Są równie stare, pochodzą co najmniej sprzed 4000 lat. Różnią się od dolmenów rodzajem użytego kamienia – zbudowane są z płaskich ciężkich kamieni. Ich kształt jest bardziej regularny, zbliżony do prostokąta. Z moich doświadczeń wynika, że w grobowcu klinowym może się schronić przed deszczem więcej ludzi niż pod dolmenem. Takich megalitów jest w Irlandii ponad 500 a największy z nich ma ponad 10 metrów długości i znajduje się w hrabstwie Cork. 
  
Labbacallee wedge tomb jest naprawdę olbrzymi. To długi kamienny grobowiec przykryty trzema ogromnymi płytami, z których największa waży około 10 ton. Wiek grobowca porównywalny jest z piramidami, więc należałoby sądzić, że tu pochowano kogoś równie ważnego. Może nawet ważniejszego niż faraon. 
  
Przyjechałem do Labbacallee na chwilę przed zmrokiem, światło powoli uciekało. Okazało się, że największy "wedge tomb" w Irlandii stoi tuż przy drodze, więc można go obejrzeć nawet z samochodu. W dodatku tuż obok stoi zwyczajny dom z prawdziwymi i żywymi ludźmi w środku. Nie tego się spodziewałem po tym złowieszczym miejscu! Żeby to sobie jakoś zrekompensować postanowiłem dostać się do środka grobowca. 
  
Mocno wciągając brzuch dostałem się do wnętrza kamiennej komory zbudowanej przed 40 stuleciami, którą zbadano dopiero w 1934 roku. Archeolodzy znaleźli tam szczątki bezgłowej kobiety. Jej czaszka leżała zakopana w ziemi kilka metrów poza grobowcem. Jak tu nie wierzyć w celtyckie legendy? Ja znalazłem tylko kilka zdechłych myszek w gnieździe. Pewnie ich matkę zeżarł kot tych sąsiadów, którzy tu obok postanowili zamieszkać. Naukowcy z różnych krajów nie są pewni kim była ta niewiasta bez głowy, jednak Irlandczycy dobrze wiedzą, czyj to jest grób. Tu właśnie leży stara legendarna irlandzka WIEDŹMA.
  
Wiedźma o imieniu Cailleach była boginią zimy w Irlandii. Jest odpowiedzialna za wszystkie porośnięte porostami skalne urwiska, za wzgórza nazwane na jej cześć, za przedziwne kamienie, które również noszą jej imię. Tradycja przechowuje pamięć o Wiedźmie zarówno w Irlandii jak i w Szkocji. Kto był na Moherach pewnie pamięta, że lewy koniec klifów nosi nazwę Hag's Head - Głowa Wiedźmy. A kto wdrapał się na Loughcrew na pewno usiadł na Hag's Chair - krześle spełniającym życzenia.
  Młody Pendragonik prosi wiedźmę o Playstation :)

Oczywiście grobowiec ten jest dużo starszy niż najstarsze celtyckie legendy. Zbudowano go w czasach, kiedy bogiem i królem było Słońce. Tak jak Newgrange jest ustawione wejściem na wschód - tak otwór do grobowca Labbacallee wychodzi na zachód. I właśnie 21 września, kiedy dzień i noc są równe - zachodzące słońce oświetli wnętrze tego megalitu na jakieś 15 minut. Jak zwykle będą przy tym neopoganie i różni inni ludzie z aparatami fotograficznymi. Kto chce niech też się wybierze. 
 

24.07.2011

Opowieści z krypty - Roscommon

Zamek w Roscommon to jeden z większych zamków na terenie Irlandii. Zbudowany został w XIII wieku na terenie opactwa dominikańskiego zarekwirowanego przez Anglików. Było to pierwsze sto lat angielskiej obecności w Irlandii. Anglo-Normanowie wciąż się tu jeszcze budowali, a Irlandczycy starali się im w tym przeszkadzać. Zamek kilkukrotnie przechodził z rąk do rąk, był oblegany, zdobywany i znowu odbijany. Obecnie jest zamykany na noc, ponieważ podobno w nim straszy...
  
