Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jaskinie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jaskinie. Pokaż wszystkie posty

9.04.2013

Jaskinie Kesh - wrota do innego świata



W poszukiwaniu wrót do innego świata zawsze wybieram się sam, nie biorę żadnych wycieczek, żon ani dzieci, bo nigdy nie wiadomo dokąd zawędruję ani co się wydarzy. Miejsc takich jak Jaskinie Kesh jest w Irlandii sporo, a jeśli dodać do tego legendy to robi się mistycznie, groźnie i tajemniczo. Trochę jak czytanie horroru świeżo spływającego z maszyny pisarza.  



Bez GPS trudno byłoby tu trafić. Góra poprzecinana jaskiniami to ta sama, na której stoją grobowce Carrowkeel, tylko z zachodniej strony. Niektórzy mówią, że korytarzami jaskiń Kesh można dojść do wnętrza tych grobowców. Są jacyś chętni? Nie zapomnijcie latarki i zapasowych baterii.



Parkuję samochód na małym rozszerzeniu drogi i p
o przedarciu się przez kłujące zarośla zaczynam wdrapywać się na stromą górę. Wejścia do jaskiń widać od początku, są coraz bliżej ale ciągle wysoko. Owce czarnogłówki przyglądają się z ciekawością moim kijom do włażenia pod górę. Bez nich pewnie bym co chwila zjeżdżał na tyłku na sam dół.     



Wreszcie dochodzę na szczyt, a raczej do rzędu otworów w górze. Który wybrać? Który zaprowadzi mnie do underworld? Nie ma tu żadnej informacji co to za miejsce, żadnych latarek do wypożyczenia, ani biletów. Nie ma tu nikogo oprócz mnie i czarnogłówek, które zresztą już sobie gdzieś poszły. Rzucam ostatnie spojrzenie na przebłyski słońca liżące łąki hrabstwa Sligo, odwracam się w stronę ściany i włączam moją latarkę. Kłaniam się nisko wapiennym skałom i schylony wchodzę do wąskiego i ciasnego tunelu. Z góry kapie woda, trzeba się przeciskać. Czasem tunel jest szerszy a czasem mogę nawet stanąć. Oglądam się za siebie, nie widzę już światła dziennego. Idę dalej depcząc po kościach. 



W pewnym momencie latarka przestaje świecić. To dla mnie znak, że zaraz tu niechybnie natrafię na podziemną rzekę i spotkam Charona. Zastanawiam się, czy przyjmuje płatności w euro. Staram się nie wpaść w panikę i zamykam oczy. Zamiast obola wyciągam mój wszystkofon i używam go jako latarki. Uznaję, że doszedłem tak daleko jak mogłem i że wystarczy mi na wieczorne opowieści dla wnuków "O tym jak dziadek o mało nie zawędrował do środka ziemi"


Pal licho geoskrytkę gdzieś tu schowaną. Kiedyś zabiorę tu lepszą latarkę. Wracam do światła i świata tym samym wąskim korytarzem. Będę musiał zmienić spodnie, bo korytarz czasem był naprawdę niski i pełen wody więc nogawki mam mokre na wylot. Na szczęście nie ma tu rozwidleń i nie potrzebuję nici Adriany żeby się stąd wydostać. Wypełzam z ciemności na oświetlone przebłyskami słońca łąki i pastwiska Sligo.



Sprawdzam czas i ze zdumieniem stwierdzam, że spędziłem w jaskiniach prawie godzinę. Nie spotkałem żadnych niedźwiedzi, duchów ani zabłąkanych Celtów, którzy tu podobno mieszkali. Było za to mnóstwo pająków, Jaysus, ile ich tam było. No nic, czas wracać. Podczas schodzenia kije się przydają jeszcze bardziej.



Czas wspiąć się na kolejna górę. O tym będzie innym razem.

20.10.2012

Drewno cisu, gęsie pióro, róg jelenia.



Podczas jednego z wyjazdów do Burren spotkałem artystów, którzy na moich oczach robili rzeczy, o których marzyłem jako mały chłopiec. Prawdziwe łuki, strzały i noże. 



Swój warsztat rzemieślniczy rozłożyli na parkingu przy Jaskini Niedźwiedziej (Aillwee Cave), nazwanej tak dzięki szczątkom dużego brunatnego misia, które tam można oglądać.



Obok wielkiego paleniska na drewnianym zydlu siedział Brian i szlifował kawałek cisowego drewna, który miał zamienić się w łuk. Obok stały gotowe łuki, niektóre zdobione, ładnie oszlifowane i wyprofilowane, każdy inny. W kołczanie z brzozowej kory - kilka równiutkich strzał z kościanymi grotami i lotkami z piór.  



