30.12.2011

Dolina Glendalough

W dolinie Glendalough byłem wystarczająco dużo razy aby zaryzykować twierdzenie, że tam jest bardzo ładnie o każdej porze roku i przy każdej pogodzie. Nawet kiedy dni są najkrótsze, a słońce w dolinie pojawia się tylko na godzinę. 
  
Glendalough leży niecałą godzinę drogi od Dublina i jest bardzo popularnym celem wielu turystycznych wycieczek. Po pierwsze blisko, po drugie ładnie, po trzecie dziko, po czwarte - historycznie. To jedno z najsłynniejszych wczesnochrześcijańskich miejsc w Irlandii.
  
W tej dolinie pomiędzy dwoma jeziorami (po irlandzku: Gleann Dá Loch) zamieszkał niejaki Kevin, wywodzący się z bogatego irlandzkiego klanu Dál Messin Corb. Urodził się niedługo po śmierci św. Patryka i pobierał nauki u trzech pobożnych mężów, którzy później również zostali świętymi. W takich warunkach kim mógł został Kevin? Oczywiście również świętym. Legenda mówi, że Kevin zamieszkał w dziupli drzewa nad jeziorem.


  
Kevin zaczął w tajemniczy sposób przyciągać do siebie innych ludzi. Legenda wspomina, że lgnące do niego kobiety chłostał po twarzach pokrzywami, a idących w jego ślady mężczyzn rozmieszczał po okolicznych dziuplach. Jak było naprawdę - nie wie nikt, ale faktem jest, że sława pustelnika Kevina rosła i przyciągała kolejnych pobożnych ludzi aż około 570 roku w Glendalough powstał regularny klasztor a Kevin został jego opatem. Skromny budynek na poniższym zdjęciu jest najstarszym zabytkiem w Glendalough - zbudowano go w czasach św. Kevina, w VI wieku.
  
Kevin w tym czasie przeniósł się już ze swojej wysłużonej dziupli w lepsze miejsce. W przewodnikach określane jest ono jako Kevin's Bed - łóżko Kevina położone na półce skalnej, około 6 metrów nad taflą jeziora. Legenda mówi, że św. Kevin dożył 120 lat, nie wspomina nic natomiast o reumatyzmie.
  
Glendalough wyrosło na jeden z ważniejszych ośrodków religijnych w Irlandii. Przez 600 lat kwitło i przyciągało wiernych, możnych i pobożnych oraz kolejnych późniejszych świętych. Przez sto lat było nawet jedną z ważniejszych diecezji prowincji Leinster. Wielu mnichów czując zmierzch życia zmierzało do Glendalough aby tam dokonać żywota.
  
We wczesnym średniowieczu irlandzkie klasztory stanowiły odpowiednik miast w Europie kontynentalnej. To właśnie klasztory były celem łupieckich wypraw Wikingów i dlatego również w Glendalough stanęła jedna ze słynnych irlandzkich okrągłych wież. 30 metrowa wieża, którą dziś można oglądać pochodzi z X wieku. Kamienny dach zrekonstruowano w 1876 roku z oryginalnych kamieni, które wpadły do środka wieży i przeleżały tam kilkaset lat. Wejście do wieży znajduje się na wysokości 4 metrów.
         
Glendalough było plądrowane i palone kilka razy - najpierw Wikingowie, potem Normanowie, wreszcie Anglicy, którzy w roku 1398 położyli kres świetności klasztoru. Pielgrzymki jednak trwały przez kolejne stulecia nawet pomimo zamknięcia wszystkich klasztorów w Irlandii przez króla Henryka VIII.
  
Dzisiejsze Glendalough to tylko znikoma część historii tego miejsca. Przestrzeń zajęta przez setki grobów z kilku stuleci, jedną okrągłą wieżę i ruiny siedmiu kościołów była kiedyś tętniącym życiem średniowiecznym miastem, gdzie obok świętych ludzi mieszkała cała rzesza świeckich. Pomiędzy zabudowaniami klasztornymi stało skryptorium, gdzie kopiowano księgi, były domy dla pielgrzymów, szpital, budynki gospodarcze, zagrody dla zwierząt, chaty wieśniaków i rzemieślnicy wszelkiego rodzaju.
  
Mimo tłumów turystów, którzy w sezonie odwiedzają Glendalough, to miejsce pozostało cichym i uroczym zakątkiem ukrytym pomiędzy dwoma jeziorami i kilkoma górami.
  
Glendalough znajduje się w obrębie Parku Narodowego Gór Wicklow. W pobliżu jezior wytyczono około dziesięciu pieszych szlaków, wszystkie są krótkie i dość łatwe, w sam raz żeby urozmaicić piknik nad jeziorem.  

28.12.2011

Muzeum pod gołym niebem - An Rath Mhór

Kościół w Rathmore zbudował w XV wieku Sir Thomas Plunkett, właściciel dużej części hrabstwa Meath. Ruin tej budowli na próżno szukać w przewodnikach. A czy warto poświęcić czas na obejrzenie jej z bliska - oceńcie sami.  
  