Zamek jest otoczony ze wszystkich stron murami i prowadzi do niego tylko jedna brama, wstęp jest wolny. W każdym z czterech rogów stoją masywne okrągłe baszty, z wysokich murów wyzierają puste okna, a zawalone części zabudowań odsłaniają fundamenty zrobione z ogromnych nieforemnych głazów. Cały środek ruin zajmuje ogromny dziedziniec. Cicho tu, zacisznie i spokojnie. Zamek ostatecznie wysadzili żołnierze Cromwella w 1690 roku. Od tamtej pory nikt już tu nie zamieszkał.
  
Sto lat później angielska administracja zbudowała w centrum Roscommon duże więzienie przeznaczone głównie dla irlandzkich partyzantów zwanych z powodu charakterystycznych strojów "Whiteboys". Ich misją była zbrojna obrona lokalnych farmerów przed niesprawiedliwością możnowładców. Angielska obecność w Irlandii trwała już ponad 500 lat a oni się wciąż buntowali. Oprócz tych "janosikowych" do więzienia trafiali oczywiście złodzieje owiec i zwykli rzezimieszkowie. Częstym wyrokiem był stryczek.

Jednak pewnego dnia pojawił się poważny problem. Na zaplanowaną egzekucję przybyli oczywiście wszyscy skazani oraz liczni mieszkańcy Roscommon, ale zabrakło najważniejszej osoby - pana kata. Wtedy przed szereg skazanych wystąpiła śmiało kobieta i rzekła: "Uwolnijcie mnie, to ich wam wszystkich pięknie powieszę". Była to Lady Betty.

  
Lady Betty trafiła do wiezienia w Roscommon za zabójstwo z zimną krwią. Pewnej nocy zapukał do niej zbłąkany elegancko ubrany wędrowiec i poprosił o nocleg. Lady Betty schronienia oczywiście udzieliła ale potem zasztyletowała swojego śpiącego gościa (podobno robiła to również wcześniej). Przeglądając jego kieszenie w poszukiwaniu spodziewanego łupu odkryła, że oto właśnie zabiła własnego syna, który przepadł bez wieści wiele lat temu. Rwącą włosy z głowy rozhisteryzowaną kobietę doprowadzono do lokalnego konstabla a potem osadzono w Roscommon Jail.

I właśnie w dniu, kiedy zaplanowano jej egzekucję - pan kat nie stawił się do pracy. Lady Betty natychmiast wykorzystała nadarzającą się okazję i aplikowała na jego stanowisko. Ze względu na posiadane doświadczenie i gorący wakat jej oferta została natychmiast przyjęta. Pozostali skazani oczekujący tego dnia na śmierć rozstali się z życiem zgodnie z zaplanowanym grafikiem ku uciesze gawiedzi miasta Roscommon.
  
Lady Betty przykładała się do swoich obowiązków aż nadto. Powiesiła setki ludzi, prowadząc ich makabryczną statystykę - zaznaczała kolejnych wisielców węglem drzewnym na ścianie swego pokoju. Skonstruowała specjalną rampę tuż za swoim oknem na trzecim piętrze więzienia Roscommon - wykonywała wyroki tam, gdzie sama mieszkała. Powieszony dyndał na sznurze ponad całym miastem i jednocześnie kołysał ją do snu.

Z rozkoszą wykonywała też na ulicach miasteczka karę chłosty na niewiernych żonach i pyskatych mężach. Za swoją gorliwość w pozbawianiu życia irlandzkich patriotów otrzymała w końcu ułaskawienie - ciążąca na niej karę śmierci angielski sąd oddalił w 1802 roku. Pięć lat później rozstała się z życiem bez niczyjej pomocy. Lady Betty pełniła rolę kata przez prawie 30 lat.
  
Angielskie więzienie w Roscommon zlikwidowano wraz z odzyskaniem przez Irlandię niepodległości, później budynek odrestaurowano i objęto programem ochrony zabytków. W 1999 premier "celtyckiego tygrysa" Bertie Ahern otworzył w tym miejscu centrum handlowe. W przebudowanych dawnych 36 celach mieści się dziś włoska restauracja, biuro podróży, sklepy z komputerami, butami etc. Jest też kilka apartamentów (na jednym z balkonów widziałem znajomą antenę cyfry + :) Nie był to balkon, gdzie Lady Betty wieszała skazanych, ale dość blisko...
 

Współczesne centrum handlowe jest wyposażone w kamery przemysłowe, więc jeżeli któryś z powieszonych miał zamiar straszyć, to już dawno przeniósł się w ruiny zamku, który jak wspomniałem na początku - jest zamykany na noc. Cicho tam i spokojnie...