Podpytałem Briana o kilka szczegółów jego pracy, chętnie udzielił mi wyjaśnień. Wziąłem do ręki jeden z łuków, napiąłem cięciwę i... poczułem się normalnie jak indian i komboj...



Tuż obok Briana stał drugi facet, ubrany jak irlandzki traper, też siwy ale dużo weselszy. Zapomniałem spytać go o imię. Ten z kolei opowiedział mi o nożach, które wyrabia. W wielkim palenisku grzał się kawał żelastwa, który wkrótce miał stać się ostrzem jednego z kolejnych noży. Kolekcja wykutych gotowych ostrzy leżała na skórze bizona.



Wszystkie ostrza były słabo naostrzone, podobno ze względów bezpieczeństwa. Gdyby ktoś chciał kupić na miejscu nóż, to dostałby pełnowartościowy produkt naostrzony na jego oczach. Taki nóż powinien przecinać płynący swobodnie strumieniem jesienny liść.



Rękojeść noża to dodatkowa sztuka. Ten, który trzymałem w ręku miał rękojeść wykonaną z rogu jelenia. Moneta widoczna na zdjęciu poniżej to 1 punt 
z 1942 roku - jako symbol starej irlandzkiej waluty wprowadzonej w 997 roku i zastąpionej przez € tysiąc lat później.



To co mogę przekazać z tego krótkiego spotkania z irlandzkimi rzemieślnikami to tylko zdjęcia i słowa. Dotyk łuków i noży był dla mnie bezcenny.

11.12.2010

Burren - kamienna pustynia

The Burren to surowy, rozległy płaskowyż kończący się atlantyckimi klifami i plażami. Kto raz postawił stopę na szarych płaskich kamieniach ciągnących się po sam horyzont na długo nie zapomni tego miejsca, prawdopodobnie też szybko tu nie wróci. The Burren to nie miejsce na całodniowy wypad z rodzinką. To kamienna pustynia którą regularnie przemierzają turyści ze wszystkich krajów zwiedzający zachodnią Irlandię przez okna autokarów. Zobaczyć warto, bo jest to jeden z największych krajobrazów krasowych w Europie.
  
W wyniku krasowienia skał wapiennych powstała również Jura Krakowsko Częstochowska oraz jaskinia Raj. The Burren w Irlandii zajmuje około 300 km kwadratowych. Podczas kampanii Cromwella w XVII wieku jeden z jego ludzi wypowiedział znaczące słowa określające tę krainę: „zbyt mało wody by kogoś utopić, zbyt mało drzew by kogoś powiesić, zbyt mało ziemi by kogoś pogrzebać”. Większość się zgadza, ale jakby zachodziła taka potrzeba to utopić kogoś można po prostu w Atlantyku, gdzie Burren się kończy.
    
Z portu niedaleko wioski Doolin rozciąga się widok na pobliskie Wyspy Aran oraz na ponad 200-metrowe Klify Moher. Stąd też można wyruszyć małym statkiem w oba te miejsca, o ile oczywiście pogoda pozwoli na pływanie czymkolwiek.
   
W wapiennych skałach czas wyrzeźbił przedziwne znaki, widoczne są zwłaszcza w pobliżu oceanu, być może w wyniku wspólnego oddziaływania słonej i słodkiej wody oraz wiatru.
  
W Burren znajduje się najmniejszy park narodowy Irlandii i jednocześnie największe skupisko motyli oraz rezerwat ptaków - Burren Bird of Prey Centre. 
  
Jest też kilka jaskiń udostępnionych do zwiedzania. W Jaskini Doolin podziwiać można jeden z najdłuższych w Europie stalaktytów – ma 7,3 metra. Jaskinia Niedźwiedzia (Ailwee Cave) to najbardziej komercyjna dziura w ziemi jaką widziałem. Szczątki niedźwiedzia brunatnego i ponad kilometr korytarzy wewnątrz góry.
      
 
Jedną z moich ulubionych dróg po Burren jest „droga korkociągu” prowadząca na „Corkscrew Hill” z fajnym widokiem. Drugą jest droga R479 – po jednej stronie drogi surowe szarobiałe wzgórza Burren, po drugiej stronie drogi, w dole – ocean. Tą drogą możecie się przejechać już teraz – KLIK.
  Corkscrew Road
Zetknięcie kamienistego Burren z Atlantykiem to nie tylko klify w rodzaju Cliffs of Moher czy klifów Doolin to również łagodne i rozległe piaskowe plaże. Czerwone zabarwienie piasku jest bardzo charakterystyczne w tym rejonie.
     plaża w Fanore
Burren to nie tylko zdumiewający pomnik przyrody ożywionej i nieożywionej, to również bogata spuścizna kultury. W wielu miejscowościach warto się zatrzymać ze względu na ich tradycyjne muzyczne korzenie oraz zachodnio-irlandzki charakter. W malowniczych miasteczkach Doolin, Lisdoonvarna, Ballyvaughan i Kinvara w każdym pubie powiedzą wam co jeszcze w okolicy warto zobaczyć. 
  