Zardzewiały znak stoi tuż przy N51 między Athboy a Navan. To jedyna informacja w okolicy o tym ciekawym muzeum. Kilkaset metrów od drogi pośrodku pastwiska leżą ruiny średniowiecznego kościoła. Należy tam się udać. 
  
Metalowa zardzewiała brama wejściowa zabezpieczona jest jedynie łańcuchem bez żadnej kłódki - oznacza to, że można swobodnie wejść do wewnątrz. Ten rodzaj zamknięcia ma powstrzymać tylko zwierzęta. 
  
Kilka słów wyrzeźbionych na kamiennej tablicy wmurowanej w ścianę przy wejściu. Trudno jest to przeczytać, bo czcionka zabytkowa a język też stary. 

"Witamy w muzeum An Rath Mhór. Czynne całą dobę. Wstęp wolny. Niczego tu nie zostawiaj, a zabierz tylko wspomnienia. Uważaj na głowę".
  
Wewnątrz ruin kościoła znajdują się eksponaty pochodzące z XV wieku i późniejsze. Są dobrze przymocowane do ścian lub podłogi jak ten na przykład bardzo rzadki przykład labiryntu wyrzeźbionego w kamieniu.  
  
Dwa nagrobki z XVIII wieku splecione w pożegnalnym uścisku - ta instalacja powstała dzięki korzeniom drzewa, które wyrosło pomiędzy grobami.  
  
W dolnej części jednej z wież stoi grobowiec fundatora - Sir Thomasa Plunketta i jego żony Marion Cruise. Pod stopami szlachcica leży kamienny pies symbolizujący wierność a obok niego małżonka złożona kamiennym snem. Z tej rzeźby została właściwie tylko suknia. 
  
Po przeciwnej stronie stoi świetnie zachowana wieża dzwonnicy z bardzo nietypowym dachem. Ułożony jest z płaskich kamieni w sposób zabezpieczający przed przeciekaniem. Tą samą metodą zbudowane są neolityczne grobowce korytarzowe oraz Oratorium Galarusa, które przedstawiłem niedawno. 
  
Pośród innych ciekawych eksponatów jest kamienna rzeźbiona misa, służąca do mycia rąk i naczyń liturgicznych (piscina), ołtarz z kilkoma ocalałymi rzeźbieniami, oraz kamienne siedzenia (sedelia) dla trzech księży. Są też pozostałości po wysokiej drewnianej galerii, która była przeznaczona dla rodziny Plunkettów i ich gości. Są jeszcze dwie wieże i trzy wstęgi kamiennych schodów prowadzących na górne poziomy. Najciekawszy natomiast obiekt znajduje się na ziemi, pośrodku ruin.
  
To niesłychanie rzadka ośmioboczna, bogato rzeźbiona podstawa z jednego kawałka granitu, w której umieszczony był drewniany krzyż. Na każdej ścianie widnieją sylwetki ludzi. Kogo przedstawiają - tego można się jedynie domyślać, ponieważ dodatkowych informacji na ten temat brak. 
  
Na krótką wirtualną wycieczkę po muzeum An Rath Mhór zapraszam tutaj. 
 
Zobacz również:

26.12.2011

Góra Djouce - Wicklow

Zapraszam na grudniową wycieczkę na górę Djouce w górach Wicklow (725 m). Szlaków jest kilka, jeden z nich zaczyna się przy popularnym wodospadzie Powerscourt (parking w lasach Crone czynny jest tylko do 16).
 
  
Szlak Wicklow Way prowadzący przez góry ma długość ponad 130 kilometrów, czasem jest łatwiejszy, innym razem trudny a czasem przerwany, jak w przypadku zerwanego obecnie mostu na rzece Dargle - przejść można po kamieniach tylko przy niskim poziomie wody. Dargle to ta sama rzeka, która kawałek dalej spada w dół w postaci największego w Irlandii wodospadu.
      
Szlak wytyczony jest pośród grząskich i zamarzniętych torfowisk. Przy silnym wietrze, jaki ostatnio tam wieje, trudno się utrzymać na wąskich kładkach. To stare podkłady kolejowe spięte metalową siatką z klatek do hodowli kurczaków. Piesza trasa przez góry Wicklow była pierwszym publicznym szlakiem w Irlandii, oddano ją do użytku w latach 80 XX wieku.
    
Im wyżej, tym lepsze widoki ale też coraz zimniej. Kolejowe podkłady stają się śliskie, wściekły wiatr spycha w bok na podmarzające torfowiska. Wraz z wysokością pojawia się też śnieg.

   
W końcu góra Djouce zostaje zdobyta. Widać z niej kominy Poolbeg w Dublinie, dachy Dun Laoghaire, Bray i Greystones, szczyty Head of Bray i Great Sugar Loaf na wschodzie i niezliczone szczyty gór Wicklow na zachodzie. A przede wszystkim widać, że mimo śniegu - Irlandia ciągle zielona.
    
Na górze śnieg, lód i mróz, na dole plus 10 :). Film z gór Wicklow tutaj.) Wiało bardzo mocno, więc film i zdjęcia nieostre.