Ruiny Corcomroe Abbey to największe bodajże pozostałości średniowieczne w okolicy. Położone na uboczu głównych tras wycieczkowych, na granicy skalistej pustyni są jednocześnie całoroczną ekspozycją XII wiecznej sztuki rzeźbiarskiej i to pod gołym niebem. Na zwiedzanie tego opactwa zapraszam tu.
    
Większość zabytków na terenie Burren jest dużo starsza. Znajduje się tu kilkadziesiąt kamiennych grobowców z epoki neolitu oraz kilka okrągłych kamiennych fortów, często leżących na terenach prywatnych. Najbardziej znanym i malowniczo położonym kamiennym pomnikiem jest dolmen Poulnabrone. 
  
Mimo, że Burren jest pustkowiem to w okolicach tego akurat dolmenu panuje w ciągu dnia spory ruch. Żeby zrobić zdjęcie samego tylko głazu sprzed 5000 lat czasem należy zaczekać do zachodu słońca, aż wszyscy turyści się rozjadą... 

23.02.2010

Jaskinie - najciemniejsze miejsca w Irlandii

Irlandzkie jaskinie są przeważnie wykonane z wapienia, bo to właśnie wapień odwiecznie konkuruje z wodą, której u nas na wyspie dostatek. Efekty tej rywalizacji możemy podziwiać na dnie naszych czajników albo właśnie w irlandzkich jaskiniach. Trzy z nich poniżej za chwilę przedstawię.
  
Jako stały bywalec jaskiń przypomnę na wstępie, że te miejsca są położone z dala od słońca, więc oglądanie ich musi się odbywać w towarzystwie żarówek oraz przewodników, bo bez nich byśmy pewnie zabłądzili, co więcej – w obecnych czasach w ogóle byśmy tam nie weszli. Wszystkie jaskinie w Irlandii zostały już odkryte, więc zwiedzanie na własną rękę i bez biletu jest mocno utrudnione.
  
Udostępnienie jaskiń nie jest proste, trzeba zainstalować sporo udogodnień. Wybudować budynki, gdzie sprzedaje się bilety, pokazuje zdjęcia, filmy i ludzkie kości, podaje się kawę ze śmietanką i ciastka, wydrukować ulotki, żeby ktoś tu przyjechał. Nazwać to wszystko i nadać odpowiedni klimat i kolory.
  
W jaskiniach jest zawsze zimno i wilgotno, dlatego należy przestrzec zwiedzających, że mają założyć odpowiednie obuwie, zostawić wózki inwalidzkie na zewnątrz i ciepło się ubrać. Dobrze jest poinformować ludzi, że woda kapiąca ze stropu tworzy stalaktyty. Woda kapiąca do dołu tworzy stalagmity a jak jeden taki z drugim się połączą to powstaje stalagnat o wysokości np. 5 metrów i to jest wyjaśnienie, że bilet tyle kosztował a jaskinia ma co najmniej 350 milionów lat. Dobrze jest też nazwać poszczególne etapy wycieczki: Sala Główna, Sala Kryształowa, Sala Wodospadu.
  
1. Dunmore Cave w hrabstwie Kilkenny została odkryta w XVII wieku przez pasterza, który zaganiając swoje owce zobaczył, że jedna z nich nagle zapada się pod ziemię i znika na dobre. W trakcie późniejszych badań archeologicznych ustalono na podstawie odnalezionych pozostałości, że w tym miejscu Wikingowie dokonali w X wieku masakry na miejscowych mieszkańcach, którzy przed nimi się schronili - jak się okazało – na próżno. Ale dzięki ich licznym kościom wiemy teraz, że przed słynną owcą z XVII wieku dało się tam też wejść, a nie tylko wpaść.
 
Obecnie do wnętrza jaskini prowadzą długie schody, a na górze w centrum turystycznym jest kawiarnia, sala projekcyjna oraz eksponaty i zdjęcia. Czas zwiedzania – około godziny. Jaskinia została wzięta pod opiekę państwa w 1940 roku. Drabinki, ścieżki i oświetlenie zainstalowano w latach siedemdziesiątych.
 
Część udostępniona zwiedzającym nie jest duża, miałem wrażenie, że do wyjścia jest ciągle blisko. W najniższym punkcie jaskini (46 metrów poniżej wejścia) przewodnik pokazał zalany wodą korytarz opowiadając jak on sam wraz z grupą nurków-speleologów penetrował kilkakrotnie dalsze korytarze. Ponoć jaskinie ciągną się dalej jeszcze przez dobrych kilkaset metrów i jest tam pięknie, ale ze zrozumiałych powodów nie dane nam było tego zobaczyć.
  
Niektóre źródła wspominają, że grupa angielskich żołnierzy ścigająca irlandzkich  „rebeliantów” weszła do jaskini i nigdy z niej nie wyszła. Dunmore Cave słynie z najokazalszych w Irlandii kształtów uformowanych z kalcytu. Być może Anglicy zatracili się na kontemplacji kamiennych nawisów… W jaskini Dunmore dostępne są ulotki po polsku. Zafoliowane.
  
2. Aillwee Cave w hrabstwie Burren odkrył w 1940 roku farmer Jacko McGann. Zaprowadził go tu jego pies ścigający królika. Pan McGann nikomu nie powiedział o swoim znalezisku aż do 1973 roku. Nie wiadomo również z kim i po co chodził do swojej pustelni w Burren przez te 33 lat ani dlaczego nie jest ona teraz nazywana tylko jego imieniem. Za to ulotki sławiące Aillwee Cave jako największą atrakcję płaskowyżu Burren leżą niemal w każdym pensjonacie B&B promieniu trzech hrabstw.
 
Bardziej znana nazwa jaskini - Aillwee - wywodzi się od słów „żółty klif” albo od słowa „niedźwiedź”, w zależności z jakiego języka tłumaczyć. Szczątki niedźwiedzia to jeden z pierwszych przystanków w wędrówce po jaskini. Już dwa lata po ujawnieniu jaskini rozpoczęły się prace umożliwiające udostępnienie jej dla zwiedzających (Już dwa lata po ujawnieniu jaskini zaczęto montować oświetlenie, żeby na tym zarabiać). Korytarz prowadzący w głąb wzgórza na Burren ma ponad kilometr długości. W 1/3 odległości przewodnik dziękuje za wspólnie spędzoną wycieczkę i pokazuje drogę wyjściową – 250 metrowy idealnie prosty chodnik wykuty w skale specjalnie po to, żeby nie wracać tą samą trasą. Tam idzie już kolejna wycieczka.
   
Po wyjściu z jaskini można się zrelaksować w pobliskim Burren Bird of Prey Centre (dodatkowy bilet), czyli w ptasiej świątyni. Nietoperze jako ssaki zostają w jaskini a tu podziwiać możemy jastrzębie, sowy, orły, sępy i sokoły. Po oglądaniu w głębi góry elektrycznie podświetlanych ciemności widok ptaków na bezchmurnym niebie może być kojący.
 
3. Marble Arch Caves w hrabstwie Fermanagh leży na terytorium Wielkiej Brytanii. Uwzględniając kalendarz z ostatnich 350 milionów lat można jednak uznać, że jest to stara irlandzka dziura w ziemi. Odkryta została w 1895 roku przez pioniera speleologii na świecie - Édouarda-Alfred Martela. 90 lat później oficjalnie ją otwarto, a w 2008 roku stała się wraz z pobliskimi górskimi obszarami pierwszym międzynarodowym Geoparkiem na świecie. Wycieczka z przewodnikiem trwa 75 minut.
  
Oglądanie stalaktytów i stalagmitów oraz podziemnych wodospadów, które znalazły się na liście UNESCO nie różni się od podziwiania podobnych podziemnych nacieków sprzed 350 milionów lat, które widziałem w poprzednich jaskiniach. Jednak główną atrakcją jaskini Marble Arch jest podróż łodzią po podziemnej rzece.
 
Nie mogę się rozdwoić więc wykorzystuję tu fotkę ze strony Marble Arch.

Łódka na podziemnej rzece Claddagh River w Jaskini Marmurowego Łuku ma napęd elektryczny, jak wszystko tu pod ziemią. Ale ja zamykam oczy i wyobrażam sobie, jak Édouard-Alfred Martel i jemu podobni 100 lat temu ze świecami i flarami z magnezji odkrywali te zakątki Irlandii. Nie wiedzieli jaki zwierz z zębami wyskoczy na nich z ciemności i dokąd ta dziura w ziemi prowadzi. Nie zdawali też sobie sprawy, że kolejny gość za ileś tam lat wyjdzie z takiej jaskini i powie „nic takiego”.
  
Jeżeli ktoś marudzi, bo na głowę ciągle mu pada irlandzki deszcz, to zapraszam do jaskiń. Tam dowiecie się od przewodnika, że po trzech dniach przebywania w całkowitym mroku można pod powiekami zobaczyć wszystkie swoje poprzednie wcielenia a po miesiącu ciemności, picia wody ze skał i gryzienia kości nietoperzy i niedźwiedzi można zwariować. Wtedy może docenicie, że żyjecie na powierzchni ziemi i możecie zrobić wszystko co chcecie :)